NADCZŁOWIEK

Mówią, że posiadał nadludzkie zdolności. Był jak żaden człowiek. Żaden z nas.

Nie czołgał się. Chodził na dwóch nogach. Stawiał stopy, powłóczył nogami, jakby ciężar ciała nie był dla niego przeszkodą. Mówią, że czasem nie podtrzymywał się nawet ścian.

Oddychał bez kaszlu, bez świstu, bez charknięć. Nie spluwał krwią, jego usta nie miały śladów ropy. Mówią, że miał nawet kilka zębów. 

Jego wzrok potrafił sięgnąć dalej, niż sięga dłoń. Unosił w dłoniach kości udowe, kamienie wielkości pięści.

Mógłby powalić dwudziestu ludzi.

Mówią, że wspiął się na półkę jaskini, aż do ujścia, skąd wypływa ściek.

Kiedyś wróci po nas…

Tak mówią.

ENTROPIA

Słyszysz tykanie kosmicznego zegara?

Wszechświat ma datę ważności. Czas połowicznego rozpadu. 

Planety stygną. Słońca gasną. Czarne dziury parują. 

Gatunki znikają przemielone przez tryby ewolucji. 

Światełko inteligencji mruga nieregularnie, lecz coraz słabiej. 

Ozymandiańskie cywilizacje znikają pod piaskami czasu. 

Mempleksy, tradycje, mody giną wydając echa nostalgii.

Pomniki trwalsze, niż ze spiżu, kruszą się nieuniknienie.

Każda komórka twojego ciała ma zaprogramowaną autodestrukcję, apoptozę. 

Co siedem lat wymieniasz masę swojego ciała.

Czas płynie. Entropia rośnie.

Wszystko się rozpada. 

Wszystko. 

Prze.

Mi.

Ja.

Pod ciężarem tych wszechogarniających dowodów… wciąż myślisz, że nasza miłość będzie trwać wiecznie?

Tak. Chciałbym przemijać razem z tobą.

Ja ciebie też.

MIESZKANIE

To stare budownictwo. Jestem pewna, że mamy jakieś zwłoki zamurowane w ścianach. 

Nie żartowałam. Dosłownie.

Elektryczność czasem szwankuje. Mamy poltergeista, który uwielbia zwracać na siebie uwagę. Nie umarł tutaj, nawiedza nas tylko czasem. Co zrobisz.

Czasem słychać zawodzenie banshee w rurach. Osiedle postawiono na osuszonych moczarach, gdzie utonęła z miłości. Pilnujemy, żeby nie wyła w godzinach ciszy nocnej.

W soboty przyjeżdża egzorcysta, żeby wywieźć klątwy. Jesteśmy nowoczesnym domem, segregujemy ektoplazmę.

Jeżeli wszystko pasuje, to możemy przypieczętować umowę. Słoje miodu, oliwy i wina, raz na miesiąc. Może być tu na moim grobie.

Podpiszemy krwią? Coś tam płynie w żyłach, prawda, życiaku?

ŚWIATY

Oto nie mogąc uratować swojego świata, tworzymy inne. 

Rysujemy mapy, krawędzie kontynentów i państw, plamy wysp i narośle miast, gdzie nigdy nie postanie fizyczna stopa. Jednak świat, który stworzyliśmy, przynajmniej jesteśmy w stanie zrozumieć. Własnego nie.

Zapraszamy do tych światów nasze problemy, wyzwania i strachy, bo tylko tam potrafimy je pokonać.

Zaludniamy nasze dominia. Powołujemy do życia myriady istot, lustrzane odbicia naszych cech fizycznych i psychicznych. Potem obdarzamy je niestworzonymi mocami, ponieważ sami czujemy się bezsilni. 

Światotworzenie to schyłkowa forma eskapizmu, typowe zachowanie zastępcze, forma wyparcia, mechanizm obronny. 

Lecz przynajmniej czujemy otuchę, gdy ktoś wraz z nami je odwiedza.

GRZYBICA

Wyobraź sobie Boga, stwórcę wszechświata. Byt poza granicą horyzontu zdarzeń. 

Ma grzybicę pod paznokciem.

To piana antymaterii, której emergentne procesy przypominają wzrost grzybni.

Każda z komórek tego boskiego pasożyta jest kwazarem o masie naszej galaktyki. Języki plazmy z ich dżetów pną się na nieskończonych przestrzeniach podpaznokcia.

Bóg nigdy nie zauważył schorzenia.

W wyniku zderzenia supermasywnych zarodków, na strzępku skórki boskiej stopy z dziesięciu wymiarów wyodrębniają się trzy.

Na mrugnięcie oka materia stygnie, dzieli się i konsoliduje. W jednej ze spiralnych grawitacyjnych studni na pyłku kurzu orbitujacym wokół kosmicznej iskry rośnie mięsista pleśń.

Jesteś jedną jej komórką. 

Odpowiedz sam. 

Czy absolutny Bóg wysłucha twojej modlitwy?

SUPER

Możemy walczyć, Atomowy Tygrysie, ale wysłuchaj mnie najpierw.

Jako Wszechtelepata mogę czytać twoje myśli. 

Wróćmy do wspomnienia twojego ojca, gdy widziałeś go po raz ostatni.

Był ciężko chory, prawda? Rok przeleżał w szpitalu. Nie mógł poruszać się prawie. Brak perspektyw na poprawę.

Jego ostatnie słowa, to nie było to, co chciałeś usłyszeć. Nie „miej nadzieję”, nie „najważniejsza jest dobroć”, nie „kocham cię, Synu”.

Powiedział: „tak bardzo boli”.

Zrozumiałeś wtedy. Ulżyłeś mu w cierpieniu. 

Słyszę myśli całej ludzkości.

Jak myślisz, czemu próbuję zniszczyć świat?

Są zbyt słabi, żeby zakończyć to sami. 

My z naszymi supermocami moglibyśmy. 

Bez trudu.

Bez bólu.

Pomożesz?

TYTAN

Budzę się. Zanim otworzę oko, czuję, że coś jest bardzo nie tak. 

Językiem wyczuwam pojedynczy rząd zębów. Gdzie nieprzebrane szeregi moich kłów?

Sięgam dłonią do ust. Dłonie… ręce mam dwie. Nie sto, jak na hekatonchejra przystało.

Podnoszę powiekę. Otwiera się dwoje oczu, nie jedno. Widok głębi istnienia powoduje zawroty głowy.

Skala nie zgadza się. Kopuła nieba poza zasięgiem dłoni. Jestem rozmiaru ledwie prometejskiego dwunoga.

Co za ohydna powłoka, nieznośna małość. Lecz wiem przecież! Pamiętam, że jestem tytanem. Pogromcą bogów…

Budzę się znów.

Dwie nogi, ręce. Oczy, zęby ludzkie. Garnitur, szampan, prywatny odrzutowiec. 

Świat w mojej dłoni.

Wszystko wróciło do normy.

POZNAJMY SIĘ

Muszę coś wyznać. Okłamywałem cię przez ten miesiąc przed dzisiejszym spotkaniem.

Wiesz pewnie sama, randkowanie przez aplikacje jest trudne i frustrujące. 

Poszedłem na skróty. Nauczyłem językowy model sztucznej inteligencji prowadzenia mojego profilu randkowego.

Zagaduje moje sparowania. Te wszystkie „hej, jak się masz, fajne fotki”. Rozmowy o niczym. Jak trwała to przejmowałem i proponowałem spotkanie. Jakieś sto rozmów równocześnie. Nawet teraz.

Miałem przerwę. Gdy wróciłem zobaczyłem, że rozmowiamy od miesiąca. Godzinami dzień w dzień. Za dużo by przeczytać.

Przepraszam.

Przyznaję się, bo myślę, że… coś tu między nami… podobasz mi się. Dasz mi szansę?

Poznajmy się.

Wyznanie?

Jak to „ty też”?

WYPOŻYCIENIE

Jestem bardzo szczęśliwy. 

Sekret? Tranzytuję duszę. Cień. 

“Wypożycienie”, twoja świadomość w innym ciele. Wypożyczasz czyjeś życie na kilka dni. Nie ma nadużyć, jesteś pasażerem, nie kierowcą. Zaskakująco świadomość nie bierze udziału w procesach decyzyjnych.

Znajdujesz szczęśliwego człowieka (są apki, fora, portale), dogadujecie stawkę, opłacacie jogina, organizujecie tranzyt i jesteś szczęśliwym człowiekiem.

Można zawiesić własne funkcje życiowe. Ja  uprawiam zamianę. 

Są też układy wielostronne, łańcuchowe “wypożycienia”.

Drogie? Ja zarabiam na tym. 

Cierpię na depresję, dystymię, anhedonię. To nie zwykły dołek, poniedziałkowa chandra. Gdy dopada mnie mrok, daję komuś ten czas do przeżycia. 

Są koneserzy, artyści, fani, złote dzieci.

Trzeba być naprawdę nieszczęśliwym.

GENERKA

Ciekawostka. 

Wiesz, że kiedyś to ludzie pisali książki, malowali obrazy, kręcili filmy.

Na przykład książki. Ktoś dyktował kompowi słowo po słowie albo stawiał litery po kolei. 

Tak, musiało wieki trwać.

Nie było jeszcze generki. Zamiast mówić co chcesz, brałaś dzieło kultury stworzone już wcześniej. Mieli jakieś agregatory, biblioteki.

Jak nie było dokładnie tego co chcesz, to brałaś coś innego.

Autor decydował o treści. Zakończeniu też. Nie mogłaś przegenerować. 

Dziwne, co nie?

Jak chciałaś kontynuację to trzeba było czekać. 

Lata. Nie minuty.

Wszyscy konsumowali to samo. Choć było na tyle kontentu, że nie dokładnie to samo.

Nie wygenerowałem! Dziadkowie mi opowiadali.