
Gęstość jego języka sprawia, że najprostsza odpowiedź zamienia się w tyradę. To matrioszkowa konstrukcja znaczeń, warstwowy koktajl symboli. Ważne są gesty, kontekst, pauzy, intonacja. Każde słowo ma etymologię, sieć frazeologiczną, echa innych języków.
I negatywna przestrzeń: ważne jest to, co zostało przemilczane.
Silikonowy glej próbuje tłumaczyć. Zawiesza się w semantycznej rekurencji. Błąd overthinkingu.
Puszczam na zawężonej sieci skojarzeń. Wypluwa wersję tl;dr:
„oczywiście, że wciąż cię kocham”
oraz cztery strony przypisów.
On robi już coś innego, gdy ja wciąż dekoduję tlumaczenie. Wie, że zajmie mi to kwadrans. Niewypowiedziane: „Wrócimy do tego potem”. Rozumiem już bez gleju.
Zachciało mi się pokochać Ziemianina.








