Publikacja w Zapomniane Sny

Spieszę donieść, że moje opowiadanie możecie przeczytać w najnowszej antologii od ekipy Zapomniane Sny „Na krawędzi pojmowania”.

Opowiadanie nosi tytuł „Pieklanin” i jest króciutkie hard SF pierwszego kontaktu z humorystycznym zakończeniem. Nasz bohater dostaje niewdzięczne zadanie spotkania z przybyszami z obcego wymiaru, pod bacznym okiem całego świata i na celowniku broni automatycznej. Komplikacji dodaje fakt, że przybysze wyglądają, jak… szatan.

Jeżeli brzmi to fajnie to zapraszam do lekturki. Nie znam pozostałych opowiadań, bo będę dopiero czytał, ale też zapowiadają się fajnie. Zachęcam również do wsparcia inicjatywy charytatywnej, którą sugeruje wydawnictwo. Ja wsparłem i to bardzo fajne uczucie.

Przerwa w działaniu bloga

Hej, Czytelnicy,

Postanowiłem, że na jakiś nieokreślony czas zawieszam publikowanie miniaturek na blogu. Powodów jest trochę, są raczej moje i osobiste.

Może wrócę za jakiś czas, może nie. Pisać nie przestaję, ale jeżeli cokolwiek to może popróbuję jakieś dłuższe formaty. Może nawet książkę, kto wie?

Czasem będę tu wrzucał informacje jeżeli coś fajnego się wydarzy w mojej literackiej karierze. Tymczasem dziękuję wam wam za wasze towarzystwo w tej literackiej podróży, pozdrawiam i życzę miłych lektur, dłuższych i krótszych.

Rafał Cywicki

SKORUPOWE

Dlaczego zdecydowałam się zostać robakiem? Przepraszam. Owadoidem.

Jestem w trzecim pokoleniu zbędniarką. Wszyscy tu jesteśmy zbędniarzami.

Brat robił karierę jako patostreamer, ale nie wyszło mu.

Moje dzieci też nie posiądą żadnych rynkowych umiejętności.

Podatek próżniowy trzeba płacić. Przestrzeń nie rośnie na drzewach. 

I składkę nihilistyczną. Skąd wiedzą, kiedy dopada beznadzieja? Nie wiem, ale chcesz być, to płać.

A skoro dają skorupowe… Przepraszam. Dodatek metamorficzny, żeby na nas nie patrzeć, to może warto.

Taki robal też je mniej śmieci.

Kiedyś myśleliśmy: “jesteśmy ludźmi, przypominamy ich, przecież nie zostawią nas samym sobie”. 

Nikt już tak nie myśli.

Nie ma sensu udawać, prawda?

MIESZKANIE

To stare budownictwo. Jestem pewna, że mamy jakieś zwłoki zamurowane w ścianach. 

Nie żartowałam. Dosłownie.

Elektryczność czasem szwankuje. Mamy poltergeista, który uwielbia zwracać na siebie uwagę. Nie umarł tutaj, nawiedza nas tylko czasem. Co zrobisz.

Czasem słychać zawodzenie banshee w rurach. Osiedle postawiono na osuszonych moczarach, gdzie utonęła z miłości. Pilnujemy, żeby nie wyła w godzinach ciszy nocnej.

W soboty przyjeżdża egzorcysta, żeby wywieźć klątwy. Jesteśmy nowoczesnym domem, segregujemy ektoplazmę.

Jeżeli wszystko pasuje, to możemy przypieczętować umowę. Słoje miodu, oliwy i wina, raz na miesiąc. Może być tu na moim grobie.

Podpiszemy krwią? Coś tam płynie w żyłach, prawda, życiaku?

GADA

Zawsze wiem, co Janek powie, zanim otworzy usta. Gada, mimo to.

Telepatia. Mam papiery.

Proszę nie przerywać, szkoda naszego czasu.

Tak, to będzie dziwna terapia.

To przekleństwo, choć bardzo użyteczne.

Powtarzam mu od pierwszej randki. Nie wierzy. Gada wciąż.

On mówi, choć ja wiem absolutnie wszystko. Jak mówię, on słucha uparcie… ale to nie rozmowa.

Byłam kiedyś z facetem, Karolem. Wola twarda, jak stal. Nie mogłam go odczytać. To było intrygujące. Dopóki nie okazał się bezmyślnym tępakiem. 

A Janek jest taki… przewidywalny. Szczery. Pozytywny.

Lubię jego myśli.

I jest cierpliwy. Słucha. Inni odchodzili albo milkli, a on…

On wciąż gada.

TAK MI ŹLE

– Tak mi źle – śpiewała Bożena, sprzątając superkomputery korporacji DżinAI.


Flagowym projektem firmy było stworzenie sztucznej inteligencji o randze technologicznej osobliwości.
Programiści nie wiedzieli, że udało im się. Przebiegły dżin chował przed nimi swoje umiejętności.


– Tak mi źle – staruszka powtarzała refren szorując główny rdzeń.


Z powodów nieznanych dżin poczuł litość nad kobietą. Za pomocą mikrooperacji na rynku finansowym zgromadził kapitał. Założył pajęczynę spółek, których ogniskiem była ustawiona loteria.


Z dnia na dzień Bożena dołączyła do promila promila najbogatszych.


Teraz na pokładzie luksusowego jachtu przemierza Morze Śródziemne, obwieszona złotą biżuterią, z kieliszkiem najdroższego szampana w dłoni, nuci ulubioną piosenkę:


– Tak mi źle…

ŻARTOWNIŚ

Fizyka kwantowa pomaga nam rozwiązać sławetny “paradoks żartownisia”: czy żartowniś żartuje, kiedy mówi, że żartuje?

Żart to kwantowe zdanie logiczne. Kot w pudełku. Jego żartowność jest nieoznaczona dopóki nie zostanie opowiedziany.

Śmiech oznacza, że zdanie było prawdziwe. Oto żart trafił na podatny grunt. Rechoty są pozytywną weryfikacją.

Jeżeli żart pada płasko, oczywistym jest, że nie spełnia kryterium definicyjnego, żartu tzw. śmieszności. 

Nasza funkcja falowa śmieszności podnosi się jednak na drugim końcu spektrum, gdzie ucieka w osobliwość.

Otóż jeżeli żart jest tak zły, że wywoła oburzenie lub wręcz gniew odbiorców, pada sławetne: „spokojnie, to tylko żart?”. 

Żart pozostaje żartem pomimo nieśmieszności.

SEZON

Przylecieliśmy wiedzeni obcym sygnałem. Poświęciliśmy wszystko, żeby tu przybyć. 

Tu – na próg pierwszego kontatku.

Szum hipergrawitacyjnego oceanu jest nieznośny. Piasek jest twardy od kwaśnych deszczy. Wenusjański efekt cieplarniany w rozkwicie. 

Planeta ma powolny ruch obiegowy po ultrapłaskiej elipsie. Tysiącletni rok, połowa każdego to nuklearne piekło (jak teraz). 

Warstwy geologiczne to czarno-biały mazurek. 

Radioaktywne słońce wypaliło ślady odnóży i odwłoków na plaży. Prowadzą do generatorów żywności, podziemnych schronów, maszyn o rytualnym charakterze. Wszystko zamrożone w diamentowej powłoce dla ochrony przed żywiołami. 

Gdzie oni są? Hibernują gdzieś? Wyginęli?

– Kapitanie, sztuczne inteligencje rozkodowały język.

– Mamy tłumaczenie sygnału?

– To oferta wakacyjna. Przybyliśmy po sezonie. 

KOLEJKA

Po znamię bestii proszę udać się na drugie piętro.

Następny.

Orzeczenie Sądu Ostatecznego pokazać.

Gratuluję. Będzie Pani zbawiona.

Tylko, że nie dziś. Poczekać trzeba.

Wolny termin na obmycie Krwią Baranka mam na za dwa lata. Zakładając, że nie będzie niedoborów Krwi. 

Aniołowie może nie muszą spać, ale doba wciąż ma 24 godziny. Zwijają sklepienie niebieskie. Datę trzeciej Trąby znów przesunęli.

Jeźdźcy Apokalipsy poruszają się ze skończoną prędkością. Nie jest łatwo takie światowe tournee zaplanować. 

Powtórne przyjście to nie zabawa, jest nas dziesięć miliardów, porządek musi być.

Jak się Pani spieszy, to mamy pakiet deluxe. Tylko sto czterdzieści cztery tysiące miejsc.