REZERWAT

Jedzą papier.

Jedzą. Gryzą, żują, połykają. Potem trawią i wydalają. Sprzątamy po nich. Znaczy roboty, ale wciąż, obrzydliwość.

Nie lubią mieć pustych brzuchów albo nie zauważyli, że nie mogą umrzeć z głodu. 

Czwartowymiarowa transfuzja. Teleportujemy im krew nasyconą panaceikami prosto do tętnic. Tak samo usuwamy wracającą żyłami.

Tak, papier. Pulpa z biomasy. W różnych kształtach i konsystencjach, nasycona związkami imitującymi smak i zapach. Lubią to.

Najchętniej usunęlibyśmy im cały układ pokarmowy. Ale dyrektywa rezerwatu mówi: wspierać autentyczność. 

“Rajski ogród, Anno Domini 2022. Zobacz korzenie drzewa postludzkości. Poznaj swoich przodków: Homo Sapiens.”

Zwiedzający to lubią. Zwłaszcza dzieciaki. Uwielbiają żarty o kupie.

OSTATNI SKOK

Słuchajcie, drodzy chrononauci. 

Mamy dowody, że próbowaliśmy już wszystkiego. Ekologiczne ruchy społeczne sprzed pięćdziesięciu lat inicjowali tacy podróżnicy w czasie, jak wy. Oczywiście z innej linii czasowej, ale tam również katastrofa klimatyczna zdziesiątkowała całą ludzkość.

Wiemy, że analitycy, prognostycy i naukowcy przybywali nas ratować udowadniając nadejście zagłady. Tak, technologie czystej energii i alternatywnych surowców podrzucali kurierzy z przyszłości.

Również aktorzy, muzycy, politycy. Kilku znam osobiście. Mamy świadectwa przynajmniej czterdziestu podróżników. Wszystko na nic.

Wasza misja to akt desperacji. W kontinuum kończy się przędza. To będzie ostatni skok.

Cel: najbogatsi ludzie początku wieku. 

Misja: Pranie mózgu, incepcja ekologiczna. 

Kryptonim: Opowieść wigilijna.

KIEŁBASA

– Mój dziadek był czarnoksiężnikiem. To było modne wtedy.

Pięćdziesiąt lat temu przodek Antoniego, otwarł portal do Piekła, z którego zaczęło wylewać się mięso. 

– Zrobił to, co każdy, by zrobił. Biznes.

Kiełbasa z Piekła to lokalny specjał i filar rodzinnej fortuny. Dziś działa już dziesięć linii produkcyjnych. Czy to jednak etyczny interes?

Wedle badań mięso pochodzi od potępieńczego megaorganizmu: skrzyżowania wieloryba, świni i gąsienicy. Portal podróżuje wewnątrz ciała istoty rozrywając ją żywcem. Pracownicy czasem słyszą międzywymiarowe krzyki zwierzęcia.

Oburzeni konsumenci żądają wyjaśnień.

– Nie ukrywaliśmy nic. Nikt nie pytał, skąd pochodzi mięso – odpowiada Antoni. – To i tak bardziej etyczne, niż hodowle przemysłowe.

BOŻE CIAŁO

source: https://www.nasa.gov/image-feature/a-peek-inside-the-orion-nebula

Ciemna materia, którą sonda Pilgrim sprowadziła na Ziemię, jest tkanką organiczną. Próbkę nazwaliśmy “Bożym Ciałem”. 

Wnosimy, że organizm jest rozproszony po całym wszechświecie. Badanie radiologiczne dowiodło, że istniał od pierwszych mikrosekund Wielkiego Wybuchu. “Boże Ciało” posiada właściwości podobne do neuronu, wymienia neutrina niczym impulsy w pankosmicznym mózgu. Za ich pomocą sonduje i modyfikuje materię na niewyobrażalną skalę.

Istota jest więc: odwieczna, wszechobecna, wszechwiedząca, wszechmocna. Wedle wszelkiej definicji to istota boska. Ecce Deus. 

Religia-Nauka jeden do zera.

Nie udało się nam nawiązać kontaktu. Nigdy się nie uda. W jej skali ludzkość jest mniej niż mikrobem, Ziemia – pyłkiem.

Nie takiego Boga szukaliście?

STARY LĄD

Zapomnij. 

Średni czas życia podwoił się. Reguły dziedziczenia szlag trafił. Kapitał zapuścił korzenie w kontach starców. Najmłodszy milioner na Ziemi ma 60 lat. 

Trzy pokolenia składają się na system emerytalny. Starcy to jedyna grupa docelowa, która ma pieniądz.

Odwrotny ageizm się znormalizował. Mobilność społeczna zamarzła. Demografia odwróconej piramidy. Młodzi uciekają w kosmos, bo nie stać ich na własne dzieci. 

Technologia stanęła w martwym punkcie. Oni tam już nie potrzebują nowości. Jak potrzebują, to nie chcą. Totalna retrofuturystyka.

Kultura kręci się w kółko. Rządzą covery, remake, remaster. Wieczna złota jesień. 

Ziemia to roztańczony dom starców. Weź swój talent gdzie indziej.

TROLERKA

Za co siedzisz, staruszku?

Ja za mowę nienawiści, miłość do białej rasy. 

Rok temu zaproponowali mi rozkręcenia tego grajdołka. Dali komputery i smartfony. Umiesz serfować? Żaden wstyd, różne drogi życia. Prowadzę kursy raz w tygodniu.

Płacą groszę, ale lepsze to, niż robótki ręczne. 

Trolerka. Piszesz komentarze pod wytyczną agencji. Przeważnie jakieś polityczne gównoburze. Podgrzewamy atmosferę, nakręcamy normalsów, robimy zasłonę dymną. Jak się wprawisz, możesz robić memy. Za wirala dają bonus.

Musisz tylko być na maksa wkurwiony. Cały czas, na wszystko.

Po godzinach możesz oglądać porno.

Najlepsze: jak skończysz odsiadkę, odezwie się agencja. Praca czeka.

Co? Masz coś lepszego do roboty?

NARÓD

– Na kogo zagłosujesz?

– Na Ziemców.

– Tych ojkofobów? Serio?

– Pytanie. 

– Okej.

– Czy życie Polaka jest warte więcej niż życie obcokrajowca?

– Nie. Człowiek to człowiek. 

– Dokładnie. Serce masz po dobrej stronie. Tymczasem każda inna partia obiecuje bronić partykularnych interesów narodu, coś przeciwnego do: “Człowiek to człowiek”.

– To nie to samo.

– To samo. Po prostu nawykłeś do narracji “my i oni”. Flagi, godła, hymny, historia, edukacja. Wszystko to istnieje, żeby skrzywić twoje dylematy wagonika. Rządzić strachem, gruntować animozje. Naród to arbitralna granica, linia na piasku. Ludzkość to naturalny wspólny mianownik. 

– I co potem? Rząd światowy?

– Nie wiem. Ale może lepiej, niż światowa wojna? 

RODZEŃSTWO

Siostrę? Fajnie.

Ja jakieś dwadzieścia tysięcy rodzeństwa. Rocznie kilkaset nowych braci i sióstr.

Ojciec należał do top 10K najbogatszych ludzi na Ziemi.

Oczywiście, żadna tajemnica. Bogacze zawsze mieli zastępy bękartów. Ale to co innego.

Taka moda jednoprocentowa. Elitarna sekta genetyczna. Rodzaj dżentelmeńskiego wyścigu. Kto dorobi się najwięcej potomków?

Ojciec zatrudniał podobno około tysiąca surogatek na kontrakty długoterminowe. Wybudował klinikę in vitro, opłacał nam rodziny zastępcze, potem młodszym budował prywatne domy dziecka.

Nigdy go nie poznałem. On już nie żyje, ale projekt trwa. Z rodzeństwem organizujemy zjazd raz do roku. Mamy wspólny pozew zbiorowy.

Rodzina, co nie?

Opowiedz o swojej siostrze.

SFORA

– To maleńkie implanty. Jeden w głowie psa, drugi w pańskiej. Neurointerfejsy połączone superszybkim łączem komórkowym. Taka cyfrowa smycz. Można wyczuć pupila z daleka. Przywołać myślą. Pomaga zrozumieć jego potrzeby, kiedy jest głodny, zły, przestraszony, szczęśliwy. Można też wymierzać subtelne nagany. Gruntuje posłuszeństwo, wzmacnia efekty treningów. Niektórzy mówią, że działa też w drugą stronę…

– Wiem – warczy zniecierpliwiony.

Kontynuuję przygotowanie w ciszy. Nagle odkrywam…

– Widzę, że to nie pierwszy pański implant. Skaner znalazł… dwadzieścia trzy… aktywne łącza. – Przełykam ślinę. – Nie wiem czy mogę kontynuować w obliczu…

– Siad – szczeka.

Siadam. Twarz wykręcają mu grymasy bólu. Syczy przez zęby.

– Sfora. Rząda. Poprzedni. Zagryziony. Teraz.

PASTERZ

Przysiada na ziemi, odkłada pasterski kij, pies zwija się obok.

Owce pasą się same. Czipy GPS pilnują stada. To zwierzęta terapeutyczne, nigdy nie zobaczą noża. Doczekały ery mięsa z probówki. 

Patrzy na krajobraz poprzecinany kolumnami światła. Orbitalne lasery zasilają wieże i lustra elektrowni, niczym świetliste  błogosławieństwa.

W dolinie ciągną się niebieskie połacie lasów superświerkowych. Kilka samowystarczalnych miasteczek o domach ze sprasowanej grzybni. Każde z farmą wertykalną, niczym kościołem pełnym zieleni. W oddali pochłaniacze dwutlenku, niczym plastry miodu olbrzymich pszczół.

Żadnych dróg. Wszystkie pod ziemią.

Medytuje, o tym, jak niewiele brakowało, by stracili… co właściwie.

Głaszcze psa. Wstaje.

– Dobra. Idziemy dalej.