
Oto nie mogąc uratować swojego świata, tworzymy inne.
Rysujemy mapy, krawędzie kontynentów i państw, plamy wysp i narośle miast, gdzie nigdy nie postanie fizyczna stopa. Jednak świat, który stworzyliśmy, przynajmniej jesteśmy w stanie zrozumieć. Własnego nie.
Zapraszamy do tych światów nasze problemy, wyzwania i strachy, bo tylko tam potrafimy je pokonać.
Zaludniamy nasze dominia. Powołujemy do życia myriady istot, lustrzane odbicia naszych cech fizycznych i psychicznych. Potem obdarzamy je niestworzonymi mocami, ponieważ sami czujemy się bezsilni.
Światotworzenie to schyłkowa forma eskapizmu, typowe zachowanie zastępcze, forma wyparcia, mechanizm obronny.
Lecz przynajmniej czujemy otuchę, gdy ktoś wraz z nami je odwiedza.