
Żyję dwie i pół godziny na godzinę. Sześćdziesiąt godzin na dobę.
Wymieniłem oczy na ślepia drapieżnika. Wyższa prędkość stroboskopowa.
Codziennie muszę brać koktajl designerskich narkotyków, żeby mózg nadążał za okiem. Mam implanty stymulujące przewodnictwo i taktowanie na neuronach.
Żyję w slow-motion. Świat zanurzony w miodzie. Ludzka mowa to wielorybi śpiew.
Dla chrononormatywnych pędzę szarpanym, robotycznym truchtem. Rozmawiam mową wiewiórek (zmodyfikowane płuca i struny głosowe). Media konsumuję na przyspieszonym odtwarzaniu.
Potrafię złapać muchę w locie.
Myślisz: Dlaczego ktoś miałby to sobie robić?
Dla niektórych to przewaga rynkowa w świecie późnego kapitalizmu.
Dla mnie to sposób, by żyć póki świat jeszcze istnieje.