TYTAN

Budzę się. Zanim otworzę oko, czuję, że coś jest bardzo nie tak. 

Językiem wyczuwam pojedynczy rząd zębów. Gdzie nieprzebrane szeregi moich kłów?

Sięgam dłonią do ust. Dłonie… ręce mam dwie. Nie sto, jak na hekatonchejra przystało.

Podnoszę powiekę. Otwiera się dwoje oczu, nie jedno. Widok głębi istnienia powoduje zawroty głowy.

Skala nie zgadza się. Kopuła nieba poza zasięgiem dłoni. Jestem rozmiaru ledwie prometejskiego dwunoga.

Co za ohydna powłoka, nieznośna małość. Lecz wiem przecież! Pamiętam, że jestem tytanem. Pogromcą bogów…

Budzę się znów.

Dwie nogi, ręce. Oczy, zęby ludzkie. Garnitur, szampan, prywatny odrzutowiec. 

Świat w mojej dłoni.

Wszystko wróciło do normy.

Dodaj komentarz