DOKTRYNA

W sensie bioteologicznym poród to dosyć mechaniczne i powszechne zjawisko. Obwiesiliście je tradycją, niczym choinkę bombkami, ale świętujecie niewłaściwą rzecz.

Prawdziwy cud wydarzył się dziewięć miesięcy wcześniej. Kobieta bez pomocy mężczyzny zachodzi w ciążę. Pierwsze dzieworództwo.

Dygresja: dziś, kiedy wyodrębniliśmy odpowiedzialny gen wiemy, że mutacja Maryji była właściwym cudem. Ciąża tylko naturalną konsekwencją.

Dzieworodność spowszedniała nam, przez pokolenia kobiecych zakonów, takich jak mój, ale wtedy: cud.

Jeszcze: Partenogeneza jest jak klonowanie. Jezus był identycznym bliźniakiem swojej matki. Widzisz tu problem?

Niektóre odłamy twierzą, że spontaniczna manifestacja chromosomu Y, jest boską ingerencją.

Jest prostsza odpowiedź.

Jezus był trans.

Wiele wyjaśnia, prawda?

STAJENKA

Błona dziewicza nienaruszona.

Dziecko boga. Typowe. 

Jesteś zaskoczona?

Wszyscy bogowie o męskim pierwiastku. Kręci ich władza. Gwałt to ich hobby. 

Czasem wysyłają wcześniej posłańca ze zwiastowaniem. Jakbyś mogła odmówić.

Bez znaczenia, co robiliście. Sperma pankreatorów zapłodni cię, choćby kończył w twoim odbycie.

Drugi miesiąc, ale nefilimy rosną szybciej.

Czasem rodzą się królowie, czasem herosi, czasem pożałowania warci mesjasze, czasem potwory.

Pomogę ci. Dobrze, że tu przyszłaś. 

Jeżeli chcesz donosić – masz akuszerkę, jeżeli nie…

Dlatego prowadzę tę stajenkę. Zaklęciami przenoszę ją po całym globie. Tak już stulecie. Ręce pełne roboty.

Bo wiem, jak to jest. 

Jestem półboginką. 

I też to przeszłam.

INWESTYCJA

Czas? Czas, przyjacielu, będzie tylko tracił na wartości. Każdego dnia przybywa metod odzyskiwania czasu. 

Są na progu wynalezienia nieśmiertelności, pracę przejmą maszyny, sen zastąpią implanty .

Uwierz mi, czeka nas krach na rynku czasu. 

Moglibyśmy inwestować w zabijanie czasu, ale kto sprzeda ci duszę za gry komputerowe i seriale.

Oto tajemnica czasu. Jest tyle warty ile sens. Nie masz sensu, możesz równie dobrze z sobą skończyć. Niektórzy tak robią.

Piekło ignorowało sens, bo był tani. Ludzkość miała wiarę, rodzinę, państwo, sztukę, miłość. Ale te wartości zdewaluowały się.

W postkapo, sens to jedyna waluta.

A ty i ja, przyjacielu, będziemy pływać w duszach.

PIŁKA

To opuszczony stadion piłkarski. 

Taki dwudziestowieczny sport. 

Mało kto uprawiał. Oglądali tylko. 

Fani dokonywali wandalizmu, agresji plemiennej…

Dlaczego? Starsi ludohistorycy tłumaczą socjoekonomią. Piłka była sportem klas niższych ustroju kapitalistycznego, które przynosiły frustrację codziennego życia na stadiony. 

Późniejsi badacze oskarżali samą strukturę gry. Mecz piłkarski miał powolne tempo. Napięcie rosło drastycznie w sytuacjach podbramkowych, rzadko dając satysfakcjonujące katharsis. Zamiast regularnego cyklu punktowania – kaskadowe piętrzenie frustracji.

Aspołeczne zachowania widzów, skandale korupcyjne, koneksje przestępcze… ostatecznie piłkę zdelegalizowano. Grać było można, zarabiać już nie. Były protesty, powstała szara strefa, ale gdy pieniądze odpłynęły, upadły organizacje, fani odeszli.

Tak. Podobnie jak z religią.

Zagrać?

Spróbujmy.

RABAT

To specjalna promocja. Przy zakupie rzeczywistości drugą dajemy gratis.

Naprodukcja w dziale pankreacji. Wie, Pano, jacy są ci stwórcy.

Gwarantujemy w pełni funkcjonalne uniwersa.

W ramach jednego żywota można przeżyć dwa razy więcej. Już jedno istnienie to niesamowita przygoda, teraz proszę sobie wyobrazić:

Dwa razy więcej doznań, emocji, doświadczeń. Każdy dzień przeżyty dwa razy, każda przygoda, każdy sukces…

Słucham? Tak, również rozłąki, rozczarowania, porażki… ale to też treść życia. Bez cieni, nie ma światła, prawda?

Owszem, rozumiem. Egzystencja bywa męcząca. Ale drugi wszechświat to jak drugie dziecko, jest prościej.

Tylko jedną? Ale rabat!

Na prezent komuś?

Oczywiście. Klient nasze pano.

PRAWDZIWA

Jesteś pierwszą prawdziwą osobą, którą spotkałem. 

Widzisz… wszyscy wokół to enpece wielkiej symulacji, egzystencjalne żywe trupy, reptiliańskie automatony, zaprogramowane hybrydy, biokomputery antropomorficzne.

U zarania dziejów oddech Boga ominął ich, tak powstały bezduszne amalgaty kości i gliny. Żyją pozornie, udają człowieczeństwo, homeostazują bezcelowo. 

Myślą, że są ludźmi. Tymczasem prawdziwi ludzie, my, niemal wyginęliśmy. Dążyliśmy do absolutów, gdy oni posiedli ziemię i rozmnażali się.

Tak dobrze spotkać człowieka, pośród tych marionetek, szaraków, zmiennokształtnej protoplazmy, beta-ludzi, pneumy wynaturzonej…

Skąd wiem? Czuję.

Posiadamy specjalny zmysł. Ty też prawda?

Nie pomyliłem się, więc albo ty mylisz się, albo… 

Nie! 

Co jeżeli jestem jednym z nich?

GLINA

Zgniata wrzód wykwitły na mięśniu sercowym. Zbiera wydzielinę. 

Ból wyciska łzy. Je również miesza z mąką ze sproszkowanej kości.

Fromuje stworzenie.

Jest całym światem. Wszelki budulec pochodzi z jego ciała. Jest taki samotny.

Drapie się po zakrwawionych odbytach. 

Przekłuwa gałkę oczną. Wydobywa substancję szklistą.

Próbuje. Naprawdę próbuje. Wszystko wychodzi źle. 

Krzyczy na figurkę. Z rykiem lecą plwociny, szlam przegniłych zatok, czarna krew dziąseł. Pięściami miażdży stworzenie.

Zaciska lalkę w dłoni, wkłada dłoń do gardła. Przeżuwa rzędami spróchniałych zębów. Połyka. Trawi. Wymiotuje. 

Formuje istotę na nowo.

Teraz. Perfekcja. Tchnieniem powołuje istotę do życia. Oddech stwórcy śmierdzi czymś dawno martwym.

Oto człowiek.

CHIMERYKA

Kolorowy posłaniec z głową papugi ucieka, niosąc wiadomość.

Mam tu setkę centraurów, minotaury, wilkołaki, szczuroludzie, kilka pegazów, reszta to czyści, choć kilku małpiatych. Skazańcy, najemnicy, ex-niewolni, tylko garstka żołnierzy. Odpłynęliby, gdybym nie podpalił galeonów.

Staniemy naprzeciw narodowi theriantropów (zwą ich tu mixtalco). Tysięczne armie, nawet po tym jak przetrzebiły ich nasze choroby. Wojownicy jaguarołaki, skrzydlaci o orlich głowach, jaszczuroludzie, te ich węże pierzaste. 

Rok temu jeszcze bali się broni palnej. Teraz już nauczyli się. Nie boją się olbrzymów, ani kawalerii, ani dział. Magia została oswojona.

Papuzi theriancefalid wraca następnego dnia. Bóg-koliber Montezuma przystaje na spotkanie. 

Jednego się nie spodziewają: zdrady.

ŚWIĘTO – AUDIO

Spotykamy się, by uczcić dzień Abiogenezy w naszej galaktyce. 

Słyszeliśmy dowody, że NIE jesteśmy wybranymi dziećmi Boga. Nasza planeta była przypadkowym ciałem niebieskim. Nasza gwiazda tylko ziarnem piasku na peryferiach galaktycznej plaży. Nasza galaktyka ledwie pyłkiem kosmicznego kwiatu.

Do teraz.

Wszystko zaczęło się tutaj, na tej cichej planecie. Gdyby nie jej dziwne promieniowanie, jej emanacja stwórczej mocy, szanse na powstanie biologicznego życia byłyby zerowe.

Trwają pomiary w międzygalaktycznej próżni, lecz My w swoich sercach znamy już wynik. Tylko nam Bóg dał życie. Wybrał tę galaktykę z miłości do nas.

Radujmy się tym dowodem stworzenia. I niech diabli wezmą zasadę antropiczną.

***

Drabble jest częścią projektu „Planeta Mroku”. Kliknij w link, żeby dowiedzieć się o nim więcej.

KALAREPA

Pani pamięta? Kupowałam kalarepę. Wczoraj.

Może to było dawniej. Rok temu?

Miała pani siwe włosy jeszcze.

Ja zapłaciłam, ale zapomniałam siatki. Taka jestem fajtłapa.

Mi życie nie ułożyło się. Męża porwali kosmici. Też nie mogłam uwieżyć. Na księżyc pewnie.

Potem urodziłam ul pełen plastikowych szerszeni. Jaki to hałas był straszny. Odleciały już na swoje. Tak lepiej.

Mój Bóg okazał się psem, mówiłam pani? Bałam się, że będzie człowiekiem, że będzie patrzył na mnie, jak inni ludzie.

Ja zapłacę jeszcze raz, moja wina przecież.

Pamięta pani! 

Dziękuję. 

Pani dobra jest. Gdyby wszyscy ludzie byli tacy dobrzy…

Potrzebuję tej kalarepy. Do egzorcyzmów.