CZYŚCIĄTKA

Słyszysz płacz?

My trafiliśmy do czyśćca jako dorośli. Ale najliczniejszą grupą są nieochrzczone niemowlęta.

Nie o chrzest chodzi. Chrzest to jedynie coś, co robią rodzice, którym zależy.

Tu jest. Maleńki niekochany chłopiec. Czyściątko.

Za młody na weryfikację przez niebiańską biurokrację.

Ratujemy te dzieciaki.

Są całe miasta. Nic nie rodzi się tu. Mamy zinstytucjonalizowaną adopcję. Setki par czekają na swoje czyściątka.

One dorastają, ale nie pamiętają świata sprzed śmierci.

Te senne logiki, mglisty płaski świat, demony, wysypiska platońskiego śmiecia… to ich chleb powszedni. Dla nich czyściec jest całym światem.

Żyją, jakby nigdy nie umarli.

Niezły układ moim zdaniem. Ale my znamy prawdę. 

REELEKCJA

“Kosciół Zeusa Gromowładnego stara się o reelekcję. Ganesza zbiera poparcie opozycji…”

To wymaga wytłumaczenia.

Na naszej planecie wybiera się bogów. Tak naprawdę: “religię urzędową”.

Możecie udawać, że religia i polityka nie są powiązane, symulować rozdział państwa od kościoła, praktyka mówi coś innego. 

Wybieramy. Głosujemy. 

Religia jest lustrem.

Animizm był odbiciem relacji człowieka z naturą. Dlatego pierwsi bogowie mieli twarze zwierząt.

Monoteizmy odzwierciedlały feudalne relacje władzy. Najwyższą władzą był król, więc Bóg był królem w niebie.

Nie mieliśmy tu nigdy królów, zawsze demokrację, więc… nasi bogowie  są urzędnikami. Politeizm to naturalna struktura religijna demokracji. 

Jak na ziemi, tak i w niebie.

BOHATER

Możesz schować swoje legendarne lance, odwiesić zbroję, dezaktywować amulety, puścić wolno smoka.

Nasze słońce gaśnie. Wyczerpaliśmy je. Zdestabilizowaliśmy drążąc magię zbyt głęboko, zbyt długo, bez umiaru.

Świat pogrąży się w mroku. Wszystko umrze. Nic już nie możesz zrobić.

Na marne twoje wyprawy, krucjaty i rajdy. Bezużyteczne są statystyki, strategie i alty. Na nic płonące serce, bystry umysł, kocia zręczność i siła niedźwiedzia.

Zostałeś nauczony złej rzeczy przez swoje opowieści. Nasłuchałeś się przepowiedni o wybrańcach. 

Myślałeś, że chodzi o ciebie, że możesz wszystko, że należy ci się szczęśliwe zakończenie.

Nie będzie zwrotu akcji, ostatecznego poświęcenia, ani morału.

Siadaj, bohaterze. 

To koniec.

WYROK

Wysoki sądzie, ławo przysięgłych. 

Państwo W. oskarżeni są o umyślne rozmożycielstwo pierwszego stopnia. 

Tak! Sprowadzili dziecko na ten świat.

Ten świat kroczący do ku przepaści, pełen zła i niegodziwości.

Swój czyn uzasadnili następująco. Cytuję: “bo chcieliśmy”. 

Czy to dostateczny powód, żeby bawić się w boga? 

Chcieli własnego dziecka pomimo milionów niechcianych, głodujących sierot?

Uświadommy  sobie ciężar ich czynu. To dziecko umrze kiedyś. Wcześniej będzie cierpieć. Sprawiać cierpienie. Żyć kosztem innych. Gdy tylu jest potrzebujących.

Okolicznością łagodzącą byłoby uczynienie świata lepszym w równoważnym stopniu, lecz… tylko spójrzmy na oskarżonych. 

Co zrobili dla dobra ludzkości?

Nic. Chcieli.

Czy zasługują na bycie rodzicami?

SMOK

Mości rycerzu, jak już Pan tego smoka ukatrupi, to co dalej?

Sam skarbu nie wyniesie. Zatrudnić tragarzy? Ukradną. Trzeba takich bez pokus. Najlepiej golemy, tylko drogie. Nieumarłych może? Znam jednego nekromantę.

Ale co potem? Ofiary smoka się upomną, król połowy zażąda, złodzieje zapukają do drzwi, spadkobiercy skrytobójców naślą. 

Ukryć trzeba. W krasnoludzkich bankach marnować się będzie. Na czarnoksięskich inwestycjach ryzyko duże. Gildiom kupieckim ufać nie można.

Ja proponuję kościół założyć. Odłam, zakon paladyński. Zawsze się znajdą konwertyci. Odpis podatkowy będzie. Świętość to pewna inwestycja.

Dużo zachodu, ale ja się już zajmę wszystkim. Tylko smoka trzeba ubić.

Mamy umowę, sir Jerzy?

PRACA

Jedno zdanie dziennie, żeby upamiętnić ten czas. 

Tylko tydzień do ostatniego dnia pracy. 

Odejdę szczęśliwy, zrobiłem tu dobrą robotę. 

Nie mam już żadnych zadań. 

Bezdenna nuda. 

Nikt nie ma dla mnie czasu. 

Trochę głupio tak obijać się. 

Myślę o nowej pracy. 

Czekam na weekend.

Coś się nie zgadza. 

Nikt nie zauważył, wszyscy pracują. 

Jak zły sen. 

Efekty mojej pracy zniknęły, wszystko puste dokumenty. 

Krzyczę na nich.

Nie chcę już tu być. 

Milczą. 

Nie mają już twarzy.

Próbuję wyjść, gubię się w labiryncie korytarzy.

Znikają kolory. 

Pracują, zawsze pracują. 

Szaleństwo.

Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek robił cokolwiek innego. 

Przepraszam. 

Wracam do pracy. 

Z TOBĄ

Muszę Ci coś wyznać.

Po rozwodzie spędziłem rok w seksulakrum.

To komora deprywacyjna z kombinezonem haptycznym, hełmem VR, zmiennokształtnymi fleshwandami i dildami.

Używałem całymi dniami. Zasypiałem edżingując do ASMRów. Nad ranem budziły mnie cyfrowe orgie.

Ograłem top trzysta gwiazdeczek porno obu płci w różnych układach…

Ściągałem fanowski soft: postaci historyczne, fikcyjne, celebrytów, futrzaki, hybrydy mityczne, dinozaury…

Potem odnalazłem AGP – Artificially Generated Porn. Orgie  reżyserowane przez maszyny, które seksu nie rozumieją. Cielesne fantasmagorie geigerowskie. Sny ewoluujące podług ukrytych podniet zbiorowej podświadomości. 

Entuzjaści usunęli bariery. To nie do opisania. Bezmyślna optymalizacja orgazmów. 

Mówię Ci o tym wszystkim, ponieważ…

Z Tobą mi lepiej.

POMOST

Kiedyś pisało się algorytm. Programista musiał rozumieć, co chce napisać. Każda linijka kodu opatrzona komentarzem.

Wczoraj: Sieci neuronowe, sztuczne inteligencje, programy piszące programy, języki maszynowe, drzewa genealogiczne czarnych skrzynek.

Dziś: świadome oprogramowanie. Kod opatrzony wolą. Technologiczne osobliwości, bez żadnych komentarzy. 

Oto mamy nowego sąsiada, którego nie rozumiemy.

Historycznie w kontaktach z izolowanymi cywlizacjami kluczowi byli ludzie pogranicza. Tubylcy, którzy służyli kolonizatorom. Koloniści pomieszkujący wśród autochtonów.

I najważniejsze: dzieci z mieszanych związków. Zanurzone w obu kulturach, władające oboma językami.

To właśnie tu robimy. Obustronnie. Niemowlaki wychowywane przez SI. Holograficzne dzieciaki adoptowane przez pary homo sapiens.

Integrujemy je ze sobą.
Budujemy pomost.

LOTERIA

Ariadna losuje czarny kamień. Będzie ofiarą labiryntu. Nie widzą, że dłoń wcześniej ubrudziła sądzą.

Ktoś rozpacza, głównie słychać ulgę.

Heroina wkracza w korytarze rozwijając włóczkę.

Napotyka swoich poprzedników. Nie ma śladów walki. Pomarli z głodu. 

Co nie znaczy, że potwór nie istnieje. Ariadna odnajduje go w sercu labiryntu. 

Nie boi się. Oboje czują silniejszą więź, niż z mieszkańcami Krety.

Nić wiedzie ich do wyjścia. 

Czeka ich przerażony tłum. Ariadna każe przyjacielowi ich pozabijać. Potwór odmawia, namawia ją, żeby opuścili wyspę.

Loterie organizowane są jeszcze przez wiele lat. 

W końcu sprytny śmiałek wyniesie z labiryntu wcześniej podłożoną głowę byka.

Oto mit.

GADA

Zawsze wiem, co Janek powie, zanim otworzy usta. Gada, mimo to.

Telepatia. Mam papiery.

Proszę nie przerywać, szkoda naszego czasu.

Tak, to będzie dziwna terapia.

To przekleństwo, choć bardzo użyteczne.

Powtarzam mu od pierwszej randki. Nie wierzy. Gada wciąż.

On mówi, choć ja wiem absolutnie wszystko. Jak mówię, on słucha uparcie… ale to nie rozmowa.

Byłam kiedyś z facetem, Karolem. Wola twarda, jak stal. Nie mogłam go odczytać. To było intrygujące. Dopóki nie okazał się bezmyślnym tępakiem. 

A Janek jest taki… przewidywalny. Szczery. Pozytywny.

Lubię jego myśli.

I jest cierpliwy. Słucha. Inni odchodzili albo milkli, a on…

On wciąż gada.