WYJĄTKOWA

Mam złą wiadomość, złotko. 

W tym roku zbliżyłaś się niebezpiecznie do środka memetycznej krzywej dzwonowej.

Właściwie to górotwór popkultury zadryfował w kierunku twojego konglomeratu cech, ale… stałaś się mainstreamem, kochana.

Takie osoby łatwo się symuluje, procesuje ich styl myślenia. Co nam po pracowniku, który wiemy co pomyśli zanim pomyśli?

To twoja sprawa, ale…

Polecałabym podchwycić nowe hobby. Najlepiej kilka. Zerwać z komfortem rutyny, oszukać algorytmy rekomendacji. Przemielić zagraniczne memy, wejść w jakąś niszę kulturową, zagnieździć się w nowej fanbazie. Zmienić sytuację życiową, partnera, znajomych, religię…

Słowem, bądź dziwaczniejsza, kochana. 

Nie. Nie będzie łatwo w twoim wieku.

Tak. Albo zmień pracę.

KRAKÓW

Witajcie, przyjaciele. 

Możemy rozmawiać bezpiecznie, wawelski czakram chroni.

Ja jestem Smok. Pozostałych współkonspiratorów znacie: Księżniczka Wanda, Lajkonik, mości Twardowski. 

Wszyscy mamy dość tej nowożytności. Dość galerii handlowych, parkingów, hulajnóg, smogu, bankomatów, pstrokatych reklam, betonowania zieleni, fast foodów, telefonii komórkowej, turystów, wieczorów kawalerskich, bezczeszczenia krypt…

Spójrzcie po sobie. Płowe zjawy. Cień minionej świetności. Czy tak chcemy odejść?

Czas podjąć broń! Trębacz mariacki zbudzi rycerzy spod Wawelu, Wanda odczaruje gołębie w wojów, ja do potwornej formy wrócę, Twardowski już negocjuje cyrograf, Tatarów opłacimy ze skarbów Krzystoforskich. Inne miasta dołączą. Bazyliszek, Koziołki, syreny, diałby, wiedźmy, białe damy…

Pokażemy im jak kończy się legenda.

SZCZEROŚĆ

Szkoda im czasu na randkowanie. Puszczają lingbota. 

Zlicza użycia słów. Nie ważne “co”, ważne “jak” mówisz.

Pokażę Ci. To trwa kilka sekund. 

Używasz pięciokrotnie więcej „Ja”, niż „Ty” lub „Wy” w pozytywnym kontekście. Czterokrotnie więcej negatywnych „Oni”, niż „My”. Diagnoza: narcyzm, problemy z przywiązaniem. 

Wulgaryzmy są ok, znacznik krytycznego myślenia. Ale nadużywanie trudnych słów: kompleksy na tle inteligencji.

Dalej. Silne markery pesymizmu, autodestruktywności, socjopatii… hmm, ślady paranoi, wahań nastroju, zinternalizowanej mizoginii.

Sam powiedz: brałbyś to? 

Jak ukryjesz wpisy będzie tylko gorzej.

Mogę wyszkolić ci bota do autokorekty. Są kursy nueurolingwistyki pod social media. Są ghostwriterzy społecznościowi.

Ale szczerze… Rozważałeś terapię?

KAPUSTA

Skąd się biorą dzieci?

Gdy dorosła królowa jest w rui organizuje turniej by wyłonić zastęp godnych szerszeni. 

Razem odbywają podniebny taniec. Potem samce wyjmują nasieniomiód ze swoich gruczołów i karmią królową, żeby zapłodnić jej jajeczka. 

Królowa ma około dwa dni, żeby znaleźć ofiarę. W jej ciele złoży jajeczka za pomocą pokładełka. 

Po tygodniu larwy wykluwają się i pożerają ofiarę żywcem od środka. 

Potem przeistaczają się w drony, królowe i szerszenie. Bezmyślne drony abortujemy zanim uwiją kokon. Tak jest humanitarniej.

Dziś nie szukamy też ofiar. Jajeczka składamy w genetycznie modyfikowanej roślinie głowiastej.

Nie obruszaj się. Też cię to czeka. Jeżeli będziesz chciała.

ETYCZNA REKLAMA – AUDIO

Spogląda na bezdomną. Jej chmura holotagów jest zamazana przez filtry AR. Jedynie wirujące logotypy instytucji pomocy społecznej są wyraźne – te ludzie oglądają, żeby ekspozycję odpisać sobie od podatku. Ale bardziej snobistyczne filtry wymazałyby ją w całości, by uniknąć nieestetycznych wrażeń odbiorcy.

Ona spogląda na niego. Znany wideobloger pierwszoosobowy. Personalizowane tagi najlepszych marek. Nawet jego DNA jest otagowane przez bank spermy, który go sponsoruje.

Mężczyzna wzdycha. Otwiera łącze, holotagi się wyostrzają.

Bezdomnej łzy stają w oczach. Nie marnuje okazji. Puszcza wiadomość po pajęczynie mikrosocialmediów. Na kilka sekund wartość jej osobistej przestrzeni reklamowej rośnie o 4550%.

Utrzyma się z tego przez miesiąc.

PLANETA Y

Żadnych kobiet. Większość zabrał wirus F, reszta wyemigrowała.

Importujemy jajeczka. W bankach spermy odsiewamy pleminiki XX. Sztuczne macice robią brudną robotę. Potem roboniańki odchowują gówniaka do dziesięciu lat. Można odwiedzać, ale kto by chciał.

Większość z nas pracuje fizycznie. Armia, rola, budowlanka, wyrąb dżungli. Tu chlejemy. Tu chodzimy na siłkę. Tam na strzelnicę. Tam gramy w piłkę.

Konflikty? Bywa. Chłopaki dają sobie po mordach, potem piją i idą razem na cyberdziwki. Bez kobiet tych konfliktów nie ma tak dużo.

Czasem ktoś wyjeżdża. Wolna droga. Turystyka podrywacka jest ostatnio modna.

Ale absolutna większość wraca. Nie radzą sobie. Tam świat zbyt skomplikowany.

ZROZUMIEĆ POEZJĘ

– “Uciec w samotne współistnienie”… Nic nie rozumiem.

– Ich stulecie było przeorane całą serią pandemii. Pojawił się stresor populacyjny: ewolucja samotników. Przetrwali i rozmnażali się ci, którzy nie zabili się z tęsknoty.

– Ale wciąż pragnęli bliskości?

– Na początku. To późniejsze dzieło. Kolejne pokolenia dorastały w pełnej izolacji. Komunikacja cyfrowa, zinternalizowana mizofobia, pokolenia in vitro. Dotyk był tabu, twarz – częścią intymną, maski – bielizną. Miłość nabrała znamion tęsknoty.

– Tuż przed wiekiem Panaceum.

– Gorzej. Na progu Wszechobecności.

– Więc podmiot wiersza. Chciał samotności, ale z kimś. Nie mógł znieść fizycznej bliskości innych ludzi, ale samotność była gorsza. Pragnął ich, ale z daleka.

– Zaczynasz rozumieć.

WYJAŁOWIENIE

Jaszczury giną w asteroidowym ogniu. Słyszy ich telepatyczny krzyk. To nigdy nie staje się prostsze. 

– Ledwie zdążyliśmy. Granica sapienizacji.

Są takie planety. Życie ewoluuje tam ze śmiertelną skazą. Z drapieżnością, nienawiścią, złem na karbach helisy dezoksyrybonukleinowej. Od pierwszego pierwotniaka, po struktury społeczne, do zaawansowanej technologii. Zawsze w ekspansji, zawsze kosztem innego życia, zawsze na wojennej ścieżce. Planety skąpane we krwi od samookaleczeń, krzyczące telepatycznym cierpieniem, wściekle plugawiące kosmos wokół.

Jeżeli przybędziemy dość wcześnie, można skrócić ich mękę.

– Nie mamy czasu na pełne wyjałowienie. Już wzywają nas dalej.

– I tak będzie trzeba tu wrócić na kontrolę. Ustaw dwieście petasekund.

– Zapisałem, kapitanie.

ZMIANA

Pamiętasz ten strach na początku?

Pierwsze wszczepy. Ledwie ukłucie i panika: “koniec człowieczeństwa!”

Pamiętasz te dylematy, kiedy przepisywałyśmy nasz kod genetyczny na Mars-kompatybilny.

Przy pierwszym transferze osobowości nalegałam na humanoidalne powłoki. Dekadę później latałyśmy kałamarnicami w pasie Kuipera.

Gdy kopiowałam cię myślałam, że to mnie zmieni. Albo że ty będziesz inna.

Zaczęłam rozumieć trochę, gdy opuściłyśmy układ słoneczny. Głęboka próżnia daje czas do namysłu.

Spójrz na nas teraz. Chmura dysonowych ciem. Samoreplikujące się postbyty orbitujące wokół czarnych dziur.

Lecz ja to ja. Wciąż. Taka sama. 

Kiedy uciekałam bałam się, że to mnie zmieni… Teraz boję się, że zmiana jest niemożliwa.

ZŁY TYDZIEŃ – AUDIO

Drogi współziemianinie,

Nie bój się.

Jesteśmy Zegarmistrzami. Potrafimy cofać czas. Maksymalnie sto dwadzieścia osiem godzin.

Pod koniec każdego tygodnia pytamy ludzkość: czy chciałbyś, aby ten tydzień nigdy się nie wydarzył?

Jeżeli dwie trzecie ludzkości odpowie „tak” – cofamy. Wydarzenia toczą się inaczej. Nie wiemy dlaczego. Jeżeli odpowiecie „nie” – cofamy tylko dzień stracony na głosowanie. Iteracyjnie wybieramy najlepszą linię czasu.

Dziś mamy inne pytanie.

Otóż… utknęliśmy. To dwusetny raz, jak przeprowadzamy głosowanie nad tym samym tygodniem.

Istnieją precedensy. Dawno temu potrzebny był głos jednej trzeciej. Potem połowy.

Możemy znów zmienić wymóg. Iść dalej. Mieć nadzieję, że będzie lepiej.

Lub cofamy.

Wasza decyzja.