OCZYWIŚCIE, ŻE

Gęstość jego języka sprawia, że najprostsza odpowiedź zamienia się w tyradę. To matrioszkowa konstrukcja znaczeń, warstwowy koktajl symboli. Ważne są gesty, kontekst, pauzy, intonacja. Każde słowo ma etymologię, sieć frazeologiczną, echa innych języków. 

I negatywna przestrzeń: ważne jest to, co zostało przemilczane.

Silikonowy glej próbuje tłumaczyć. Zawiesza się w semantycznej rekurencji. Błąd overthinkingu. 

Puszczam na zawężonej sieci skojarzeń. Wypluwa wersję tl;dr:

„oczywiście, że wciąż cię kocham”

oraz cztery strony przypisów. 

On robi już coś innego, gdy ja wciąż dekoduję tlumaczenie. Wie, że zajmie mi to kwadrans. Niewypowiedziane: „Wrócimy do tego potem”. Rozumiem już bez gleju.

Zachciało mi się pokochać Ziemianina.

DEMOGRAFIA

Zwołaliśmy tę tajną konferencję głów państw świata ponieważ jesteśmy wszyscy szantażowani… przez serwisy randkowe.

Już dwadzieścia lat temu ponad połowa związków rozpoczynała się za ich pomocą. Jest tylko gorzej. 

Nasze pokolenie nie bardzo zna inny model związku. Miłości uczymy się na porno. Partnerów szukamy na portalach. Relacje utrzymujemy przez komunikatory.

Każdy rodzi się z preferencją seksualną, ale dalsze szlifowanie tego diamentu przeprowadzają już algorytmy. 

Nie rodzisz się fetyszem bieliźnianym, ulubioną pozycją seksualną, fiksacją koloru włosów.

Oddaliśmy całą sferę intymności w ręce cyfrowych konglomeratów seksbiznesu. Ich serwery sterują reprodukcją rasy ludzkiej. Przyciskiem klawiatury mogą zakręcić kurek płodności.

Oto ich lista żądań… 

ODEJŚCIE

Wysoki sąd pozwoli,  przypomnę zgromadzonym: od 2051 odejście jest uniwersalnym prawem człowieka. 

Jako ludzkość uznaliśmy, że każdy człowiek powinien zawsze móc odejść – zrezygnować z każdej okoliczności, zmienić zdanie, zacząć od nowa.

Zreformowaliśmy prawo rozwodowe, ustawy o związkach partnerskich, kodeks rodzicielski. Uproszczona apostazja jest warunkiem konkordatu. Aborcja i eutanazja są prostsze niż kiedykolwiek.

Nic poza więzieniem, nie powinno być więzieniem.

Prawo odejścia gwarantuje przywilej przemilczenia przyczyny. Roszczenie sobie wytłumaczenia podstawy prawnej nie ma. 

Dlatego jesteśmy na tej sali.

Zwracam się do powoda. Moja klientka odeszła. Najpewniej tylko dlatego, że chciała.

Miała do tego wszelkie prawo. 

Nie jest Ci winna żadnych tłumaczeń. 

ENTROPIA

Słyszysz tykanie kosmicznego zegara?

Wszechświat ma datę ważności. Czas połowicznego rozpadu. 

Planety stygną. Słońca gasną. Czarne dziury parują. 

Gatunki znikają przemielone przez tryby ewolucji. 

Światełko inteligencji mruga nieregularnie, lecz coraz słabiej. 

Ozymandiańskie cywilizacje znikają pod piaskami czasu. 

Mempleksy, tradycje, mody giną wydając echa nostalgii.

Pomniki trwalsze, niż ze spiżu, kruszą się nieuniknienie.

Każda komórka twojego ciała ma zaprogramowaną autodestrukcję, apoptozę. 

Co siedem lat wymieniasz masę swojego ciała.

Czas płynie. Entropia rośnie.

Wszystko się rozpada. 

Wszystko. 

Prze.

Mi.

Ja.

Pod ciężarem tych wszechogarniających dowodów… wciąż myślisz, że nasza miłość będzie trwać wiecznie?

Tak. Chciałbym przemijać razem z tobą.

Ja ciebie też.

POZNAJMY SIĘ

Muszę coś wyznać. Okłamywałem cię przez ten miesiąc przed dzisiejszym spotkaniem.

Wiesz pewnie sama, randkowanie przez aplikacje jest trudne i frustrujące. 

Poszedłem na skróty. Nauczyłem językowy model sztucznej inteligencji prowadzenia mojego profilu randkowego.

Zagaduje moje sparowania. Te wszystkie „hej, jak się masz, fajne fotki”. Rozmowy o niczym. Jak trwała to przejmowałem i proponowałem spotkanie. Jakieś sto rozmów równocześnie. Nawet teraz.

Miałem przerwę. Gdy wróciłem zobaczyłem, że rozmowiamy od miesiąca. Godzinami dzień w dzień. Za dużo by przeczytać.

Przepraszam.

Przyznaję się, bo myślę, że… coś tu między nami… podobasz mi się. Dasz mi szansę?

Poznajmy się.

Wyznanie?

Jak to „ty też”?

Z TOBĄ

Muszę Ci coś wyznać.

Po rozwodzie spędziłem rok w seksulakrum.

To komora deprywacyjna z kombinezonem haptycznym, hełmem VR, zmiennokształtnymi fleshwandami i dildami.

Używałem całymi dniami. Zasypiałem edżingując do ASMRów. Nad ranem budziły mnie cyfrowe orgie.

Ograłem top trzysta gwiazdeczek porno obu płci w różnych układach…

Ściągałem fanowski soft: postaci historyczne, fikcyjne, celebrytów, futrzaki, hybrydy mityczne, dinozaury…

Potem odnalazłem AGP – Artificially Generated Porn. Orgie  reżyserowane przez maszyny, które seksu nie rozumieją. Cielesne fantasmagorie geigerowskie. Sny ewoluujące podług ukrytych podniet zbiorowej podświadomości. 

Entuzjaści usunęli bariery. To nie do opisania. Bezmyślna optymalizacja orgazmów. 

Mówię Ci o tym wszystkim, ponieważ…

Z Tobą mi lepiej.

NA ZAWSZE

Skarbie. 

Musimy porozmawiać o nieśmiertelności.

Tłumaczyłem ci. Nanoboty przepisują mózg neuron po neuronie. Tu nie chodzi o technologię…

Czy chcesz ze mną spędzić resztę życia?

Czym to się różni od naszych ślubnych przyrzeczeń? 

Do grobowej deski, tylko bez grobowej deski.

Musimy teraz, bo za kilka lat nasze mózgi zaczną degenerować. Jak mam żyć wiecznie to z umysłem trzydziestolatka.

Nie chcę spędzać wieczności sam. Nie chcę patrzeć, jak umierasz ze starości.

Co znaczy “kiedyś umrzeć”? Więc czemu nie umrzesz sobie teraz?!

Przepraszam. Poniosło mnie. Ale…

Słucham. Zamieniam się w słuch.

Łał. Dużo o tym myślałaś.

Tak. Chyba chcemy bardzo różnych rzeczy.

JĘZYK MIŁOŚCI

Mój język miłości zaczyna się na wysokości serca, gdzie zwinięty jest niczym wąż. 

Przez większość czasu używam jedynie jego końcówki na wzór ludzkiego języka, celem smakowania pożywienia i formowania dźwięków atrakcyjnych dla ludzkich kobiet. 

W sytuacji podniecenia jednak zwoje ukryte w komorze ciała prostują się i pozwalają mi wysunąć organ na długość około metra.

Ewolucyjnie to nardzędzie higieny osobistej, jednak ma pewne niedzowne zalety w sytuacjach intymnych. 

Za przyzwoleniem partnerki może służyć do pocałunków, podduszania lub innych pieszczot.

Pozwalam sobie na takie igraszki jedynie w trwałych związkach, pełnych zrozumienia i szczerości. 

Muszę tylko uważać, żeby nie ugryźć się w język.

REWOLUCJA

Czwarta rewolucja seksualna miała miejsca na Marsie pięć lat temu. W drugim roku kolonizacji.

To brzmi niedorzecznie, wiem. 

Posłuchaj, proszę.

Najpierw pojawiły się doniesienia o nudyzmie, matriarchacie, orgiach, poliamorii. 

Niczym szympansy Bonobo.

Utajnione, ale widziałem je.

Wysłaliśmy misję ratunkową. Dołączyli do kolonii.

Prowadziłem rządowe dochodzenie. Podejrzewaliśmy pranie mózgu, sabotaż afrodyzjakiem, ingerencję obcych…

Mam osobistą teorię. 

Syndrom biletu bez powrotu. Przytłoczeni kosmiczną pustką, daleko od domu, od źródeł wstydu, astronauci powrócili do czegoś pierwotnego.

Kolonia nie upadła. To propaganda. Oni żyją. Są szczęśliwi. Zbudowali raj. Zapraszają nas. 

Zagłuszają im łączność. Mam dowody. 

Dlaczego? 

Boją się, żeby to nie dotarło na Ziemię.

RÓWNOLEGŁY

To zabrzmi niedorzecznie. 

Nie jestem Tomkiem, którego znacie. Przybywam z równoległej przyszłości. 

Wasz siedzi zapity w barze. 

W moim świecie dwa lata temu zginęłyście w wypadku. Nie z mojej winy, ale też nie było mnie z wami.

To był szok, pomógł mi się otrząsnąć. Od roku nie piję. Odzyskałem pracę w instytucie. Gdy odkryliśmy multitemporal… 

Chciałem was zobaczyć. Miałem nie nawiązywać kontaktu, ale… Zobaczyłem, jak on was traktuje. Jak ja was traktowałem.

Muszę zapytać. Czy wrócicie ze mną? Nie musimy być razem w moim świecie. Chcę tylko wiedzieć, że jesteście bezpieczne.

To szaleństwo. Wiem. 

Nie będzie was szukał. 

Upozorujemy coś.