CZAS PRACY

– Czy to prawda, że pracujecie tylko cztery godziny?

– Aha, zostaje nam trzydzieści godzin dziennie na rodzinę, przyjaciół, drzemki. Chwalmy powolny ruch obrotowy planety.

– Ale przecież…

– Dawno już wykazaliśmy, że pracownicy dają z siebie maksimum dwie godziny efektywnej pracy dziennie. Reszta to praca pozorowana, zasłona dymna.

– Phi. My mamy ośmiogodzinny dzień pracy. Dziewiętnastogodzinna doba. A czasem trzeba zostać po pracy.

– To nic, na Librze podwójny układ słoneczny. Nieregularny cykl dobowy. Czasem nocy nie ma przez miesiąc. F-od-X-owy czas pracy.

– Ty śmiesz narzekać? My na stacji okołosłonecznej wieczny dzień. Implanty insomniacze.

– Ha! Przynajmniej słońce macie. My orbitujemy wokół…

– Panowie! Wypijmy. Urlop mamy.

ZIMNO

Możesz zamówić satelitę, żeby oświetlał cię z orbity laserem podczerwonym niskiej energii. Podniesie temperaturę o kilka stopni trzy cztery metry wokół ciebie. Oczywiście nie zadziała w budynkach i w złą pogodę.

Możesz też wpuścić do krwi koktajl nanobotów termoregulacyjnych. Ładują się bezprzewodowo w zasięgu generatora wilektryczności, potem zużywają energię na ogrzewanie oporowe. Niestety nie pomogą ci, jeżeli wyjedziesz poza miasto.

Jak masz kilka milionów yuandolarów to możesz zatrudnić biohakera, żeby przepisał ci garnitur genowy. Z ptasim metabolizmem można utrzymywać temperaturę ciała na poziomie czterdziestu stopni.

Jest też odzież próżniowa. Pleśnie termoaktywne. Ciepłe napoje.

Albo wiesz… mogę po prostu cię przytulić.

PLAMA

Hej, braciszku! 

Pozdrowienia z Plamy, siódmego kontynentu, mikroplastikowej pustyni na rosnącej śmieciowej wyspie na oceanie Pacyficznym.

Budujemy tu nowy świat. Dosłownie. Każdego dnia nasze dzielne plastifagi dokonują rozkładu i diagenezy plastisfery.

Mamy flagę i hymn. Niedługo będziemy ogłaszać niepodległość. Dołączam zdjęcie naszej komuny naukowej.

Ekonomicznie jest nieźle. Państwa płacą nam za utylizację śmiecia, celebryci kupują działki, rośnie turystyka plamowa. 

Wszystko inwestujemy w projekt. Głównie lustra orbitalne do fotodegradacji śmiecia i pozwy sądowe. Wedle prawa jesteśmy bioterrorystami, bo uwolniliśmy plastifagi. Sprzątamy apokaliptyczny bałagan kapitaizmu, ratujemy świat! My jesteśmy terrorystami?

Julia zaczyna drugą Plamę na oceanie Atlantyckim. Nie rozmawiamy.

Co u was?

RATUNEK

Na początku wieku zatraciliśmy umiejętność komunikacji.

Wystarczyło jedno pokolenie wychowane na social mediach. Rozszarpane sieci społeczne, syndrom hikikomori, wirtualna samotność jako styl życia.

Tak miał skończyć się świat. Wy i wasi przyjaciele mieli nie narodzić się, bo wasi rodzice bali się zagadać.

Nie zawsze ludzie mieli psy. Znaczy mieli, lecz nie wszyscy, nie tak jak teraz. Były psy bezdomne, schroniska, bezpsiarze woluntarni.

Badania wykazały: właściciele psów mają więcej interakcji, łączą się w pary, mają więcej dzieci.

Ruszyły kampanie społeczne promujące adopcję, psia infrastruktura, sponsorowana dogoterapia, edukacja do życia z psem… 

Świat uniknął zagłady. O długość psiego ogona.

Kociarze niestety wyginęli.

SPÓŹNIENIE

Mierzę sukienki w inteligentnym lustrze. Zatwierdzam druk i idę pod prysznic.

Gdy wychodzę jest gotowa. Ubieram. Programuję ciekłokrystaliczna tkaninę – pobiera kolor i animację.

Schodzę do garażu. Szofer AI pyta: „pod torebkę czy kontrastowy?”. Macham w prawo, karoseria zmienia kolor.

Ruszamy. 

Ustawiam ekran w tryb lustra, okna zaciemniam. Nie mam czasu malować się sama, więc włączam randomizer makijażu. Przewijam presety, aż coś mnie zachwyci. Zatwierdzam – nanobotowy puder dostaje pakiet. Zmieniam kolor oczu, żeby pasował. Autorce wysyłam napiwek. 

Stajemy pod restauracją.

John przybywa pięć minut później w garniturze z głupiej materii. Nieogolony.

– Świetnie wyglądasz – mówi. Kwituję komplement uśmiechem. – I… jesteś przed czasem.

EDUKACJA

  – Pola chodzi do specjalnego przedszkola przedsiębiorczości. Pierwsze firmy będą zakładać w zerówce.

  – Bez sensu. Już teraz nikt pieniędzy nie liczy. Tylko informacje. Programowanie, logika, sieci. Mój Krzysio… 

  – Dziewczyny. Za lat piętnaście będą to już sztuczne inteligencje robić. Naszego Olafka na turkusową przyszłość szykujemy. Komunikacja, empatia, umiejętności miękkie.

  – A po co im w ogóle kariera? Gospodarka niedoboru za trzydzieści lat się skończy. Nasza Kasia przyucza się do szczęścia. Sztuka, ekologia, seksualność…

  – Szczęście, phi. Postludzie będą mieli szczęście pod przyciskiem. Trzeba filozofię, medytację, metafizykę osobliwości…

  – A ty Bożenka? Co twój Maruś robi?

  – Do szkoły chodzi. Takiej no… zwykłej.

  – Ojej. Ale po co? 

TYDZIEŃ PO

Ósmego dnia, Bóg świeżym okiem spojrzał na to, co zrobił. Nie był zachwycony. Z jakiegoś powodu nie było dobre. Czuł, że potrafiłby lepiej. Schował świat do szuflady.

Dziewiątego, Bóg doszedł do wniosku, że zacznie od początku. Wrócił do dnia drugiego, zalał wszystko wodą.

Dziesiątego dnia ludzkość przyniosła kolejne rozczarowania. Bóg postanowił spróbować micromanagementu. Cud tu, klęska żywiołowa tam.

Jedenastego dnia zobaczył promyk nadziei. Ludzkość nie była zła, tylko zagubiona. Musiał tylko dać ludzkości wzór do naśladowania. A najpierw – uwierzyć w siebie.

Dwunastego dnia, popadł w depresję. Nie wychodził z łóżka. Wszystko zaczęło przyspieszać.

Trzynastego – podpalił świat.

Czternastego – mógł wreszcie odpocząć.

WYJĄTKOWA

Mam złą wiadomość, złotko. 

W tym roku zbliżyłaś się niebezpiecznie do środka memetycznej krzywej dzwonowej.

Właściwie to górotwór popkultury zadryfował w kierunku twojego konglomeratu cech, ale… stałaś się mainstreamem, kochana.

Takie osoby łatwo się symuluje, procesuje ich styl myślenia. Co nam po pracowniku, który wiemy co pomyśli zanim pomyśli?

To twoja sprawa, ale…

Polecałabym podchwycić nowe hobby. Najlepiej kilka. Zerwać z komfortem rutyny, oszukać algorytmy rekomendacji. Przemielić zagraniczne memy, wejść w jakąś niszę kulturową, zagnieździć się w nowej fanbazie. Zmienić sytuację życiową, partnera, znajomych, religię…

Słowem, bądź dziwaczniejsza, kochana. 

Nie. Nie będzie łatwo w twoim wieku.

Tak. Albo zmień pracę.

KRAKÓW

Witajcie, przyjaciele. 

Możemy rozmawiać bezpiecznie, wawelski czakram chroni.

Ja jestem Smok. Pozostałych współkonspiratorów znacie: Księżniczka Wanda, Lajkonik, mości Twardowski. 

Wszyscy mamy dość tej nowożytności. Dość galerii handlowych, parkingów, hulajnóg, smogu, bankomatów, pstrokatych reklam, betonowania zieleni, fast foodów, telefonii komórkowej, turystów, wieczorów kawalerskich, bezczeszczenia krypt…

Spójrzcie po sobie. Płowe zjawy. Cień minionej świetności. Czy tak chcemy odejść?

Czas podjąć broń! Trębacz mariacki zbudzi rycerzy spod Wawelu, Wanda odczaruje gołębie w wojów, ja do potwornej formy wrócę, Twardowski już negocjuje cyrograf, Tatarów opłacimy ze skarbów Krzystoforskich. Inne miasta dołączą. Bazyliszek, Koziołki, syreny, diałby, wiedźmy, białe damy…

Pokażemy im jak kończy się legenda.

SZCZEROŚĆ

Szkoda im czasu na randkowanie. Puszczają lingbota. 

Zlicza użycia słów. Nie ważne “co”, ważne “jak” mówisz.

Pokażę Ci. To trwa kilka sekund. 

Używasz pięciokrotnie więcej „Ja”, niż „Ty” lub „Wy” w pozytywnym kontekście. Czterokrotnie więcej negatywnych „Oni”, niż „My”. Diagnoza: narcyzm, problemy z przywiązaniem. 

Wulgaryzmy są ok, znacznik krytycznego myślenia. Ale nadużywanie trudnych słów: kompleksy na tle inteligencji.

Dalej. Silne markery pesymizmu, autodestruktywności, socjopatii… hmm, ślady paranoi, wahań nastroju, zinternalizowanej mizoginii.

Sam powiedz: brałbyś to? 

Jak ukryjesz wpisy będzie tylko gorzej.

Mogę wyszkolić ci bota do autokorekty. Są kursy nueurolingwistyki pod social media. Są ghostwriterzy społecznościowi.

Ale szczerze… Rozważałeś terapię?