KSIĘŻYC

Mam 10 lat, jestem Ksieżycaninem i muszę napisać głupi esej pt. “Życie na Księżycu”.

Księżyc jest do bani. Wszędzie są tylko zakazy.

Nie można podpalać rzeczy, hakować komputerów, rozszczelniać habitatu…

Każdy tu ma wyznaczoną rolę. Trzeba się uczyć, żeby kogoś kiedyś zastąpić.

Jest nas tylko piętnaścioro. Nie będzie więcej, bo braknie tlenu. Chyba że ktoś umrze.

Rodzice musieli usprawnić nas genetycznie, bo ziemskie dzieciaki byłyby za głupie, żeby przeżyć na Księżycu. Ale ja zazdroszczę tym głupkom, bo przynajmniej mogą się bawić i być kim chcą.

Uciekłbym na Ziemię, bo tam można psuć rzeczy bezkarnie, ale moje kości są za miękkie.

NIEBIESCY

Niemal wszyscy jednoprocentowcy są już niebieskokrwiści. 

Powszechnie uważa się, że to pigmentacja skóry hemocyjaniną, pochodzacą z mięczaków głębinowych. Moda wypromowana przez bogaczy. Oczywista bzdura.

Nazywają ją faraoniną, bo pozyskano ją z DNA egipskiej mumii. Mumia była pradawnym kosmitą. Stąd te ich nadludzkie osiągi. Odsyłam do źródeł.

Myślicie, że faraonina to część terapii nowotworowej, bo tak sportowcy oddalali oskarżenia o doping. Znów banialuki!

Niebieska krew jest konieczna do wytrzymania przeciążeń w podróżach kosmicznych. Niby czemu przetaczają ją pilotom myśliwców?

Bogacze znaleźli egzoplanetę. Muszą być niebiescy, żeby odbyć podróż.

To ich umowa z reptilianami z wnętrza Ziemi. 

Czego nie rozumiesz?

PUZZLE

Jak rozwiązać problem, którego skala przerasta jednostkowe życie?

Rozbić go na mniejsze części, rozwiązywać w różnych miejscach na raty przez pokolenia. Puzzli nie ułożysz potrząsając pudełkiem, ale dokładając jeden kawałek dziennie.

Sens wszechświata jest takim problemem.

Powołaliśmy inteligentne organiczne życie, was ludzi również, jako maszynę do układanek.

Tylko, że od jakiegoś czasu nie spełniacie już swojego celu. Maszyna rośnie, koncentruje się tylko na sobie, układanka stoi w miejscu, czasem nawet ubywa kawałków.

Tak długo przekazujecie problem kolejnym generacjom, że zagubiliście  wszelkie poczucie misji.

Jeżeli jedynym celem maszyny jest jej trwanie, to nie służy ona żadnemu celowi.

Dlatego postanowiliśmy zakończyć projekt.

PARUZJA

Całe to Powtórne Przyjście, daje więcej argumentów za mistyfikacją, niż prawdziwością. 

Czy Bóg dysponujący nieskończoną mocą bawiłby się w tanie efekciarstwo? 

Bestie, płomienie, kataklizmy? Jasełka, pantomima, efekty specjalne z taniego horroru.

To doskonale zaplanowany atak na Ziemię, wykorzystujący naszą skłonność do zabobonu, głód cudów, błaganie o mit. 

Podbój, niczym inwazja Corteza na Amerykę. 

Pokaż proch strzelniczy – obwołają cię bóstwem płomieni. 

Przyprowadź konnego – hybryda z malowideł na piramidach. 

Roznieś choroby europejskie – gniew boski.

Pokaż spadające gwiazdy, krwawe deszcze, ciała zmartwychwstanie – apokalipsa, koniec świata, Boże zmiłuj. 

Więc: powtórne przyjście czy wojna psychologiczna? 

Też tak myślę. Chwytaj broń. 

Spluń aniołom w twarz, bracie.

BEZGRANICZNI

Narody usunęliśmy z planety jeszcze w dwudziestym trzecim wieku. 

W ogóle ich nie było szkoda. Bazgroły na mapach, demarkacje piachu, przerośnięte wykwity plemiennej propagandy.

Następnie języki, piramidy nieporozumienia, same się wyrugowały na rzecz uniwersalnego lingua solaris i myśltransferów.

Płeć przestała mieć znaczenie w erze postciążowej. Każdy klonem, po co eksponować płciowe dymorfizmy? Powszechny aseksualizm jest dla wszystkich zdrowszy.

Ostatecznie wszystkie osobnicze cechy wyglądu, te pióra pawie, stężenia melatoniny, epigenetyka cała, przemysły piękności, wszystko ujednoliciliśmy. 

Mówicie: “Szaracy”, ale komu ta stratyfikacja urody miała służyć?

Kontemplujemy implementację umysłu roju. Kość czaszki to ostateczna granica dzieląca człowieka od człowieka. 

Już niedługo…

Będziemy bezgraniczni.

ENTROPIA

Słyszysz tykanie kosmicznego zegara?

Wszechświat ma datę ważności. Czas połowicznego rozpadu. 

Planety stygną. Słońca gasną. Czarne dziury parują. 

Gatunki znikają przemielone przez tryby ewolucji. 

Światełko inteligencji mruga nieregularnie, lecz coraz słabiej. 

Ozymandiańskie cywilizacje znikają pod piaskami czasu. 

Mempleksy, tradycje, mody giną wydając echa nostalgii.

Pomniki trwalsze, niż ze spiżu, kruszą się nieuniknienie.

Każda komórka twojego ciała ma zaprogramowaną autodestrukcję, apoptozę. 

Co siedem lat wymieniasz masę swojego ciała.

Czas płynie. Entropia rośnie.

Wszystko się rozpada. 

Wszystko. 

Prze.

Mi.

Ja.

Pod ciężarem tych wszechogarniających dowodów… wciąż myślisz, że nasza miłość będzie trwać wiecznie?

Tak. Chciałbym przemijać razem z tobą.

Ja ciebie też.

GRZYBICA

Wyobraź sobie Boga, stwórcę wszechświata. Byt poza granicą horyzontu zdarzeń. 

Ma grzybicę pod paznokciem.

To piana antymaterii, której emergentne procesy przypominają wzrost grzybni.

Każda z komórek tego boskiego pasożyta jest kwazarem o masie naszej galaktyki. Języki plazmy z ich dżetów pną się na nieskończonych przestrzeniach podpaznokcia.

Bóg nigdy nie zauważył schorzenia.

W wyniku zderzenia supermasywnych zarodków, na strzępku skórki boskiej stopy z dziesięciu wymiarów wyodrębniają się trzy.

Na mrugnięcie oka materia stygnie, dzieli się i konsoliduje. W jednej ze spiralnych grawitacyjnych studni na pyłku kurzu orbitujacym wokół kosmicznej iskry rośnie mięsista pleśń.

Jesteś jedną jej komórką. 

Odpowiedz sam. 

Czy absolutny Bóg wysłucha twojej modlitwy?

PLANSZÓWKI

Tak, generale, gry. Planszowe głównie. Zawdzięczamy im życie.

Militarnie byliśmy straceni. Bordanie mieli przewagę liczebną, technologiczną… biologiczną nawet. Mogliby unicestwić nas bez trudu. 

Nie wygraliśmy żadnej bitwy, ale strąciliśmy kilka ich krążowników. Pojmaliśmy załogę. Jeńcy byli jednak nieugięci.

Strażnik więzienny nosił planszówki dla zabijania czasu. Odkrył, że wyabstrahowane konflikty są dla Bordan jak narkotyk. 

Ich półkule mózgowe są hiperwyspecjalizowane. Powstaje sprzężenie zwrotne na styku logicznej i narracyjnej części mózgu.

Ani książki, ani matematyka. Tylko gry. 

Nigdy nie mieli swoich. W stanie, który wywołują u nich, nie da się projektować. 

Leci Bordiańska delegacja pokojowa. 

Powinien generał, przeczytać instrukcje do następujących tytułów…

KLATKA

Satelity zmiótł jakiś odpowiednik atomówki.

Tyle wystarczyło. 

Najbardziej dotkliwa była strata GPS (nie możecie pamiętać), lecz straciliśmy znacznie więcej.

Straciliśmy nadzieję. 

Nadeszły lata szaleństwa: zamieszki, teorie konspiracyjne, reformacje religijne, rządy światowe,  dni niepodległości i ogłaszanie poddaństwa. 

Retoryczny taniec redefiniowania sensów po strąceniu z piedestału stworzenia.

Obcy nie lądowali, nie bombardowali. Nigdy nie odezwali się słowem. 

Ale zrozumieliśmy: Nie wypuszczą nas.

Nawet gdybyśmy kiedykolwiek sprzątnęli satelitarny złom na orbicie, czeka nas kordon dronów wokół Ziemi. Znacie go jako “Plaster miodu”. 

Dla was to stałe punkty nieboskłonu. Dorastaliście w ich świetle.

Jesteście pierwszym pokoleniem zwierząt w klatce. Wy napiszecie nowy sens ludzkości.

REWOLUCJA

Czwarta rewolucja seksualna miała miejsca na Marsie pięć lat temu. W drugim roku kolonizacji.

To brzmi niedorzecznie, wiem. 

Posłuchaj, proszę.

Najpierw pojawiły się doniesienia o nudyzmie, matriarchacie, orgiach, poliamorii. 

Niczym szympansy Bonobo.

Utajnione, ale widziałem je.

Wysłaliśmy misję ratunkową. Dołączyli do kolonii.

Prowadziłem rządowe dochodzenie. Podejrzewaliśmy pranie mózgu, sabotaż afrodyzjakiem, ingerencję obcych…

Mam osobistą teorię. 

Syndrom biletu bez powrotu. Przytłoczeni kosmiczną pustką, daleko od domu, od źródeł wstydu, astronauci powrócili do czegoś pierwotnego.

Kolonia nie upadła. To propaganda. Oni żyją. Są szczęśliwi. Zbudowali raj. Zapraszają nas. 

Zagłuszają im łączność. Mam dowody. 

Dlaczego? 

Boją się, żeby to nie dotarło na Ziemię.