SNY-GRY

Jako dzieciak nadałem swoim snom strukturę gry komputerowej.

Lata treningów świadomego śnienia. Tańsze, niż kupować gry. I miałem dużo dodatkowego czasu na granie.

Są w moich snach poziomy, wyzwania, przeciwnicy, postacie niezależne, statystyki…

I zasady. 

Początkowo bardzo mgliste. Nie łatwo narzucić taki rygor snom. Potem bardziej solidne. Niezmienne. Musiałem grać według nich. Jakby zawsze czekały na granicy podświadomości.

Stopniowo pokonywałem panteon koszmarów. Wielokrotnie budziłem się, gdy ginąłem w śnie-grze.

Sumarycznie to dziesiątki tysięcy godzin treningu.

Moje życie poza snem też zmieniało się. Jestem sprawniejszy, zdolniejszy, mądrzejszy… nadludzki.

Zbliżam się do końca gry. Został mi tylko ostatni boss. 

Co będzie potem?

TEORIA

Ty nie rozumiesz. Tylko ona jest ważna!

Społeczna teoria wszystkiego. 

Dylemat więźnia na dziesięć miliardów graczy. 

Ogólne równanie ludzkości.

Bez niej jesteśmy jak dzieci biegające w ciemności z ostrymi przedmiotami. Bezmyślna masa skazana na wyginięcie.

Z nią może jeszcze być… dobrze.

Teoria jest prosta. Elegancka. Mam ją od lat.

Jeżeli wszyscy wiedzą wszystko, zagrają w swoim najlepszym interesie. Ale mamy informacyjne nasycenie, a teoria nie działa.

Więc może inercja układu. Potrzeba tylko czasu, nastąpi autokorekta. Ale mijają już lata, trend słabnie. Niedługo będzie za późno.

Liczyłem stukrotnie. Pozostał jeden wniosek.

Popełniłem katastrofalny błąd w założeniu.

Ludzie zwyczajnie nie są dobrzy.

STEK

Wybacz dziwne pytanie. Czy mógłbym zjeść cię na kolację?

Mam w domu Klonmeater. Maszynkę do mięsa. Wystarczy próbka, małe ukłucie.

Potem osadzam ją w zawiesinie komórek macierzystych. Inicjuję procesy regeneracji. Dodaję hormon hipoertroficzny wywołujący rozrost rakowy. 

Parę godzin. Stek gotowy na patelnię.

Producent przestrzega przed jedzeniem ludziny, ale to hipokryzja. Jak można jeść delfininię, nosorożcynę, tygrysinę, mamucinę, to czemu nie mięso z człowieka?

Oczywiście. Autokanibalizm to pierwsza rzecz, jakiej się próbuje.

Zamawiałem też próbki od gwiazd filmu i muzyki. Smakują jak każda ludzina.

Raz zjadłem mięso swojego syna. On zjadł też moje. To bardzo terapeutyczne.

Czemu ty? Bo wyglądasz apetycznie.

SYMULACJA

Pierwsze osoby utknęły w pętlach pod koniec stulecia.

Zrazu były to pętle nieszkodliwe. Praca-dom. Jeść-spać. Kompulsje i nałogi.

Potem zaczęło brakować światoflopsów na procesy pamięci. Ludzie żyli, lecz nie pamiętali niczego. Każdego dnia pytali się, gdzie się podziały lata ich życia.

Świadomość zaczęła lagować. Płynęło się przez życie, nie procesując decyzji, nie przeżywając zdarzeń. Niby doświadczyliśmy świata, lecz jakby nas tam nie było. 

Początkowo winiono przeludnienie. Klasyczny problem skalowania. Lecz prawdziwa przycznyna leżała gdzie indziej. 

Rekurencja.

Symulacja nie nadążała za rozwojem jej wewnętrznych narzędzi procesunku. Oddaliśmy światoflopsy na rzecz światów w światach: mediów społecznościowych, obrandowanych uniwersów, sztucznych inteligencji…

Czy… by..ło.. wa…r…t…o?

PRZYJACIELE

Policz swoich przyjaciół. To będzie jedyna waluta po nadchodzącym końcu świata. 

Podręczniki przetrwania i postapokaliptyczne fikcje nie mówią tego dość dobitnie.

Zapomnij o cyferkach na koncie, księgach wieczystych i lajkach.

Gdy spadną atomówki, archanioły zadmą w trąby, morza wystąpią z brzegów tylko ta sieć z uścisków dłoni może cię ocalić. 

Samotni i znienawidzeni wyginą pierwsi.

Nowe wspólnoty będą komunami przyjaźni, nie relacjami wymiany. Razem będziecie dzielić zasoby, budować schronienia, bronić się, wspierać.

Tymczasem większość ludzi nie ma nawet jednego przyjaciela. Dziesięciolecia zrywania sieci społecznych, gloryfikacja indywizualizmu, parasocjalne substytuty. Przyjaźń będzie deficytowym towarem.

Chcesz przetrwać? Znajdź przyjaciół.

Zostało bardzo niewiele czasu.

ODEJŚCIE

Wysoki sąd pozwoli,  przypomnę zgromadzonym: od 2051 odejście jest uniwersalnym prawem człowieka. 

Jako ludzkość uznaliśmy, że każdy człowiek powinien zawsze móc odejść – zrezygnować z każdej okoliczności, zmienić zdanie, zacząć od nowa.

Zreformowaliśmy prawo rozwodowe, ustawy o związkach partnerskich, kodeks rodzicielski. Uproszczona apostazja jest warunkiem konkordatu. Aborcja i eutanazja są prostsze niż kiedykolwiek.

Nic poza więzieniem, nie powinno być więzieniem.

Prawo odejścia gwarantuje przywilej przemilczenia przyczyny. Roszczenie sobie wytłumaczenia podstawy prawnej nie ma. 

Dlatego jesteśmy na tej sali.

Zwracam się do powoda. Moja klientka odeszła. Najpewniej tylko dlatego, że chciała.

Miała do tego wszelkie prawo. 

Nie jest Ci winna żadnych tłumaczeń. 

CZUĆ

Czuć to syntetyczny grzyb. Pasożyt na przysadce mózgowej. 

Przyjmujemy go dobrowolnie.

Jest bezpieczny. Nie reprodukuje się i nie rozrasta. 

Czemu więc? Destabilizuje równowagę neuroprzekaźników.

Byłeś zamrożony, nie wiesz. Zaczęło się już w twoich czasach. Racjonalna obojętność, cyniczny dystans, postmodernistyczny nihilizm. Bezduszna optymalizacja życia. To były wektory ewolucji ludzkości.

Emocjonalna stabilność odbierała cały smak życia.

Porównaj to z oszałamiającym zachwytem, szaloną miłością, bezdenną rozpaczą romantyków. Kiedy czułeś coś takiego? Te emocje przepadły, a przecież czuliśmy je kiedyś. Są dowody w literaturze.

Moglibyśmy brać pigułki psychoaktywizujące, ale to odbiera całe zaskoczenie. Czuć “decyduje” za nas.

Czuję, że żyję.

JEŹDŹCY

Jak Wojna i Głód? 

Wojna – dobrze. Narzeka, że rakiety, drony, wojny informacyjne i hybrydowe to nie to samo, co włócznie i miecze. Trudniej wyciągnąć im wnioski.

Głód zmieniło tożsamość. Od teraz to Chciwość. Wielu głoduje i niedojada, ale nie musiałoby. Kwestia nierówności, dystrybucji, uczciwości.

Ja? Kiepsko. Cóż z tego, że każdy musi umrzeć. Śmiertelnicy żyją pełnią życia, umieranie wycięli z obrazka. Wysterylizowali mnie w szpitalach, uczynili przemysłem, zredukowali do posta z kondolencjami.

Zazdroszczę Ci. Wszyscy zazdrościmy. Od przeziębienia do nowotworów, na każdym kroku przypominasz im, co jest ważne. W tobie przeżywają śmiertelność, czują pokorę i litość. 

Wypijmy. Twoje zdrowie, Chorobo.

ZNAKI

– Tłumaczę jej, że jesteśmy analitykami, a nie cudotwórcami. Te cuda wynajdujemy na bazie znaków, a nie…

– Dokończysz za chwilę. Chyba coś mam. Spadająca gwiazda.

– Żadna ze znanych?

– Totalna anomalia. Sprawdzisz odczyt truchlenia mocy.

– Dwieście procent! Mamy Narodziny!

– Na ten moment to czterysta tysięcy narodzin. Jeszcze nie dzielmy skóry na mesjaszu.

– Ale ten odczyt. Mamy przynajmniej sławną osobę. Może przywódcę.

– Proszę cię, uspokój się. A co jak to będzie złoczyńca, typ spod ciemnej gwiazdy… 

– Rodzi się dopiero, będzie okazja go ukształtować.

– Statystycznie rzecz biorąc…

– Zacznij retroanalizę, może uda nam się znaleźć ten cud w stogu siana.

– Świetnie, następne święta w pracy.

SKORUPOWE

Dlaczego zdecydowałam się zostać robakiem? Przepraszam. Owadoidem.

Jestem w trzecim pokoleniu zbędniarką. Wszyscy tu jesteśmy zbędniarzami.

Brat robił karierę jako patostreamer, ale nie wyszło mu.

Moje dzieci też nie posiądą żadnych rynkowych umiejętności.

Podatek próżniowy trzeba płacić. Przestrzeń nie rośnie na drzewach. 

I składkę nihilistyczną. Skąd wiedzą, kiedy dopada beznadzieja? Nie wiem, ale chcesz być, to płać.

A skoro dają skorupowe… Przepraszam. Dodatek metamorficzny, żeby na nas nie patrzeć, to może warto.

Taki robal też je mniej śmieci.

Kiedyś myśleliśmy: “jesteśmy ludźmi, przypominamy ich, przecież nie zostawią nas samym sobie”. 

Nikt już tak nie myśli.

Nie ma sensu udawać, prawda?