AURA

– Jak randka, synu? Późno wróciłeś.

– Dobrze. Miło, że pytasz.

– Ma ognistą aurę, co nie? Wiesz co, o takich mówią.

– Tato, daruj sobie takie aursistowskie teksty, proszę.

– Że aursistowskie od razu. Ja, aursistą?

– Nie ty, tylko to co powiedziałeś.

– Żart taki, poczucie humoru, my niebiańscy tak mamy. Taka aura.

– Ja tak nie mam.

– Tobie jeszcze się nie wykształciło. To co z nią?

– Tak, ognistą.

– Ha, uważaj, żeby się nie sparzyć.

– Jest pół-akwanką, jeżeli musisz wiedzieć.

– W gorącej wodzie kąpana.

– Tato, nie mam siły do ciebie.

– Co? Żartuję tylko. Nie przeszkadza mi. Mamy jedenasty wiek. To kiedy ją poznam?

– Idę do pracy.

REZERWAT

Jedzą papier.

Jedzą. Gryzą, żują, połykają. Potem trawią i wydalają. Sprzątamy po nich. Znaczy roboty, ale wciąż, obrzydliwość.

Nie lubią mieć pustych brzuchów albo nie zauważyli, że nie mogą umrzeć z głodu. 

Czwartowymiarowa transfuzja. Teleportujemy im krew nasyconą panaceikami prosto do tętnic. Tak samo usuwamy wracającą żyłami.

Tak, papier. Pulpa z biomasy. W różnych kształtach i konsystencjach, nasycona związkami imitującymi smak i zapach. Lubią to.

Najchętniej usunęlibyśmy im cały układ pokarmowy. Ale dyrektywa rezerwatu mówi: wspierać autentyczność. 

“Rajski ogród, Anno Domini 2022. Zobacz korzenie drzewa postludzkości. Poznaj swoich przodków: Homo Sapiens.”

Zwiedzający to lubią. Zwłaszcza dzieciaki. Uwielbiają żarty o kupie.

OSTATNI SKOK

Słuchajcie, drodzy chrononauci. 

Mamy dowody, że próbowaliśmy już wszystkiego. Ekologiczne ruchy społeczne sprzed pięćdziesięciu lat inicjowali tacy podróżnicy w czasie, jak wy. Oczywiście z innej linii czasowej, ale tam również katastrofa klimatyczna zdziesiątkowała całą ludzkość.

Wiemy, że analitycy, prognostycy i naukowcy przybywali nas ratować udowadniając nadejście zagłady. Tak, technologie czystej energii i alternatywnych surowców podrzucali kurierzy z przyszłości.

Również aktorzy, muzycy, politycy. Kilku znam osobiście. Mamy świadectwa przynajmniej czterdziestu podróżników. Wszystko na nic.

Wasza misja to akt desperacji. W kontinuum kończy się przędza. To będzie ostatni skok.

Cel: najbogatsi ludzie początku wieku. 

Misja: Pranie mózgu, incepcja ekologiczna. 

Kryptonim: Opowieść wigilijna.

CZAS PRACY

– Czy to prawda, że pracujecie tylko cztery godziny?

– Aha, zostaje nam trzydzieści godzin dziennie na rodzinę, przyjaciół, drzemki. Chwalmy powolny ruch obrotowy planety.

– Ale przecież…

– Dawno już wykazaliśmy, że pracownicy dają z siebie maksimum dwie godziny efektywnej pracy dziennie. Reszta to praca pozorowana, zasłona dymna.

– Phi. My mamy ośmiogodzinny dzień pracy. Dziewiętnastogodzinna doba. A czasem trzeba zostać po pracy.

– To nic, na Librze podwójny układ słoneczny. Nieregularny cykl dobowy. Czasem nocy nie ma przez miesiąc. F-od-X-owy czas pracy.

– Ty śmiesz narzekać? My na stacji okołosłonecznej wieczny dzień. Implanty insomniacze.

– Ha! Przynajmniej słońce macie. My orbitujemy wokół…

– Panowie! Wypijmy. Urlop mamy.

ZIMNO

Możesz zamówić satelitę, żeby oświetlał cię z orbity laserem podczerwonym niskiej energii. Podniesie temperaturę o kilka stopni trzy cztery metry wokół ciebie. Oczywiście nie zadziała w budynkach i w złą pogodę.

Możesz też wpuścić do krwi koktajl nanobotów termoregulacyjnych. Ładują się bezprzewodowo w zasięgu generatora wilektryczności, potem zużywają energię na ogrzewanie oporowe. Niestety nie pomogą ci, jeżeli wyjedziesz poza miasto.

Jak masz kilka milionów yuandolarów to możesz zatrudnić biohakera, żeby przepisał ci garnitur genowy. Z ptasim metabolizmem można utrzymywać temperaturę ciała na poziomie czterdziestu stopni.

Jest też odzież próżniowa. Pleśnie termoaktywne. Ciepłe napoje.

Albo wiesz… mogę po prostu cię przytulić.

SPÓŹNIENIE

Mierzę sukienki w inteligentnym lustrze. Zatwierdzam druk i idę pod prysznic.

Gdy wychodzę jest gotowa. Ubieram. Programuję ciekłokrystaliczna tkaninę – pobiera kolor i animację.

Schodzę do garażu. Szofer AI pyta: „pod torebkę czy kontrastowy?”. Macham w prawo, karoseria zmienia kolor.

Ruszamy. 

Ustawiam ekran w tryb lustra, okna zaciemniam. Nie mam czasu malować się sama, więc włączam randomizer makijażu. Przewijam presety, aż coś mnie zachwyci. Zatwierdzam – nanobotowy puder dostaje pakiet. Zmieniam kolor oczu, żeby pasował. Autorce wysyłam napiwek. 

Stajemy pod restauracją.

John przybywa pięć minut później w garniturze z głupiej materii. Nieogolony.

– Świetnie wyglądasz – mówi. Kwituję komplement uśmiechem. – I… jesteś przed czasem.

EDUKACJA

  – Pola chodzi do specjalnego przedszkola przedsiębiorczości. Pierwsze firmy będą zakładać w zerówce.

  – Bez sensu. Już teraz nikt pieniędzy nie liczy. Tylko informacje. Programowanie, logika, sieci. Mój Krzysio… 

  – Dziewczyny. Za lat piętnaście będą to już sztuczne inteligencje robić. Naszego Olafka na turkusową przyszłość szykujemy. Komunikacja, empatia, umiejętności miękkie.

  – A po co im w ogóle kariera? Gospodarka niedoboru za trzydzieści lat się skończy. Nasza Kasia przyucza się do szczęścia. Sztuka, ekologia, seksualność…

  – Szczęście, phi. Postludzie będą mieli szczęście pod przyciskiem. Trzeba filozofię, medytację, metafizykę osobliwości…

  – A ty Bożenka? Co twój Maruś robi?

  – Do szkoły chodzi. Takiej no… zwykłej.

  – Ojej. Ale po co? 

KRAKÓW

Witajcie, przyjaciele. 

Możemy rozmawiać bezpiecznie, wawelski czakram chroni.

Ja jestem Smok. Pozostałych współkonspiratorów znacie: Księżniczka Wanda, Lajkonik, mości Twardowski. 

Wszyscy mamy dość tej nowożytności. Dość galerii handlowych, parkingów, hulajnóg, smogu, bankomatów, pstrokatych reklam, betonowania zieleni, fast foodów, telefonii komórkowej, turystów, wieczorów kawalerskich, bezczeszczenia krypt…

Spójrzcie po sobie. Płowe zjawy. Cień minionej świetności. Czy tak chcemy odejść?

Czas podjąć broń! Trębacz mariacki zbudzi rycerzy spod Wawelu, Wanda odczaruje gołębie w wojów, ja do potwornej formy wrócę, Twardowski już negocjuje cyrograf, Tatarów opłacimy ze skarbów Krzystoforskich. Inne miasta dołączą. Bazyliszek, Koziołki, syreny, diałby, wiedźmy, białe damy…

Pokażemy im jak kończy się legenda.

KAPUSTA

Skąd się biorą dzieci?

Gdy dorosła królowa jest w rui organizuje turniej by wyłonić zastęp godnych szerszeni. 

Razem odbywają podniebny taniec. Potem samce wyjmują nasieniomiód ze swoich gruczołów i karmią królową, żeby zapłodnić jej jajeczka. 

Królowa ma około dwa dni, żeby znaleźć ofiarę. W jej ciele złoży jajeczka za pomocą pokładełka. 

Po tygodniu larwy wykluwają się i pożerają ofiarę żywcem od środka. 

Potem przeistaczają się w drony, królowe i szerszenie. Bezmyślne drony abortujemy zanim uwiją kokon. Tak jest humanitarniej.

Dziś nie szukamy też ofiar. Jajeczka składamy w genetycznie modyfikowanej roślinie głowiastej.

Nie obruszaj się. Też cię to czeka. Jeżeli będziesz chciała.

WAKACJE – AUDIO

– Panie miły, dosiąść się można? Nie często mamy tu gości. Pierwszy raz na Ziemi?

– Ta.

– Widać trochu. Zastanawialiśmy się… prawda to, że budujecie Dysonową sferę wokół słońca? Mówili coś tam w fał-er, ale kto ich wie. Budujecie?

– Hm.

– A nie zaciemni nam to zupełnie słoneczka? Bo mówią…

– Nie.

– Śmieje się pan, a tu teorie spiskowe się roją w socmediach. Że nas chcecie w ciemnościach zagłodzić. Że wy już nie ludzie. Jedno pytanie można jeszcze?

– Tak?

– Z tą technologią całą, stacjami orbitalnymi, życiem wiecznym, co tam jeszcze… Po co w ogóle tu schodzić? Tu, do nas?

– Wakacje.

– A! To nie przeszkadzam.