
Jako dzieciak nadałem swoim snom strukturę gry komputerowej.
Lata treningów świadomego śnienia. Tańsze, niż kupować gry. I miałem dużo dodatkowego czasu na granie.
Są w moich snach poziomy, wyzwania, przeciwnicy, postacie niezależne, statystyki…
I zasady.
Początkowo bardzo mgliste. Nie łatwo narzucić taki rygor snom. Potem bardziej solidne. Niezmienne. Musiałem grać według nich. Jakby zawsze czekały na granicy podświadomości.
Stopniowo pokonywałem panteon koszmarów. Wielokrotnie budziłem się, gdy ginąłem w śnie-grze.
Sumarycznie to dziesiątki tysięcy godzin treningu.
Moje życie poza snem też zmieniało się. Jestem sprawniejszy, zdolniejszy, mądrzejszy… nadludzki.
Zbliżam się do końca gry. Został mi tylko ostatni boss.
Co będzie potem?