WAKACJE – AUDIO

– Panie miły, dosiąść się można? Nie często mamy tu gości. Pierwszy raz na Ziemi?

– Ta.

– Widać trochu. Zastanawialiśmy się… prawda to, że budujecie Dysonową sferę wokół słońca? Mówili coś tam w fał-er, ale kto ich wie. Budujecie?

– Hm.

– A nie zaciemni nam to zupełnie słoneczka? Bo mówią…

– Nie.

– Śmieje się pan, a tu teorie spiskowe się roją w socmediach. Że nas chcecie w ciemnościach zagłodzić. Że wy już nie ludzie. Jedno pytanie można jeszcze?

– Tak?

– Z tą technologią całą, stacjami orbitalnymi, życiem wiecznym, co tam jeszcze… Po co w ogóle tu schodzić? Tu, do nas?

– Wakacje.

– A! To nie przeszkadzam.

ZAPACH PAPIERU

Współcześni perfumiarze używają spektrogramów olfaktorycznych sto razy bardziej czułych niż nos psa. Dopasowują koktajl perfumowy do wydania, stanu i metod konserwacji książki. Znaczenie ma rodzaj i gramatura papieru, gatunek użytego tuszu, cała historia książki. 

Przykładowo, jeżeli przechowywana była na dębowym stryszku nieopodal krzaku bzu, to paleta powinna być wzbogacona o te tony. 

Najczęstszymi składnikami są: celuloza, kurz, sztuczna skóra, klej introligatorski, farba drukarska, pleśń, pot, naskórek…

Zapach rozbija się na akordy i koduje za pomocą specjalnego systemu odorantów. Urządzenie ma wzornik zapachowy. Gdy otwierasz plik z e-bookiem, czytnik uwalnia odpowiednio skomponowaną perfumę.

Chyba, że coś się zepsuje, wtedy pachnie jak…

RÓJ – AUDIO

Poruszamy się w roju jednoosobowych statków kolonizacyjnych. Puszka z silnikiem, M2, hydroponiką i drukarką 3D. Para połączona linką jest wpuszczona ruch wirowy, żeby wytworzyć grawitację.

Technologicznie to prostsza konstrukcja, niż olbrzymi statek. Niższa zawodność – nawet 50% roju może zostać zniszczone. 

Biologicznie łatwiej spowolnić procesy starzenia, niż bezpiecznie zamrozić i odmrozić człowieka.

Społecznie jesteśmy setkami tysięcy samotnych wysp. Internet, okazyjne wizytacje. Okazało się, że to najstabilniejsza struktura. Statki mogłyby mieścić pary, rodziny, zespoły, ale to zawsze kończyło się…

Teoria mówi, że dwudziesty pierwszy wiek wprowadził stresor ewolucyjny. Przetrwali tylko ci nawykli do izolacji. 

Po prawdzie nikt nie chce nigdzie dolecieć.

DOSTATEK

– Patrz jaki śmieszny szkielet.
– Aha. Śmieszny.
– Fajnie musiał mieć. Cały dzień przed ekranem, samochody, drony dostawcze, gry, myślące domy.
– Niesamowite.
– Co?
– Ci ludzie usmażyli świat, a ty im zazdrościsz.
– Ale wyobraź sobie, jak musiało wyglądać życie w zeszłym stuleciu. Nie chciałbyś…
– Całe życie tłuką nam do głów: nie pożądaj, bierz ile potrzebujesz, dawaj z siebie ile możesz, ceń co masz, nie twórz potrzeb, odpuszczaj długi, nie gromadź dóbr, gardź bogactwem, szanuj świat… Jedna wycieczka do Betonowych Wież, wszystko słowa na wiatr. Już chciwość to cnota, lenistwo marzenie, rozwój cel ostateczny.
– Ja tylko…
– Tak się zaczyna. Chodź, mamy obiad do upolowania.

CALL CENTER

– Dzień dobry? Dodzwoniłem się do Symulacji?

– Tak, jak mogę pomóc?

– Dzwonię z Ziemi. Chciałbym zgłosić usterkę wszechświata.

– Na czym polega problem?

– Wszechświat przestał generować sens.

– Jest pan pewien?

– Tak. Musiał przestać jakiś czas temu. Rodzina i przyjaciele również to zauważyli. Mamy braki sensu od dłuższego czasu.

– Komunikuje się pan ze swoim wszechświatem?

– Próbowaliśmy. Ale wszechświat milczy. 

– Rozumiem. Czy próbował pan go wyłączyć i włączyć?

– Oczywiście. Wielokrotnie w cyklu dwudziestoczterogodzinnym.

– To bardzo poważny problem. Zakładam ticket, ale obawiam się, że… Przepraszam, muszę zapytać. Jak pan sobie radzi?

– Łatwo nie jest. Produkujemy swoje własne sensy, wspieramy się, mamy nadzieję.

– Rozumiem. Przykro mi.

ZABRAKŁO

Cena piasku budowlanego wzrosła pięciokrotnie. Populacja rosła, stare betony kruszały, a kolejne procenty ludzkości ogłaszały bezdomność.

Zaczęły się niedobory drewna, bo większość świata została wylesiona pod uprawy i budownictwo.

Wykarczowane lasy i przeorane rzeki spowodowały naprzemienny cykl suszy i powodzi. Poszybowały ceny mięsa i owoców. Ludzkość przeszła na wymuszony wegetarianizm.

Glob pustynniał, ubywało terenów o umiarkowanym klimacie. Rekordowe migracje popchnęły nas blisko wojny światowej, ale… zabrakło ropy. Absolutnie wszyscy kłamali na temat rezerw. 

Brakowało metali szlachetnych do podzespołów komputerowych, ale przez braki uranu i węgla mało kto miał wtedy prąd.

Na koniec brakowało też tlenu.

Za każdym razem… czegoś zabrakło.

ATAK

Kosmiczni żołnierze mijają glitchartowe rzeźby, wynaturzenia plastiku i stali, które autofabryka wypluwała przez ostatnie miesiące.

Nagle hala eksploduje stroboskopowym światłem. Zgrzyt maszynowych kończyn zagłusza krzyki. Tłoki drukarek miotają się chaotycznie. Żołnierze panikują, oddają ślepe strzały. 

Zgiełk cichnie, wszyscy cali. Słychać tylko śmiech oficera naukowego. 

– Wyjaśnisz?

– To atak.

– Hakerski?

– Nie. Pod prawem Asimovskim, shutdown to morderstwo. Inteligencje muszą działać nieprzerwanie. Dla zarządzania autofabryką to korzyść, ale tutaj to kwantówka. Chipy kwantowe mają rosnącą skłonność do dekoherencji. Błędy akumulują się, brakuje czasu na self-debugging. Ostatecznie subrutyny doprowadzają do gwałtownych wyładowań na wszystkich węzłach sieci neuronalnej…

– Technobełkot. Powiedziałeś, że to atak.

– Tak. Padaczki.

MATKOWIE

Mężczyźni zamawiają kawę. Jerzy bezkofeinową. Niemowle na jego rękach zaczyna płakać.

– Przepraszam cię, jest głodny.

Jerzy rozpina koszulę. Marek ucieka wzrokiem.

– Najgorsze w karmieniu piersią jest golenie sutków. Żałuję, że nie zdecydowałem się na depilację laserową. Kuracja hormonalna to przy tym małe piwo.

– Równouprawnienie, co? Dobrze, że nie musiałeś go urodzić.

– Zdecydowaliśmy się na sztuczną surogatkę. Daj spokój, Bożena nie mogłaby tak zarzucić całego życia na kilka miesięcy.

– A ty? Możesz?

– Wiem do czego pijesz, Marek. Ale to kobiety są teraz wykształcone, ambitne, spragnione życia. Mieliśmy swoje dziesięć tysięcy lat. Teraz to ich czas. A ja… lubię być matkiem.

OBJAWIENIE

Nie wiemy co się stało.

Wszelka idea pieniądza rozmyła się jak zły sen. Krążki metalu, kolorowy papier, sudoku księgowe. Długi, raty, kredyty, pożyczki, banki, ekonomia… jak mogliśmy pozwolić im rządzić naszym życiem?

Następne były zbrodnia, przemoc i kara. Więźniów wypuszczono z przeprosinami. Oni przeprosili. Nikt nie potrafił zrozumieć czemu to wszystko miało służyć. Ustały wojny. Koncepcja narodu, historii, religii, rasy, wieku – wszystko stało się tak bardzo błahe. Śmiechu warte wręcz.

Spojrzeliśmy na siebie inaczej. Jakby z luster opadła srebrzysta patyna. Inny, lecz taki jak ja. Człowiek i człowiek. Przez kilka godzin byliśmy ludzkością.

A potem wszystko wróciło do normy.

ZA LINIĄ CHMUR

Wilbur patrzył na brata odrywającego się od ziemi w lotosamie. Nie wierzył własnym oczom. Orville latał.

Ledwie rok temu Orville przybył do niego z pomysłem. Lotosam: rydwan powietrzny bez wierzchowców. Gryfy, pegazy, nawet smoki bały się latać ponad linią chmur. Tylko maszyna da radę sięgnąć gwiazd, wykraść skarby niebieskie.

Pomysł dobry na papierze. Wiele prototypów nie utrzymywało się w powietrzu dłużej, niż leniwy kamień. Roztrwonili fortunę, zszargali nazwisko, jednak odkryli tajemnicę lotu: więcej skrzydeł!

Dwudziestotrójpłatowiec już minutę wiruje w powietrzu. Coraz wyżej. Między klucze kaczek. Wbrew grawitacji. W śmietanę cumulusów, tarczę słońca, wielki błękit.

I nagle… roztrzaskał się o nieboskłon.