SAMSARA

– Krowa albo świnia. Pan wybiera.

– Ja rozumiem. Nie wiodłem godnego życia. Spadek na drabinie bytów zupełnie akceptuję. Ale nie można by jakiegoś szlachetnego zwierzęcia? Wilka? Lwa? Tygrysa?

– Dzikie zwierzęta to ledwie cztery procent ssaków na Ziemi. Wszystkie te dzikie koty, delfiny, antylopy, niedźwiedzie… myśli Pan, że każdemu mogę taki żywot sprawić?

– A ptaka? Ja bym bardzo chciał polatać.

– Siedemdziesiąt procent to hodowlane. Właściwie pewne, że kurczak. Życie w klatce na składaniu jaj i nogi połamane pod ciężarem ciała.

– A ryba chociaż?

– Przełowione oceany. Woda zakwaszona i niedotleniona. Mikroplastik, pasożyty…

– Dobrze, już dobrze. Rozumiem… To chociaż pies?

– Na psa trzeba zasłużyć.

TOTEM

Pan nowy na planecie? Musi wydawać się dziwne to wszystko, co? 

Statki kosmiczne o kształtach zwierząt. Zoo-świątynie na każdym rogu. Słupy totemiczne na stacjach maglewów. 

Moda paleo. Drewno, zieleń, życie.

“Dzikusy w kosmosie”, prawda?

To sztuczna religia. Synkretyzm różnych animizmów, totemizmów, goddalizmu. 

Urosła do rangi wyznania planetarnego. Część kolonistów wierzy, ale większość po prostu lubi zwierzęta.

Człowiek wyrwany z natury usycha. Inne kolonie, te zbudowane na humanistycznym racjonalizmie, stali, grafenie i syntetykach, popadają w cynizm, apatię, depresję.

Tutaj? Zanurzenie w zieleni. Całodzienna animaloterapia. Poczucie wspólnoty. Organiczna architektura miła dla oka.

Pański przystanek. Miłego pobytu.

Chwalmy Canisa, Bonobo niech będą dzięki.