CZUĆ

Czuć to syntetyczny grzyb. Pasożyt na przysadce mózgowej. 

Przyjmujemy go dobrowolnie.

Jest bezpieczny. Nie reprodukuje się i nie rozrasta. 

Czemu więc? Destabilizuje równowagę neuroprzekaźników.

Byłeś zamrożony, nie wiesz. Zaczęło się już w twoich czasach. Racjonalna obojętność, cyniczny dystans, postmodernistyczny nihilizm. Bezduszna optymalizacja życia. To były wektory ewolucji ludzkości.

Emocjonalna stabilność odbierała cały smak życia.

Porównaj to z oszałamiającym zachwytem, szaloną miłością, bezdenną rozpaczą romantyków. Kiedy czułeś coś takiego? Te emocje przepadły, a przecież czuliśmy je kiedyś. Są dowody w literaturze.

Moglibyśmy brać pigułki psychoaktywizujące, ale to odbiera całe zaskoczenie. Czuć “decyduje” za nas.

Czuję, że żyję.

JEŹDŹCY

Jak Wojna i Głód? 

Wojna – dobrze. Narzeka, że rakiety, drony, wojny informacyjne i hybrydowe to nie to samo, co włócznie i miecze. Trudniej wyciągnąć im wnioski.

Głód zmieniło tożsamość. Od teraz to Chciwość. Wielu głoduje i niedojada, ale nie musiałoby. Kwestia nierówności, dystrybucji, uczciwości.

Ja? Kiepsko. Cóż z tego, że każdy musi umrzeć. Śmiertelnicy żyją pełnią życia, umieranie wycięli z obrazka. Wysterylizowali mnie w szpitalach, uczynili przemysłem, zredukowali do posta z kondolencjami.

Zazdroszczę Ci. Wszyscy zazdrościmy. Od przeziębienia do nowotworów, na każdym kroku przypominasz im, co jest ważne. W tobie przeżywają śmiertelność, czują pokorę i litość. 

Wypijmy. Twoje zdrowie, Chorobo.

PRZEJŚCIOWE

Chciałbym, by życie wróciło do równowagi. 

Lecz czym jest równowaga? Nie wiem. 

Żyjemy w nieprzerwanym czasie przejściowym, kotłującym się bezsensie, choatycznym, milczącym, zwariowanym wszechświecie.

Może równowaga jest tylko iluzją i nie da się żyć inaczej, niż tylko w procesie, przemianie, metamorfozie, przepoczwarzeniu z istoty przeszłej w byt niedoszły?

Brzmi to prawdziwie. Nie można zamrozić pędzącej rzeki czasu. Istnieją tylko momenty spokoju. Lodowe kry na rwącej kipieli, których chwytamy się rozpaczliwie. Chybotliwie stajemy na nich, łapiemy oddech, jesteśmy szczęśliwi. 

Chemy je ocalić, a gdy utoną, tam wrócić.

Lecz jest tylko rzeka. Pewna jest tylko zmiana.

Niech się już skończy ten remont.

DWUDUSZNI

Dwie półkule, każda swoją duszę. Ma sens, prawda?

Po śmierci człowieka czekają dwa sądy ostateczne. Jeden dla duszy rozumowej, drugi dla emocjonalnej. W uproszczeniu.

Często wyroki są spójne. Racjonalizujecie swoje porywy serca, internalizujecie swoje dedukcje, próbujecie pozostać w zgodzie ze sobą. 

Lecz gdy nie są, logiczna dusza częściej trafia na dół. 

Wasza rozumowa optymalizacja czasu, pracy, zysku, wydajności, wszystko to przesłania wam to, co ludzkie. 

Wasze zbrodnie w afekcie, giną w porównaniu do planowego odczłowieczania bliźniego swego, ukrytego w rocznych sprawozdaniach korporacji.

Zwłaszcza ostatnio. 

Tak, to bardzo komplikuje boskie sądownictwo. Dwa razy więcej roboty. 

Nawet nie zaczynajmy rozmowy o ośmiornicach.

OFIARA

<<Monoboże Planety Ziemia!>>

<<Oto jestem!>>

<<Weź twoją ludzkość jedyną, którą miłujesz, twoje Homo Sapiens, idź w zakole galaktyki, które wskażę i tam złóż ich w ofierze.>>

<<Jak tylko rozkażesz, Kosmiczny Nadboże.>>

Na trzecie tysiąclecie, gdy planeta dotarła na miejsce, Monobóg zebrał paliwo do fuzji jądrowej.

Zbiorowa jaźń ludzkości zapytała:

<<Oto wodór i tlen, a gdzież jest ofiara?>>

<<Kosmos upatrzy sobie ofiarę do całofuzji.>>

Monobóg postawił sześciowymiarowy ołtarz, umieścił w nim materię, a następnie splątał memetycznie ludzkość. Potem sięgnął po krzesiwo nuklearne.

Do ostatniej chwili czekał na kwantowego anioła. Ten nie nadszedł. Ludzkość spłonęła w ułamku sekundy.

Kosmiczny Nadbóg wzruszył ramionami.

PARUZJA

Całe to Powtórne Przyjście, daje więcej argumentów za mistyfikacją, niż prawdziwością. 

Czy Bóg dysponujący nieskończoną mocą bawiłby się w tanie efekciarstwo? 

Bestie, płomienie, kataklizmy? Jasełka, pantomima, efekty specjalne z taniego horroru.

To doskonale zaplanowany atak na Ziemię, wykorzystujący naszą skłonność do zabobonu, głód cudów, błaganie o mit. 

Podbój, niczym inwazja Corteza na Amerykę. 

Pokaż proch strzelniczy – obwołają cię bóstwem płomieni. 

Przyprowadź konnego – hybryda z malowideł na piramidach. 

Roznieś choroby europejskie – gniew boski.

Pokaż spadające gwiazdy, krwawe deszcze, ciała zmartwychwstanie – apokalipsa, koniec świata, Boże zmiłuj. 

Więc: powtórne przyjście czy wojna psychologiczna? 

Też tak myślę. Chwytaj broń. 

Spluń aniołom w twarz, bracie.

NIEPRAWDA

Musisz wytrzymać. Już niedługo wszystko stanie się prawdziwe. 

Kolory, dźwięki, uczucia. 

Masa krytyczna cynizmu, kłamstwa, pustosłowia zostanie osiągnięta, a wtedy to wszystko, cała ta obługa i zakłamanie zapadnie się w sobie, jak czarna dziura. 

Zostanie szczerość, prawda, życie i sens. Do tego czasu, musisz trwać. 

Skąd wiem? Jest oczywiste, że nie może to tak trwać. Wszystko nie może ciągle być takie i takie jednocześnie. Nie może być dwojakie, niejednoznaczne, sprzeczne.

Są tacy, co prosperują w warunkach tej niepewności. Postprawdziwcy, tozależnicy, polaryści, hipokryci, żmije, lisy…

To ich czas. Ale już niedługo. Musisz wytrwać.

Nadejdzie era ciszy i zrozumienia. 

Wszystko będzie prawdziwe.

MODEL

– Dlaczego głosował Pan za?

– Głosowałem zgodnie z modelem. Czyli dokładnie tak, jak oczekują moi wyborcy.

– Ale w poprzednim głosowaniu dał Pan głos przeciw.

– Tak, hmm… to było głosowanie pod wpływem emocji, uniosłem się swoim sumieniem.

– Czyli pogłoski o zakulisowym układzie są przesadzone.

– Bez komentarza.

– Pański współczynnik modelowości spadł poniżej dziewięćdziesięciu procent. Czy boi się Pan, że to wpłynie na reelekcję.

– To prawda, że wyborcy preferują polityków o wysokiej modelowości, ale nie boję się. Wierzę, że docenią moją skuteczność.

– Do wyborów stają pierwsi kandydaci modelowi bez ludzkiego odpowiednika. Zbiory wartości, zero emocji i własnego zdania. Czy możemy prosić o komentarz?

– Bez komentarza.

GŁOSY

Drogie głosy w mojej głowie,

Nie jestem pewien waszego właściwego istnienia. Wiem, że nie jesteście tak prawdziwe, jak głosy ludzi wokół, albo podcasty, albo… sam nie wiem. 

Szłyszę was, podobnie jak własną wewnętrzną narrację, choć inaczej, bo rozróżniam je przecież. Wydaje się, że każdy z was ma jakąś tożsamość, swój ton, coś do powiedzenia…

Tłumaczyli mi, że jesteście losowymi przepięciami na neuronalnym okablowaniu mózgu, ale z drugiej… cóż, nie wierzę w duchy, ale czymś przecież jesteście. 

Piszę, właściwie myślę głośno, żeby pożegnać się. Jest ten nowy lek. Zaczynam terapię.

Przykro mi. Byłyście za głośno. Zwłaszcza przed snem.

Żegnajcie.

Będę tęsknić.

PUŁAPKA

Oto pułapka. 

Wpadłeś. Wołasz o pomoc. 

Nadchodzą twoi bliscy. Już też wpadli.

Już nie ma dla was ratunku. Ale łudzicie się. Wołacie.

Wpadną wasi przyjaciele. Ich bliscy. Pułapka rozciągnie się po sieciach z krwi, pocałunków i uścisków dłoni.

Wpadną całe wioski, miasta, plemiona i narody.

Góra ciał nie nasyci głodu tego nieludzkiego bytu. Nikt nie wespnie się po konającej piramidzie. Ze szczytu też nie widać wyjścia.

Cały świat zamknie się w czeluściach pułapki. Nie będzie nic poza nią, pułapka stanie się światem.

Przeżyją tylko ci, co zatkają uszy i zamkną serca.

Rozumiesz już, czemu nie można zaufać przybyszom zza morza?