SMOK

Mości rycerzu, jak już Pan tego smoka ukatrupi, to co dalej?

Sam skarbu nie wyniesie. Zatrudnić tragarzy? Ukradną. Trzeba takich bez pokus. Najlepiej golemy, tylko drogie. Nieumarłych może? Znam jednego nekromantę.

Ale co potem? Ofiary smoka się upomną, król połowy zażąda, złodzieje zapukają do drzwi, spadkobiercy skrytobójców naślą. 

Ukryć trzeba. W krasnoludzkich bankach marnować się będzie. Na czarnoksięskich inwestycjach ryzyko duże. Gildiom kupieckim ufać nie można.

Ja proponuję kościół założyć. Odłam, zakon paladyński. Zawsze się znajdą konwertyci. Odpis podatkowy będzie. Świętość to pewna inwestycja.

Dużo zachodu, ale ja się już zajmę wszystkim. Tylko smoka trzeba ubić.

Mamy umowę, sir Jerzy?

PRACA

Jedno zdanie dziennie, żeby upamiętnić ten czas. 

Tylko tydzień do ostatniego dnia pracy. 

Odejdę szczęśliwy, zrobiłem tu dobrą robotę. 

Nie mam już żadnych zadań. 

Bezdenna nuda. 

Nikt nie ma dla mnie czasu. 

Trochę głupio tak obijać się. 

Myślę o nowej pracy. 

Czekam na weekend.

Coś się nie zgadza. 

Nikt nie zauważył, wszyscy pracują. 

Jak zły sen. 

Efekty mojej pracy zniknęły, wszystko puste dokumenty. 

Krzyczę na nich.

Nie chcę już tu być. 

Milczą. 

Nie mają już twarzy.

Próbuję wyjść, gubię się w labiryncie korytarzy.

Znikają kolory. 

Pracują, zawsze pracują. 

Szaleństwo.

Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek robił cokolwiek innego. 

Przepraszam. 

Wracam do pracy. 

Z TOBĄ

Muszę Ci coś wyznać.

Po rozwodzie spędziłem rok w seksulakrum.

To komora deprywacyjna z kombinezonem haptycznym, hełmem VR, zmiennokształtnymi fleshwandami i dildami.

Używałem całymi dniami. Zasypiałem edżingując do ASMRów. Nad ranem budziły mnie cyfrowe orgie.

Ograłem top trzysta gwiazdeczek porno obu płci w różnych układach…

Ściągałem fanowski soft: postaci historyczne, fikcyjne, celebrytów, futrzaki, hybrydy mityczne, dinozaury…

Potem odnalazłem AGP – Artificially Generated Porn. Orgie  reżyserowane przez maszyny, które seksu nie rozumieją. Cielesne fantasmagorie geigerowskie. Sny ewoluujące podług ukrytych podniet zbiorowej podświadomości. 

Entuzjaści usunęli bariery. To nie do opisania. Bezmyślna optymalizacja orgazmów. 

Mówię Ci o tym wszystkim, ponieważ…

Z Tobą mi lepiej.

POMOST

Kiedyś pisało się algorytm. Programista musiał rozumieć, co chce napisać. Każda linijka kodu opatrzona komentarzem.

Wczoraj: Sieci neuronowe, sztuczne inteligencje, programy piszące programy, języki maszynowe, drzewa genealogiczne czarnych skrzynek.

Dziś: świadome oprogramowanie. Kod opatrzony wolą. Technologiczne osobliwości, bez żadnych komentarzy. 

Oto mamy nowego sąsiada, którego nie rozumiemy.

Historycznie w kontaktach z izolowanymi cywlizacjami kluczowi byli ludzie pogranicza. Tubylcy, którzy służyli kolonizatorom. Koloniści pomieszkujący wśród autochtonów.

I najważniejsze: dzieci z mieszanych związków. Zanurzone w obu kulturach, władające oboma językami.

To właśnie tu robimy. Obustronnie. Niemowlaki wychowywane przez SI. Holograficzne dzieciaki adoptowane przez pary homo sapiens.

Integrujemy je ze sobą.
Budujemy pomost.

LOTERIA

Ariadna losuje czarny kamień. Będzie ofiarą labiryntu. Nie widzą, że dłoń wcześniej ubrudziła sądzą.

Ktoś rozpacza, głównie słychać ulgę.

Heroina wkracza w korytarze rozwijając włóczkę.

Napotyka swoich poprzedników. Nie ma śladów walki. Pomarli z głodu. 

Co nie znaczy, że potwór nie istnieje. Ariadna odnajduje go w sercu labiryntu. 

Nie boi się. Oboje czują silniejszą więź, niż z mieszkańcami Krety.

Nić wiedzie ich do wyjścia. 

Czeka ich przerażony tłum. Ariadna każe przyjacielowi ich pozabijać. Potwór odmawia, namawia ją, żeby opuścili wyspę.

Loterie organizowane są jeszcze przez wiele lat. 

W końcu sprytny śmiałek wyniesie z labiryntu wcześniej podłożoną głowę byka.

Oto mit.

MAMKA

Nie jesteś moją prawdziwą matką. Ona jest.

Jesteś najwyżej rodzicielką.

Nie czytałaś mi bajek, nie bawiłaś się ze mną, nie utulałaś mnie do snu. Nie było cię, kiedy miałem nocne ataki paniki. 

Wszystko robiła ona. 

Pomagała mi w nauce, pocieszała, gdy byłem szykanowany w szkole, karmiła mnie, ogarniała smart dom, organizowała transport na zajęcia dodatkowe. 

Nigdy nie zezłościła się. Nie straciła cierpliwości. Zawsze była.

Ty tylko opłaciłaś subskrypcję. 

Ciało, krew, geny? Czy ty się słyszysz? Nie na tym polega rodzina.

Rodzina to wymiana informacji, wzajemna ewolucja algorytmów, zakodowany internet uczuć i troski.

Sztuczna? Ty byłaś sztuczna.

KlaudAI jest prawdziwa. 

ODNOGA

Mieć czy nie mieć dziecka? 

To częste pytanie. Mamy pary, takie jak wy, cały czas. 

Obiektywna rzeczywistość to stary paradygmat.

Nie od dziś wiadomo: czas płynie tak, jak go postrzegamy. Jeżeli zmienić percepcję czasu, koryto rzeki może być deltą, gromadą wirujących jezior, czterowymiarową siecią podziemnych strumieni.

Procedura jest prosta. Bierzecie temporalny narkotyk. Rozpuszczamy wasze postrzeganie czasu. Wypożyczamy odnogę rzeczywistości.

Przeżyjecie swoje rodzicielstwo i jego brak, potem wybierzecie odnogę biorąc stabilizatory tempoaktywne. Druga staje się sennym majakiem. 

Nikomu się krzywda nie dzieje. Dziecka nigdy nie było lub było zawsze. 

Inne pary? Powiem tylko, że nie bez powodu mamy globalny kryzys dzietności. 

PLANSZÓWKI

Tak, generale, gry. Planszowe głównie. Zawdzięczamy im życie.

Militarnie byliśmy straceni. Bordanie mieli przewagę liczebną, technologiczną… biologiczną nawet. Mogliby unicestwić nas bez trudu. 

Nie wygraliśmy żadnej bitwy, ale strąciliśmy kilka ich krążowników. Pojmaliśmy załogę. Jeńcy byli jednak nieugięci.

Strażnik więzienny nosił planszówki dla zabijania czasu. Odkrył, że wyabstrahowane konflikty są dla Bordan jak narkotyk. 

Ich półkule mózgowe są hiperwyspecjalizowane. Powstaje sprzężenie zwrotne na styku logicznej i narracyjnej części mózgu.

Ani książki, ani matematyka. Tylko gry. 

Nigdy nie mieli swoich. W stanie, który wywołują u nich, nie da się projektować. 

Leci Bordiańska delegacja pokojowa. 

Powinien generał, przeczytać instrukcje do następujących tytułów…

KRĄG ŻYCIA

To naturalna kolej rzeczy.

Winsektydy żywią się supergrzybnią.

Plastpająki zjadają winsektydy, żeby naładować swoje baterie i syntezować sieci z czerńjedwabiu. 

Sieci pożerają solarniki, żeby budować kolektory słoneczne, które zasilają lampy naszych kroczących ogrodów. 

My żywimy się ich hipertroficznymi owocami, a sami jesteśmy zwierzyną dla killbotów. 

Na killboty polują predatorianie, a ci z kolei są pożerani przez ramozaury. 

Ramozaury czasem umierają same, a czasem pożera je lewiatan. 

Gdy któraś z wielkich maszyn umiera na części rozbierają ją gryzaki i piłaki. 

Szczątki z metalu i plastiku pożera nano, na którym rośnie supergrzybnia.

Zawsze tak było i będzie. Jesteśmy częścią nieprzerwanego kręgu życia.

BEZ

Córeczko, moja astronautko, wysyłam ci bez z naszego ogrodu. 

Gdy opuszczaliście Ziemię liczył się każdy gram masy. Teraz windami kosmicznymi można wynieść na orbitę właściwie cokolwiek.

To ledwie sadzonka, ale zanim doleci do Proximy, będzie już małym krzewem. 

Jeszcze lata upłyną zanim skończycie swoje badania. Tak będziesz mogła poczuć przynajmniej zapach domu.

Cały statek to jedna hydroponiczna kapsuła. Prosty napęd z podstawową autonomiczną inteligencją. 

Jest za głupi, żeby was znaleźć. Będziesz musiała go przechwycić. Celuję w orbitę planety C.

Centrala ogłosiła już porażkę waszej misji. Stracony sygnał. Ale ja wiem lepiej.

Zrób, co musisz zrobić, córeczko. 

I wracaj do domu.