GŁOSOWANIE

Nie musisz głosować. 

Mamy twój model.

Neuronalna sieć wyuczona na danych z socjalek, kont, smartfonów. Zgodność: Dziewięć dziewięć i dziewięć w okresie. Znamy cię lepiej, niż ty sam.

To nie tak, że nie masz wpływu. Aktualizujemy twój model. Każdy zakup mleka to głos na przemysł mleczarski, spacer po parku – wsparcie dla miejskiej zieleni. 

Każdy post, lajk, wyszukanie, wzruszenie ramion to ryt w palimpseście pt. “ty”.

Nikt też nie musi już kandydować. Mamy modele polityków – jeszcze dokładniejsze. Procesujemy ich w turnieju axelrodowskim. 

Lada dzień przechodzimy na demokrację bezludzką. Bezpolitykę cyfrową.

Czemu się denerwujesz? 

Zagłosowałeś za tym systemem. 

Nie idąc na głosowanie.

BEZGRANICZNI

Narody usunęliśmy z planety jeszcze w dwudziestym trzecim wieku. 

W ogóle ich nie było szkoda. Bazgroły na mapach, demarkacje piachu, przerośnięte wykwity plemiennej propagandy.

Następnie języki, piramidy nieporozumienia, same się wyrugowały na rzecz uniwersalnego lingua solaris i myśltransferów.

Płeć przestała mieć znaczenie w erze postciążowej. Każdy klonem, po co eksponować płciowe dymorfizmy? Powszechny aseksualizm jest dla wszystkich zdrowszy.

Ostatecznie wszystkie osobnicze cechy wyglądu, te pióra pawie, stężenia melatoniny, epigenetyka cała, przemysły piękności, wszystko ujednoliciliśmy. 

Mówicie: “Szaracy”, ale komu ta stratyfikacja urody miała służyć?

Kontemplujemy implementację umysłu roju. Kość czaszki to ostateczna granica dzieląca człowieka od człowieka. 

Już niedługo…

Będziemy bezgraniczni.

DETEKTYW

Jack, nie wiem, jak to powiedzieć. Jesteś zaklinaczem.

Policzyliśmy trajektorię twojego “cudownego” strzału. Przeczył prawom fizyki.

Miałem wątpliwości już wcześniej. To przeważyło szalę. 

Zaangażowałem laboratorium. Trzy ostatnie sprawy. Podłożeni aktorzy. Fikcyjne zbrodnie. Losowe dowody. 

Sprawdzaliśmy cię. Wszystkie „rozwiązałeś”. Podłożony denat naprawdę zmarł. 

Jack, nie jesteś genialnym detektywem. Rzeczywistość nagina się do twojej woli. Zaklinasz ją. 

Robisz to podświadomie. Tak mi to wytłumaczyli.

Twoje sprawy, twoi oskarżeni, ich ofiary, niesamowite zwroty akcji, nieprawdopodobne zbrodnie, dowody, tropy, dedukcje… 

Będzie tylko gorzej. Prosili, żebym to ja ci przekazał. Złóż broń i odznakę.

Musisz uwierzyć mi, Jack. Jesteśmy partnerami.

Nie czyń mnie złoczyńcą, proszę. 

EMPIRYK

– Mamo, a dlaczego…?

– Zapytaj Empiryka.

Tak wyglądały nasze rozmowy.

Nienawidziłem tego. 

Mama wychowała się na Empiryku. Przeżyła demontaż i ostateczny upadek szkolnictwa, a jej rodzice nie mieli czasu, by przekazywać wiedzę. 

Natomiast jej pokolenie postniedoborowe… wiedziałem, że miała czas. Myślałem, że jej nie zależy. 

Teraz rozumiem: nie wiedziała. Wstydziła się. Musiałaby pytać Empiryka.

Nikt się wtedy nie uczył naprawdę. Nie budował zrozumienia. Nie gromadził wiedzy. Nałnał, Expi, Sekond. Filozofia „doświadcz i zapomnij”.

Po co wiedzieć. Jest Empiryk.

Dziś obserwuję rówieśników. Empiryk, źródło wszelkiej wiedzy, ogłupił nas. Ograbił z ciekawości.

Dlatego czytam. Robię notatki. Interesuję się.

Chcę być Empirykiem swojego dziecka.

NADCZŁOWIEK

Mówią, że posiadał nadludzkie zdolności. Był jak żaden człowiek. Żaden z nas.

Nie czołgał się. Chodził na dwóch nogach. Stawiał stopy, powłóczył nogami, jakby ciężar ciała nie był dla niego przeszkodą. Mówią, że czasem nie podtrzymywał się nawet ścian.

Oddychał bez kaszlu, bez świstu, bez charknięć. Nie spluwał krwią, jego usta nie miały śladów ropy. Mówią, że miał nawet kilka zębów. 

Jego wzrok potrafił sięgnąć dalej, niż sięga dłoń. Unosił w dłoniach kości udowe, kamienie wielkości pięści.

Mógłby powalić dwudziestu ludzi.

Mówią, że wspiął się na półkę jaskini, aż do ujścia, skąd wypływa ściek.

Kiedyś wróci po nas…

Tak mówią.

ENTROPIA

Słyszysz tykanie kosmicznego zegara?

Wszechświat ma datę ważności. Czas połowicznego rozpadu. 

Planety stygną. Słońca gasną. Czarne dziury parują. 

Gatunki znikają przemielone przez tryby ewolucji. 

Światełko inteligencji mruga nieregularnie, lecz coraz słabiej. 

Ozymandiańskie cywilizacje znikają pod piaskami czasu. 

Mempleksy, tradycje, mody giną wydając echa nostalgii.

Pomniki trwalsze, niż ze spiżu, kruszą się nieuniknienie.

Każda komórka twojego ciała ma zaprogramowaną autodestrukcję, apoptozę. 

Co siedem lat wymieniasz masę swojego ciała.

Czas płynie. Entropia rośnie.

Wszystko się rozpada. 

Wszystko. 

Prze.

Mi.

Ja.

Pod ciężarem tych wszechogarniających dowodów… wciąż myślisz, że nasza miłość będzie trwać wiecznie?

Tak. Chciałbym przemijać razem z tobą.

Ja ciebie też.

ŚWIATY

Oto nie mogąc uratować swojego świata, tworzymy inne. 

Rysujemy mapy, krawędzie kontynentów i państw, plamy wysp i narośle miast, gdzie nigdy nie postanie fizyczna stopa. Jednak świat, który stworzyliśmy, przynajmniej jesteśmy w stanie zrozumieć. Własnego nie.

Zapraszamy do tych światów nasze problemy, wyzwania i strachy, bo tylko tam potrafimy je pokonać.

Zaludniamy nasze dominia. Powołujemy do życia myriady istot, lustrzane odbicia naszych cech fizycznych i psychicznych. Potem obdarzamy je niestworzonymi mocami, ponieważ sami czujemy się bezsilni. 

Światotworzenie to schyłkowa forma eskapizmu, typowe zachowanie zastępcze, forma wyparcia, mechanizm obronny. 

Lecz przynajmniej czujemy otuchę, gdy ktoś wraz z nami je odwiedza.

GRZYBICA

Wyobraź sobie Boga, stwórcę wszechświata. Byt poza granicą horyzontu zdarzeń. 

Ma grzybicę pod paznokciem.

To piana antymaterii, której emergentne procesy przypominają wzrost grzybni.

Każda z komórek tego boskiego pasożyta jest kwazarem o masie naszej galaktyki. Języki plazmy z ich dżetów pną się na nieskończonych przestrzeniach podpaznokcia.

Bóg nigdy nie zauważył schorzenia.

W wyniku zderzenia supermasywnych zarodków, na strzępku skórki boskiej stopy z dziesięciu wymiarów wyodrębniają się trzy.

Na mrugnięcie oka materia stygnie, dzieli się i konsoliduje. W jednej ze spiralnych grawitacyjnych studni na pyłku kurzu orbitujacym wokół kosmicznej iskry rośnie mięsista pleśń.

Jesteś jedną jej komórką. 

Odpowiedz sam. 

Czy absolutny Bóg wysłucha twojej modlitwy?

SUPER

Możemy walczyć, Atomowy Tygrysie, ale wysłuchaj mnie najpierw.

Jako Wszechtelepata mogę czytać twoje myśli. 

Wróćmy do wspomnienia twojego ojca, gdy widziałeś go po raz ostatni.

Był ciężko chory, prawda? Rok przeleżał w szpitalu. Nie mógł poruszać się prawie. Brak perspektyw na poprawę.

Jego ostatnie słowa, to nie było to, co chciałeś usłyszeć. Nie „miej nadzieję”, nie „najważniejsza jest dobroć”, nie „kocham cię, Synu”.

Powiedział: „tak bardzo boli”.

Zrozumiałeś wtedy. Ulżyłeś mu w cierpieniu. 

Słyszę myśli całej ludzkości.

Jak myślisz, czemu próbuję zniszczyć świat?

Są zbyt słabi, żeby zakończyć to sami. 

My z naszymi supermocami moglibyśmy. 

Bez trudu.

Bez bólu.

Pomożesz?

TYTAN

Budzę się. Zanim otworzę oko, czuję, że coś jest bardzo nie tak. 

Językiem wyczuwam pojedynczy rząd zębów. Gdzie nieprzebrane szeregi moich kłów?

Sięgam dłonią do ust. Dłonie… ręce mam dwie. Nie sto, jak na hekatonchejra przystało.

Podnoszę powiekę. Otwiera się dwoje oczu, nie jedno. Widok głębi istnienia powoduje zawroty głowy.

Skala nie zgadza się. Kopuła nieba poza zasięgiem dłoni. Jestem rozmiaru ledwie prometejskiego dwunoga.

Co za ohydna powłoka, nieznośna małość. Lecz wiem przecież! Pamiętam, że jestem tytanem. Pogromcą bogów…

Budzę się znów.

Dwie nogi, ręce. Oczy, zęby ludzkie. Garnitur, szampan, prywatny odrzutowiec. 

Świat w mojej dłoni.

Wszystko wróciło do normy.