PORTAL

Oto tłumaczenie protoazteckich inskrypcji na portalu, który astronauci znaleźli na Księżycu:

“Rodacy Ziemianie…

Jesteśmy waszym starszym rodzeństwem z równoległej rzeczywistości.

Nasza Ziemia przeszła rewolucję agrarną trzy tysiące lat wcześniej. Polecieliśmy w gwiazdy, okiełznaliśmy antymaterię i przekroczyliśmy czwarty wymiar. 

Dotarliście samodzielnie na swój Księżyc. Stworzyliście konieczną technologię, cenicie więc postęp i współpracę. 

Wielu odnogom nie udało się to nigdy.

Zostawiamy wam ten portal, abyście mogli dołączyć do nas, do Panludzkości.

Nasze linie granic, nazwy państw i bogów mogą się różnić, ale dzielimy wspólną gałąź drzewa ewolucji.

Niech nasza rodzina się połączy.”

Uruchomiliśmy portal. Przeszliśmy na drugą stronę.

Zostały tam tylko zgliszcza. 

DRUGA PŁEĆ

Była kiedyś druga płeć. 

Nazywano ją męską. 

Są ślady w języce: odmiany, zaimki, przyszłowia.

Mężczyzny rządziły poprzednią planetą. Doprowadziły ją do ruiny. Konieczna była ucieczka. 

Było warto brać tylko naszą płeć. Mężczyzny nie były zdolne rodzić dzieci (wytłumaczę kiedy indziej).

Byłyśmy słabsze, ale w erze maszyn, było to bez znaczenia. Byłyśmy za to wytrzymalsze, mądrzejsze, bardziej skłonne do współpracy. 

Po lądowaniu odbyło się głosowanie czy przywrócić mężczyzny.

Pamiętaj minęły trzy jednopłciowe pokolenia w próżni. Mężczyzny znano z opowieści prababek. 

Potem inkwizycja zniszczyła całą pamieć o drugiej płci. Skasowano archiwa, zreformowano językę, zniszczono macierz genetyczną.

Dziś odkopujemy tę wiedzę.

Błąd? 

Możliwe…

NA ZAWSZE

Skarbie. 

Musimy porozmawiać o nieśmiertelności.

Tłumaczyłem ci. Nanoboty przepisują mózg neuron po neuronie. Tu nie chodzi o technologię…

Czy chcesz ze mną spędzić resztę życia?

Czym to się różni od naszych ślubnych przyrzeczeń? 

Do grobowej deski, tylko bez grobowej deski.

Musimy teraz, bo za kilka lat nasze mózgi zaczną degenerować. Jak mam żyć wiecznie to z umysłem trzydziestolatka.

Nie chcę spędzać wieczności sam. Nie chcę patrzeć, jak umierasz ze starości.

Co znaczy “kiedyś umrzeć”? Więc czemu nie umrzesz sobie teraz?!

Przepraszam. Poniosło mnie. Ale…

Słucham. Zamieniam się w słuch.

Łał. Dużo o tym myślałaś.

Tak. Chyba chcemy bardzo różnych rzeczy.

JĘZYK MIŁOŚCI

Mój język miłości zaczyna się na wysokości serca, gdzie zwinięty jest niczym wąż. 

Przez większość czasu używam jedynie jego końcówki na wzór ludzkiego języka, celem smakowania pożywienia i formowania dźwięków atrakcyjnych dla ludzkich kobiet. 

W sytuacji podniecenia jednak zwoje ukryte w komorze ciała prostują się i pozwalają mi wysunąć organ na długość około metra.

Ewolucyjnie to nardzędzie higieny osobistej, jednak ma pewne niedzowne zalety w sytuacjach intymnych. 

Za przyzwoleniem partnerki może służyć do pocałunków, podduszania lub innych pieszczot.

Pozwalam sobie na takie igraszki jedynie w trwałych związkach, pełnych zrozumienia i szczerości. 

Muszę tylko uważać, żeby nie ugryźć się w język.

ROŚNIE

To zabrzmi niedorzecznie. W twoim brzuchu rośnie dziecko.

Posiadacie wbudowaną zdolność reprodukcji płciowej. Narząd działający trochę jak bańki klonacyjne.

Temu służyło kiedyś spółkowanie.

Od wielu pokoleń zakazane jest rozmnażanie tą drogą. 

Sterylizujemy chłopców. To powoduje mniej problemów zdrowotnych.

Jedno z dwóch: 

Któryś z twoich partnerów zaniedbał obowiązek wazektomiczny albo dokonał rewazektomii.

To czarnorynkowa procedura. Są męskie kulty religijne postulujące powrót do naturalnej reprodukcji.

Czyn karany wygnaniem z raju. Rozpoczniemy postępowanie. Będziemy potrzebować listę twoich partnerów seksualnych.

Los dziecka zależy od ciebie. 

Dziewięć miesięcy poza rajem. 

Jeżeli urodzisz przejmiemy obowiązek wychowawczy. Jak bańkowe.

Nie będziesz mogła go zachować. 

Też karane wygnaniem.

UŚMIECH

Uśmiechometr wykrył u pana średnie dobowe zadowolenie na poziomie poniżej jednego megaklauna.

Taki poziom jest znacznie poniżej normy ustawowej. Nie powinien pan pokazywać się w pracy w takim stanie. Jaki to miałoby wpływ na współpracowników, petentów, wizerunek państwa?

Jeżeli to przypadłość przewlekła to konieczna będzie izolacja. Wie pan, że dysforia jest zaraźliwa. 

Jak długo się utrzymuje?

To bardzo długo! Natychmiast zamówię transport do śmiechatorium.

Hel, szczeniaczki, konfetti, balony, ludzie przewracający się niegroźnie, humor słowny. Ale też narkotyki, gilgotki, elektrowstrząsy, gaz śmiechowy… 

Wszystko, co współczesna medycyna może zaoferować. Na koszt państwa.

Mam być całkowicie szczery?

Nie robiłbym sobie zbyt wielkich nadziei.

REWOLUCJA

Czwarta rewolucja seksualna miała miejsca na Marsie pięć lat temu. W drugim roku kolonizacji.

To brzmi niedorzecznie, wiem. 

Posłuchaj, proszę.

Najpierw pojawiły się doniesienia o nudyzmie, matriarchacie, orgiach, poliamorii. 

Niczym szympansy Bonobo.

Utajnione, ale widziałem je.

Wysłaliśmy misję ratunkową. Dołączyli do kolonii.

Prowadziłem rządowe dochodzenie. Podejrzewaliśmy pranie mózgu, sabotaż afrodyzjakiem, ingerencję obcych…

Mam osobistą teorię. 

Syndrom biletu bez powrotu. Przytłoczeni kosmiczną pustką, daleko od domu, od źródeł wstydu, astronauci powrócili do czegoś pierwotnego.

Kolonia nie upadła. To propaganda. Oni żyją. Są szczęśliwi. Zbudowali raj. Zapraszają nas. 

Zagłuszają im łączność. Mam dowody. 

Dlaczego? 

Boją się, żeby to nie dotarło na Ziemię.

WZROST

Nasza teologia zna tylko jeden grzech. 

Nowotwórstwo. Brak umiaru. Hołdowanie rozszalałemu wzrostowi. 

Oto herezje rakowych cywilizacji: Zawsze więcej, nigdy dość. Trzeba rosnąć, żeby żyć. Wzrost to cnota. Wielkość – znak łaski. Nie ma ceny zbyt wysokiej za rozwój.

W gwiazdach widzicie nieprzebrane bogactwo. Kosmos obdarzył was nieskończonym dobrodziejstwem, dał wam ogród w posiadanie…

Bzdury.

My widzimy głównie pustkę. Międzygalaktyczną czerń, jałowe rubieże międzygwiezdne, nieskończone pustostany międzyatomowe.

Wszechświat jest pomnikiem pokory. Bez powściągliwości, istniałby tylko bezgraniczny plazmowy kocioł, czarnodziurowe piekło, kwarkowy wrzątek.

Rozumiecie już?

My niczego nie pragniemy. Nie będziemy negocjować. 

Nie przylecieliśmy was podbić. “Podbój” to wasz język. 

Przylecieliśmy operować nowotwór.

RÓWNOLEGŁY

To zabrzmi niedorzecznie. 

Nie jestem Tomkiem, którego znacie. Przybywam z równoległej przyszłości. 

Wasz siedzi zapity w barze. 

W moim świecie dwa lata temu zginęłyście w wypadku. Nie z mojej winy, ale też nie było mnie z wami.

To był szok, pomógł mi się otrząsnąć. Od roku nie piję. Odzyskałem pracę w instytucie. Gdy odkryliśmy multitemporal… 

Chciałem was zobaczyć. Miałem nie nawiązywać kontaktu, ale… Zobaczyłem, jak on was traktuje. Jak ja was traktowałem.

Muszę zapytać. Czy wrócicie ze mną? Nie musimy być razem w moim świecie. Chcę tylko wiedzieć, że jesteście bezpieczne.

To szaleństwo. Wiem. 

Nie będzie was szukał. 

Upozorujemy coś. 

GOTOWA

– Gaia, opowiadaj. Jak randka?

– Jest miły, inteligentny, empatyczny. Był kiedyś świadomym słońcem, teraz jest bytem wyższej matematyki.

– Ty, pangalaktyczna siła natury. On, twarda logika o złotym sercu.

– Taaak…

– Słyszę wahanie w twoim głosie.

– Nie wiem, czy jestem gotowa.

– Na miłość?

– Tak. Pamiętasz tego czarnoenergetycznego entropianina? Dalej procesuję, co zrobiłam źle. Nie chcę nikogo skrzywdzić.

– Skąd będziesz wiedzieć?

– Będę się czuć dobrze sama ze sobą.

– Wstąpisz w związek dopiero, gdy nie będziesz go potrzebować? Gaia, pozwól sobie na szczęście. Miłość to nie nagroda za introspekcję. To siła grawitacji, wiązanie atomowe, stała wszechświata. Zaufaj jej.

– Dzięki. Zawsze mogę liczyć na ciebie, Metafizyko.