SPÓŹNIENIE

Mierzę sukienki w inteligentnym lustrze. Zatwierdzam druk i idę pod prysznic.

Gdy wychodzę jest gotowa. Ubieram. Programuję ciekłokrystaliczna tkaninę – pobiera kolor i animację.

Schodzę do garażu. Szofer AI pyta: „pod torebkę czy kontrastowy?”. Macham w prawo, karoseria zmienia kolor.

Ruszamy. 

Ustawiam ekran w tryb lustra, okna zaciemniam. Nie mam czasu malować się sama, więc włączam randomizer makijażu. Przewijam presety, aż coś mnie zachwyci. Zatwierdzam – nanobotowy puder dostaje pakiet. Zmieniam kolor oczu, żeby pasował. Autorce wysyłam napiwek. 

Stajemy pod restauracją.

John przybywa pięć minut później w garniturze z głupiej materii. Nieogolony.

– Świetnie wyglądasz – mówi. Kwituję komplement uśmiechem. – I… jesteś przed czasem.

EDUKACJA

  – Pola chodzi do specjalnego przedszkola przedsiębiorczości. Pierwsze firmy będą zakładać w zerówce.

  – Bez sensu. Już teraz nikt pieniędzy nie liczy. Tylko informacje. Programowanie, logika, sieci. Mój Krzysio… 

  – Dziewczyny. Za lat piętnaście będą to już sztuczne inteligencje robić. Naszego Olafka na turkusową przyszłość szykujemy. Komunikacja, empatia, umiejętności miękkie.

  – A po co im w ogóle kariera? Gospodarka niedoboru za trzydzieści lat się skończy. Nasza Kasia przyucza się do szczęścia. Sztuka, ekologia, seksualność…

  – Szczęście, phi. Postludzie będą mieli szczęście pod przyciskiem. Trzeba filozofię, medytację, metafizykę osobliwości…

  – A ty Bożenka? Co twój Maruś robi?

  – Do szkoły chodzi. Takiej no… zwykłej.

  – Ojej. Ale po co? 

TYDZIEŃ PO

Ósmego dnia, Bóg świeżym okiem spojrzał na to, co zrobił. Nie był zachwycony. Z jakiegoś powodu nie było dobre. Czuł, że potrafiłby lepiej. Schował świat do szuflady.

Dziewiątego, Bóg doszedł do wniosku, że zacznie od początku. Wrócił do dnia drugiego, zalał wszystko wodą.

Dziesiątego dnia ludzkość przyniosła kolejne rozczarowania. Bóg postanowił spróbować micromanagementu. Cud tu, klęska żywiołowa tam.

Jedenastego dnia zobaczył promyk nadziei. Ludzkość nie była zła, tylko zagubiona. Musiał tylko dać ludzkości wzór do naśladowania. A najpierw – uwierzyć w siebie.

Dwunastego dnia, popadł w depresję. Nie wychodził z łóżka. Wszystko zaczęło przyspieszać.

Trzynastego – podpalił świat.

Czternastego – mógł wreszcie odpocząć.

WYJĄTKOWA

Mam złą wiadomość, złotko. 

W tym roku zbliżyłaś się niebezpiecznie do środka memetycznej krzywej dzwonowej.

Właściwie to górotwór popkultury zadryfował w kierunku twojego konglomeratu cech, ale… stałaś się mainstreamem, kochana.

Takie osoby łatwo się symuluje, procesuje ich styl myślenia. Co nam po pracowniku, który wiemy co pomyśli zanim pomyśli?

To twoja sprawa, ale…

Polecałabym podchwycić nowe hobby. Najlepiej kilka. Zerwać z komfortem rutyny, oszukać algorytmy rekomendacji. Przemielić zagraniczne memy, wejść w jakąś niszę kulturową, zagnieździć się w nowej fanbazie. Zmienić sytuację życiową, partnera, znajomych, religię…

Słowem, bądź dziwaczniejsza, kochana. 

Nie. Nie będzie łatwo w twoim wieku.

Tak. Albo zmień pracę.

KRAKÓW

Witajcie, przyjaciele. 

Możemy rozmawiać bezpiecznie, wawelski czakram chroni.

Ja jestem Smok. Pozostałych współkonspiratorów znacie: Księżniczka Wanda, Lajkonik, mości Twardowski. 

Wszyscy mamy dość tej nowożytności. Dość galerii handlowych, parkingów, hulajnóg, smogu, bankomatów, pstrokatych reklam, betonowania zieleni, fast foodów, telefonii komórkowej, turystów, wieczorów kawalerskich, bezczeszczenia krypt…

Spójrzcie po sobie. Płowe zjawy. Cień minionej świetności. Czy tak chcemy odejść?

Czas podjąć broń! Trębacz mariacki zbudzi rycerzy spod Wawelu, Wanda odczaruje gołębie w wojów, ja do potwornej formy wrócę, Twardowski już negocjuje cyrograf, Tatarów opłacimy ze skarbów Krzystoforskich. Inne miasta dołączą. Bazyliszek, Koziołki, syreny, diałby, wiedźmy, białe damy…

Pokażemy im jak kończy się legenda.

SZCZEROŚĆ

Szkoda im czasu na randkowanie. Puszczają lingbota. 

Zlicza użycia słów. Nie ważne “co”, ważne “jak” mówisz.

Pokażę Ci. To trwa kilka sekund. 

Używasz pięciokrotnie więcej „Ja”, niż „Ty” lub „Wy” w pozytywnym kontekście. Czterokrotnie więcej negatywnych „Oni”, niż „My”. Diagnoza: narcyzm, problemy z przywiązaniem. 

Wulgaryzmy są ok, znacznik krytycznego myślenia. Ale nadużywanie trudnych słów: kompleksy na tle inteligencji.

Dalej. Silne markery pesymizmu, autodestruktywności, socjopatii… hmm, ślady paranoi, wahań nastroju, zinternalizowanej mizoginii.

Sam powiedz: brałbyś to? 

Jak ukryjesz wpisy będzie tylko gorzej.

Mogę wyszkolić ci bota do autokorekty. Są kursy nueurolingwistyki pod social media. Są ghostwriterzy społecznościowi.

Ale szczerze… Rozważałeś terapię?

KAPUSTA

Skąd się biorą dzieci?

Gdy dorosła królowa jest w rui organizuje turniej by wyłonić zastęp godnych szerszeni. 

Razem odbywają podniebny taniec. Potem samce wyjmują nasieniomiód ze swoich gruczołów i karmią królową, żeby zapłodnić jej jajeczka. 

Królowa ma około dwa dni, żeby znaleźć ofiarę. W jej ciele złoży jajeczka za pomocą pokładełka. 

Po tygodniu larwy wykluwają się i pożerają ofiarę żywcem od środka. 

Potem przeistaczają się w drony, królowe i szerszenie. Bezmyślne drony abortujemy zanim uwiją kokon. Tak jest humanitarniej.

Dziś nie szukamy też ofiar. Jajeczka składamy w genetycznie modyfikowanej roślinie głowiastej.

Nie obruszaj się. Też cię to czeka. Jeżeli będziesz chciała.

ETYCZNA REKLAMA – AUDIO

Spogląda na bezdomną. Jej chmura holotagów jest zamazana przez filtry AR. Jedynie wirujące logotypy instytucji pomocy społecznej są wyraźne – te ludzie oglądają, żeby ekspozycję odpisać sobie od podatku. Ale bardziej snobistyczne filtry wymazałyby ją w całości, by uniknąć nieestetycznych wrażeń odbiorcy.

Ona spogląda na niego. Znany wideobloger pierwszoosobowy. Personalizowane tagi najlepszych marek. Nawet jego DNA jest otagowane przez bank spermy, który go sponsoruje.

Mężczyzna wzdycha. Otwiera łącze, holotagi się wyostrzają.

Bezdomnej łzy stają w oczach. Nie marnuje okazji. Puszcza wiadomość po pajęczynie mikrosocialmediów. Na kilka sekund wartość jej osobistej przestrzeni reklamowej rośnie o 4550%.

Utrzyma się z tego przez miesiąc.

PLANETA Y

Żadnych kobiet. Większość zabrał wirus F, reszta wyemigrowała.

Importujemy jajeczka. W bankach spermy odsiewamy pleminiki XX. Sztuczne macice robią brudną robotę. Potem roboniańki odchowują gówniaka do dziesięciu lat. Można odwiedzać, ale kto by chciał.

Większość z nas pracuje fizycznie. Armia, rola, budowlanka, wyrąb dżungli. Tu chlejemy. Tu chodzimy na siłkę. Tam na strzelnicę. Tam gramy w piłkę.

Konflikty? Bywa. Chłopaki dają sobie po mordach, potem piją i idą razem na cyberdziwki. Bez kobiet tych konfliktów nie ma tak dużo.

Czasem ktoś wyjeżdża. Wolna droga. Turystyka podrywacka jest ostatnio modna.

Ale absolutna większość wraca. Nie radzą sobie. Tam świat zbyt skomplikowany.

ZROZUMIEĆ POEZJĘ

– “Uciec w samotne współistnienie”… Nic nie rozumiem.

– Ich stulecie było przeorane całą serią pandemii. Pojawił się stresor populacyjny: ewolucja samotników. Przetrwali i rozmnażali się ci, którzy nie zabili się z tęsknoty.

– Ale wciąż pragnęli bliskości?

– Na początku. To późniejsze dzieło. Kolejne pokolenia dorastały w pełnej izolacji. Komunikacja cyfrowa, zinternalizowana mizofobia, pokolenia in vitro. Dotyk był tabu, twarz – częścią intymną, maski – bielizną. Miłość nabrała znamion tęsknoty.

– Tuż przed wiekiem Panaceum.

– Gorzej. Na progu Wszechobecności.

– Więc podmiot wiersza. Chciał samotności, ale z kimś. Nie mógł znieść fizycznej bliskości innych ludzi, ale samotność była gorsza. Pragnął ich, ale z daleka.

– Zaczynasz rozumieć.