SZCZEROŚĆ

Szkoda im czasu na randkowanie. Puszczają lingbota. 

Zlicza użycia słów. Nie ważne “co”, ważne “jak” mówisz.

Pokażę Ci. To trwa kilka sekund. 

Używasz pięciokrotnie więcej „Ja”, niż „Ty” lub „Wy” w pozytywnym kontekście. Czterokrotnie więcej negatywnych „Oni”, niż „My”. Diagnoza: narcyzm, problemy z przywiązaniem. 

Wulgaryzmy są ok, znacznik krytycznego myślenia. Ale nadużywanie trudnych słów: kompleksy na tle inteligencji.

Dalej. Silne markery pesymizmu, autodestruktywności, socjopatii… hmm, ślady paranoi, wahań nastroju, zinternalizowanej mizoginii.

Sam powiedz: brałbyś to? 

Jak ukryjesz wpisy będzie tylko gorzej.

Mogę wyszkolić ci bota do autokorekty. Są kursy nueurolingwistyki pod social media. Są ghostwriterzy społecznościowi.

Ale szczerze… Rozważałeś terapię?

KAPUSTA

Skąd się biorą dzieci?

Gdy dorosła królowa jest w rui organizuje turniej by wyłonić zastęp godnych szerszeni. 

Razem odbywają podniebny taniec. Potem samce wyjmują nasieniomiód ze swoich gruczołów i karmią królową, żeby zapłodnić jej jajeczka. 

Królowa ma około dwa dni, żeby znaleźć ofiarę. W jej ciele złoży jajeczka za pomocą pokładełka. 

Po tygodniu larwy wykluwają się i pożerają ofiarę żywcem od środka. 

Potem przeistaczają się w drony, królowe i szerszenie. Bezmyślne drony abortujemy zanim uwiją kokon. Tak jest humanitarniej.

Dziś nie szukamy też ofiar. Jajeczka składamy w genetycznie modyfikowanej roślinie głowiastej.

Nie obruszaj się. Też cię to czeka. Jeżeli będziesz chciała.

ETYCZNA REKLAMA – AUDIO

Spogląda na bezdomną. Jej chmura holotagów jest zamazana przez filtry AR. Jedynie wirujące logotypy instytucji pomocy społecznej są wyraźne – te ludzie oglądają, żeby ekspozycję odpisać sobie od podatku. Ale bardziej snobistyczne filtry wymazałyby ją w całości, by uniknąć nieestetycznych wrażeń odbiorcy.

Ona spogląda na niego. Znany wideobloger pierwszoosobowy. Personalizowane tagi najlepszych marek. Nawet jego DNA jest otagowane przez bank spermy, który go sponsoruje.

Mężczyzna wzdycha. Otwiera łącze, holotagi się wyostrzają.

Bezdomnej łzy stają w oczach. Nie marnuje okazji. Puszcza wiadomość po pajęczynie mikrosocialmediów. Na kilka sekund wartość jej osobistej przestrzeni reklamowej rośnie o 4550%.

Utrzyma się z tego przez miesiąc.

WYJAŁOWIENIE

Jaszczury giną w asteroidowym ogniu. Słyszy ich telepatyczny krzyk. To nigdy nie staje się prostsze. 

– Ledwie zdążyliśmy. Granica sapienizacji.

Są takie planety. Życie ewoluuje tam ze śmiertelną skazą. Z drapieżnością, nienawiścią, złem na karbach helisy dezoksyrybonukleinowej. Od pierwszego pierwotniaka, po struktury społeczne, do zaawansowanej technologii. Zawsze w ekspansji, zawsze kosztem innego życia, zawsze na wojennej ścieżce. Planety skąpane we krwi od samookaleczeń, krzyczące telepatycznym cierpieniem, wściekle plugawiące kosmos wokół.

Jeżeli przybędziemy dość wcześnie, można skrócić ich mękę.

– Nie mamy czasu na pełne wyjałowienie. Już wzywają nas dalej.

– I tak będzie trzeba tu wrócić na kontrolę. Ustaw dwieście petasekund.

– Zapisałem, kapitanie.

ZMIANA

Pamiętasz ten strach na początku?

Pierwsze wszczepy. Ledwie ukłucie i panika: “koniec człowieczeństwa!”

Pamiętasz te dylematy, kiedy przepisywałyśmy nasz kod genetyczny na Mars-kompatybilny.

Przy pierwszym transferze osobowości nalegałam na humanoidalne powłoki. Dekadę później latałyśmy kałamarnicami w pasie Kuipera.

Gdy kopiowałam cię myślałam, że to mnie zmieni. Albo że ty będziesz inna.

Zaczęłam rozumieć trochę, gdy opuściłyśmy układ słoneczny. Głęboka próżnia daje czas do namysłu.

Spójrz na nas teraz. Chmura dysonowych ciem. Samoreplikujące się postbyty orbitujące wokół czarnych dziur.

Lecz ja to ja. Wciąż. Taka sama. 

Kiedy uciekałam bałam się, że to mnie zmieni… Teraz boję się, że zmiana jest niemożliwa.

ZŁY TYDZIEŃ – AUDIO

Drogi współziemianinie,

Nie bój się.

Jesteśmy Zegarmistrzami. Potrafimy cofać czas. Maksymalnie sto dwadzieścia osiem godzin.

Pod koniec każdego tygodnia pytamy ludzkość: czy chciałbyś, aby ten tydzień nigdy się nie wydarzył?

Jeżeli dwie trzecie ludzkości odpowie „tak” – cofamy. Wydarzenia toczą się inaczej. Nie wiemy dlaczego. Jeżeli odpowiecie „nie” – cofamy tylko dzień stracony na głosowanie. Iteracyjnie wybieramy najlepszą linię czasu.

Dziś mamy inne pytanie.

Otóż… utknęliśmy. To dwusetny raz, jak przeprowadzamy głosowanie nad tym samym tygodniem.

Istnieją precedensy. Dawno temu potrzebny był głos jednej trzeciej. Potem połowy.

Możemy znów zmienić wymóg. Iść dalej. Mieć nadzieję, że będzie lepiej.

Lub cofamy.

Wasza decyzja.

DOM DZIECKA

– Słyszałaś o Anecie? Chcą samotnie wychowywać swoje dziecko.

– Nie oddają do Domu? To w ogóle legalne?

– Pod opieką kuratora. Specjalne sytuacje. Podobno jakaś swoboda religijna. Ona była odratowana z jakiejś sekty katolickiej.

– Jak to będzie wyglądać. Będą z pracy rezygnować?

– Zostają. Nie stać ich. Mówiła, że będą się zmieniać.

– Cała trójka?

– No, tak.

– Ale jak to tak? Przecież to dziecko spędzi większość dzieciństwa tylko z jednym z nich! Albo same! Bez rodzeństwa, wujostwa i ciotectwa?

– Ja wiem. Będzie od nich całkiem zależny. Nepotyka wychowają.

– Co za patologia. Jakie dwudziestopierwszowiecze. Jak tak można dziecko traktować.

– Cicho, Aneta idzie.

– Dzień dobry.

– Dobry.

TĘCZA

Latamy za chmurami burzowymi z rozpylaczami detergentu chromatycznego. Mozolna robota. I niezdrowa. Ludzie kaszlą potem, ptaki padają.

Instytut Warszawski pracuje nad emiterem fal, które zaburzają współczynnik dyfrakcji wody. Rozszczepienie promieni zbyt szerokie, żeby zobaczyć łuk. Tylko głowa boli od wibracji.

Jest plan długoterminowy. Orbitalny filtr na drodze promienia słonecznego. Będzie odsiewał zbędne długości fali świetlnej. Zostanie kilka kolorów, głównie narodowe. Łuk będzie niczym gęba z wybitymi zębami.

Możliwe, że wcześniej rząd zdecyduje o przymusowym daltonizmie genetycznym. Jest sprzeciw społeczny, ale jak sprawa słuszna…

Ja wiem, że to wszystko brzmi bardzo drastycznie. Ale od tych kolorów ludziom miesza się w głowach.

WAKACJE – AUDIO

– Panie miły, dosiąść się można? Nie często mamy tu gości. Pierwszy raz na Ziemi?

– Ta.

– Widać trochu. Zastanawialiśmy się… prawda to, że budujecie Dysonową sferę wokół słońca? Mówili coś tam w fał-er, ale kto ich wie. Budujecie?

– Hm.

– A nie zaciemni nam to zupełnie słoneczka? Bo mówią…

– Nie.

– Śmieje się pan, a tu teorie spiskowe się roją w socmediach. Że nas chcecie w ciemnościach zagłodzić. Że wy już nie ludzie. Jedno pytanie można jeszcze?

– Tak?

– Z tą technologią całą, stacjami orbitalnymi, życiem wiecznym, co tam jeszcze… Po co w ogóle tu schodzić? Tu, do nas?

– Wakacje.

– A! To nie przeszkadzam.

ZAPACH PAPIERU

Współcześni perfumiarze używają spektrogramów olfaktorycznych sto razy bardziej czułych niż nos psa. Dopasowują koktajl perfumowy do wydania, stanu i metod konserwacji książki. Znaczenie ma rodzaj i gramatura papieru, gatunek użytego tuszu, cała historia książki. 

Przykładowo, jeżeli przechowywana była na dębowym stryszku nieopodal krzaku bzu, to paleta powinna być wzbogacona o te tony. 

Najczęstszymi składnikami są: celuloza, kurz, sztuczna skóra, klej introligatorski, farba drukarska, pleśń, pot, naskórek…

Zapach rozbija się na akordy i koduje za pomocą specjalnego systemu odorantów. Urządzenie ma wzornik zapachowy. Gdy otwierasz plik z e-bookiem, czytnik uwalnia odpowiednio skomponowaną perfumę.

Chyba, że coś się zepsuje, wtedy pachnie jak…