PSOJEDYNEK

Rynek skwierczy od pustynnego słońca. 

Samce mierzą się wzrokiem. Nowoszkocki toller i owczarek australijski. 

Ustaje merdanie. Rozpoczynają rytualny taniec. 

Wąchają swoje odbyty. Zapach strachu, odwagi, determinacji. Już obaj wiedzą. To miasto jest za małe dla nich dwóch. Warknięcia przez obnażone zęby nie pozostawiają złudzeń. Żaden nie odda dominacji. 

W dawnych czasach (erze człowieka) już rzucili by się sobie do gardeł. W ruch poszłyby kły, pazury. 

Ale są dżentelmenami, dobrymi psami, szanują zasady Tresury. Oddają pokłon na znak uznania zasad pojedynku. 

Stają na tylnych łapach plecami do siebie. Chwytne łapy na pistoletach. Dziesięć kroków, dziesięć szczęknięć. 

W tył zwrot. 

Huk wystrzałów. 

ŚWIEŻAK

Randkowanie po śmierci. Tak.

Nie spotykam się z innymi duchami. Są ponure i mają za dużo niedokończonych spraw.

Wolę świeżaka, ciacho premortem, ciepłe mięsko.

Czasem sami mnie przywołują, ale przeważnie szukam przez portal randkowy. 

Jest tyle udogodnień odkąd wynaleziono ekrany ektoplazmowe. 

Szukam sapioseksualnych. Od razu skreślam mroczną młodzież z fetyszem śmierci.

Potem piszemy, spacerujemy po cmentarzu, nawiedzimy jakąś knajpkę. 

Czasem pójdziemy do niego.

Tak. Seks. Z mojej strony to trochę jakby całe ciało było fantomową kończyną. Musi się bardzo postarać. Dla niego wystarczy lekkie opętanie.

Wierzę, że w końcu na bratnią duszę i wtedy przeniesiemy związek na wyższy poziom egzystencji.

MAMO

Zjesz coś, synku? 

Fotosyntezujesz wciąż… 

Chociaż herbaty się napijesz? I tak zrobię. Sama pić nie będę.

Zdrowy jesteś? Wiem, wiem. Te twoje superimmunologie. Ale witaminy łykasz?

Masz kogoś? Nie rozeznaję się w tych twoich poliamoriach. Kiedy ich poznam?

O pracę nawet nie pytam. Postkapitalizm postkapitalizmem, ale uczciwa robota nikomu nie zaszkodziła. Powiedziałam.

To o czym chcesz rozmawiać?

Znów o tej katastrofie? Ja całe życie słyszę o katastrofach. 

Dobrze, posłucham. Bomba antymateryjna? No… słucham.

Jak zostanę tym bytem cyfrowym, to co? 

Z nudów bym umarła.

Tu? Siedzę, gotuję, na spacer pójdę, z ciotką pogadam.

Nie martw się, synku. Mama wie lepiej.

STWÓRCA

Zaszła tu kompromitująca pomyłka z tym stworzeniem nieba i ziemi…

Kosmiczny pył opadał wokół mnie, a ja mu nie przeszkadzałem. Gdy sedyment stwardniał, powstała ziemia. Gdy ulotniły się gazy powstało niebo.

Z tą światłością to też przesada. Pył przerzedził się tak, że zaczęły docierać promienie słońca. 

Ruch obrotowy mogłem powstrzymać – nie byłoby dnia i nocy. Ale to masa roboty.

Życie, no tak. Z abiogenezą jest trochę jak z pieleniem chwastów. W końcu odpuszczasz i nazywasz to, co powstało, “dzikim ogrodem”. Potem ewolucja robi swoje. 

Z naszym podobieństwem, aż tak bym nie przesadzał.

A reszta… planety, gwiazdy, galaktyki? Kto to wie.

ROZGRZEWKA

Takie pytanie na rozgrzewkę.

Masz całą włądzę nad światem i nieograniczony budżet…

Kiedy już zakończysz wojny, głód i pandemię, zreperujesz gospodarkę, zreformujesz edukację i służbę zdrowia, zalegalizujesz związki partnerskie i rekreacyjne użycie lekkich narkotyków, wyrównasz nierówności, zredystrybuujesz rakowo rozrośnięte kapitały, zadośćuczynisz pokrzywdzonym, wyplenisz dyskryminację płciową, rasową i seksualną,  rozwiążesz niedobory energii i nadmiary emisji, powstrzymasz katastrofę klimatyczną, zatrzymasz dewastację środowiska i mord masowy zwierząt w hodowlach przemysłowych, upowszechnisz mięso laboratoryjne, uregulujesz połowy oceaniczne, wesprzesz bioróżnorodność, zjednoczysz politycznie planetę, ustanowisz niebo na ziemi, ukarzesz winnych budowania piekła… 

Czym zajmiesz się następnym?

Podróż dookoła świata? Serio?

Przecież tyle zostało jeszcze do zrobienia!

ZBROJA

Artefakt z Sukh’ar. Zbroja psychokreacyjna. Arcydzieło mentanistyki defensywnej.

Hartowane humory. Cyniczna cyna, drwiące drewno, ferrum farsy, ironiczny ajron…

Rośnie w miarę, jak rycerz wznosi bariery przed światem. Wystarczy wyśmiać, zelżyć, zbłaźnić – pancerza przybywa warstwa za warstwą. 

Czasem coś przebije się. Ostrze z miłościanu,  korbacz z odważnikami odwagi, szczerbce szczerości. 

Ale to kwestia czasu. Zbroja zaleczy rany. Będzie jeszcze twardsza następnym razem. Może nawet wyhoduje kolce.

Z czasem staje się niezniszczalna. Tu tkwi problem.

Bo rycerz może utknąć. Zawalić się pod jej ciężarem. Zgnić przywalony płytami.

W Sukh’ar pełno jest takich żywych posągów. Nikt już nie próbuje wydobyć ich ze środka.

ZIELONE WZGÓRZE

“Przecież liczba błędów, które przypadają na jedną osobę, musi być jakoś ograniczona. W końcu zapas pomyłek przeznaczonych dla mnie się wyczerpie i nareszcie będę miała spokój. To bardzo pocieszająca myśl.”
– Lucy Maud Montgomery, Ania z Zielonego Wzgórza

Ania odkryła, że liczba błędów przypadających na osobę jest ograniczona. 

Przez lata błądziła konsekwentnie kilkaset razy dziennie, pomyłka za pomyłką, zostawiając za sobą pasmo porażek, potknięć i katastrof.

Pomyliwszy się ostatni raz, Ania stała się bytem doskonałym, niezdolnym do popełnienia błędu nawet, jeżeli by chciała.

Nieomylność wykorzystywała do czynienia dobra. Irytowała ją jednak ludzka zawodność.  

Ania zgromadziła nieograniczony kapitał grając na giełdzie. Użyła go, by przejąć rządy nad Ziemią i wprowadzić utopijny ustrój zwany Zielonym Wzgórzem. 

Następnie obliczyła bezbłędnie rachunki Teorii Wszystkiego, dzięki którym stworzyła technologię nieśmiertelności. Jej rządy stały się wieczne, nieomylność niepodważalna.

Ania nie odnalazła jednak nigdy spokoju.

OSTATNI

Zrozum. Wyobraź sobie.

Cywilizacja zdziesiątkowana pandemiami, wypalona nuklearnym ogniem; klimatyczny taniec huraganów; fajerwerki superwulkanów; nieboskłon zasnuty dymem; oceany wystygłe, ludzkość wymarła; życie tli się na zgliszczach, aż gaśnie; niedługo potem słońce eksploduje; 

Bóg odchodzi na pozawymiarowe wygnanie; Piekło zamarza, potępione dusze porzucone, skute lodem; królestwo niebieskie płonie, upadające anioły dogasają w atmosferze; życie wieczne się kończy; 

Wiązania atomowe rozprzęgnięte; logika rozchwiana; prawa fizyki w kwantowej mgle; fotony podzielone na falowe i korpuskularne; energia i materia wypowiadają sobie wojnę; ostatecznie następuje śmierć cieplna wszechświata;

Zostają: ciemność, cisza, pył.

I w tym martwym, ostatecznym świecie… 

Ja dalej nie chcę być twoją dziewczyną.

PRIMA

Prawdziwość nie jest obiektywną wartością wszechświata, jedynie kategorią ludzkiego języka. Dla obojętnego kosmosu prawda i fałsz nie istnieją. Tylko my, ludzie, potrzebujemy ich, by się w nim odnaleźć.

Świat nie jest nam winien żadnych odpowiedzi. Milczy na temat dobra i zła, radości i smutku, miłości i nienawiści. Widzimy te wartości, bo spoglądamy przez wąską dziurkę od klucza świadomości.

Dziś świętujemy fakt, że w przeciwieństwie do martwej materii interpretujemy otaczającą nas rzeczywistość.

Porozumiewamy się. Czasem szczerze, czasem mylnie, czasem zwodniczo, czasem poza wszelką logiką.

Tworzymy opowieści, narracje, mity. 

I czasem to jest śmieszne. 

Wesołego Prima Aprilis! 

Życzę wam samych radosnych kłamstw!

AURA

– Jak randka, synu? Późno wróciłeś.

– Dobrze. Miło, że pytasz.

– Ma ognistą aurę, co nie? Wiesz co, o takich mówią.

– Tato, daruj sobie takie aursistowskie teksty, proszę.

– Że aursistowskie od razu. Ja, aursistą?

– Nie ty, tylko to co powiedziałeś.

– Żart taki, poczucie humoru, my niebiańscy tak mamy. Taka aura.

– Ja tak nie mam.

– Tobie jeszcze się nie wykształciło. To co z nią?

– Tak, ognistą.

– Ha, uważaj, żeby się nie sparzyć.

– Jest pół-akwanką, jeżeli musisz wiedzieć.

– W gorącej wodzie kąpana.

– Tato, nie mam siły do ciebie.

– Co? Żartuję tylko. Nie przeszkadza mi. Mamy jedenasty wiek. To kiedy ją poznam?

– Idę do pracy.