DRUGA PŁEĆ

Była kiedyś druga płeć. 

Nazywano ją męską. 

Są ślady w języce: odmiany, zaimki, przyszłowia.

Mężczyzny rządziły poprzednią planetą. Doprowadziły ją do ruiny. Konieczna była ucieczka. 

Było warto brać tylko naszą płeć. Mężczyzny nie były zdolne rodzić dzieci (wytłumaczę kiedy indziej).

Byłyśmy słabsze, ale w erze maszyn, było to bez znaczenia. Byłyśmy za to wytrzymalsze, mądrzejsze, bardziej skłonne do współpracy. 

Po lądowaniu odbyło się głosowanie czy przywrócić mężczyzny.

Pamiętaj minęły trzy jednopłciowe pokolenia w próżni. Mężczyzny znano z opowieści prababek. 

Potem inkwizycja zniszczyła całą pamieć o drugiej płci. Skasowano archiwa, zreformowano językę, zniszczono macierz genetyczną.

Dziś odkopujemy tę wiedzę.

Błąd? 

Możliwe…

STARY ROBOT

Stary robot poprawia szlafrok, zapala fajkę, głaszcze psa. To jeszcze wydaje mu się prawdziwe. 

Czy pies żyje? Nie może być tego pewien.

Ubiera kapcie. Idzie gdzieś powłócząc nogami. 

Otaczają go inne istoty. Część jest niepokojąco szybka. Inne nie poruszają się już w ogóle. Nie ma już siły poznawać ich. Nie ma energii naprawiać wszystkiego, co zepsuł.

Siada. Nudzi się. 

Nie zadbał o zadania, ani rozrywki do czasu wchmuręwstąpienia. 

Kto wie zresztą, może już nastąpiło? Może została tu tylko skorupa.

Czasem ktoś przychodzi. Sięga wtedy do banków pamięci, do czasów gdy nie był zbędny. Opowiada.

Czeka już tylko aż padnie bateria.

WYGINIĘCIE

– Bracie Teleozaurze, męczy mnie pewna kwestia.

– Mów śmiało, bracie Syluriuszu.

– Rozważam sens życia gadziego. Filozofia kambryjska wyróżnia dwa podstawowe sensy: przetrwanie genetyczne poprzez wydanie potomstwa oraz trwały ślad memetyczny pozostawiony w noosferze.

– To najczęściej dyskutowane projekty nieśmiertelności.

– Lecz w obliczu wydarzeń kosmicznych, skali całego globu, śmierci gatunkowej… przykładowo zgaśnięcia słońca, erupcji superwulkanu, upadku megatonowego meteoru. Czy coś jeszcze ma sens?

– Bracie, wiemy, że nic po nas nie zostanie za tysiąc lat. Czy dziś wszystko ma sens?

– Ma.

– Gdyby koniec nastąpił za stulecie?

– Wciąż.

– Za rok?

– Widzę rozumowanie.

– Trzymajmy się go.

– Dziękuję, bracie. Odczułem ulgę egzystencjalną.

– Bracie, Syluriuszu…

– Tak?

– Czemu pytasz?

SPACER

Dobrze pan usłyszał. Wyprowadzam telefony na spacer.

Dziesięć tysięcy kroków dziennie. To granica dla pięćdziesięcioprocentowej ugli od ubezpieczenia zdrowotnego. Są zniżki na stacjach benzynowych. Lepsze warunki kredytu. Loterie.

Program “państwo FIT”, musiał pan słyszeć.

Wystarczy zainstalować apkę.

Zgadza się, kto miałby czas.

Ludzie kupują stepomatory do telefonów, ale zdradzają ich dane GPS. Inni hackują telefony, windują kroki, wgrywają trasy, ale ubezpieczyciele czasem sprawdzają monitoring.

Odsiadka za oszustwa podatkowe.

Biorę telefon na dwie godzinki. Zabezpieczamy. Pan dostaje zastępczy ze zdalnym pulpitem. 

Mam w plecaku telefony trzydziestu klientów. Moja małżonka może przyjść po telefon żony.

Zgadza się, w zdrowym ciele, zdrowy duch.

MISJA

Dostajemy supermoce zależnie od narzędzia samobójstwa. 

Ja mam rewolwer z nieograniczoną amunicją, ona pluje trucizną i chodzi po ścianach, ty… proszę, ostrza w nadgarstkach, regeneracja. 

Limbo, ziemia niczyja, szara strefa grzechu. Ostatnio rozrosła się ponad miarę.

Góra walczy z dołem. Właśnie dostajesz ofertę pracy, dzieciaku.

Czasem demony, czasem dusze niepokorne. Dziś odpieraliśmy głodomorców, jutro topielców. 

Zginiesz – czeka cię niebyt. Zasłużysz się – druga szansa na Ziemi.

Zbawienie nie wchodzi w grę – grzech śmiertelny.

Tak, bilet powrotny to marna nagroda. Zrozumiem, jeżeli wybierzesz drugą śmierć.

Sam mógłbym już wracać. Kapitan Lasso też. Zasłużyliśmy kilka razy. 

Wolę tu walczyć. 

Tutaj widzę jakiś sens. 

NA ZAWSZE

Skarbie. 

Musimy porozmawiać o nieśmiertelności.

Tłumaczyłem ci. Nanoboty przepisują mózg neuron po neuronie. Tu nie chodzi o technologię…

Czy chcesz ze mną spędzić resztę życia?

Czym to się różni od naszych ślubnych przyrzeczeń? 

Do grobowej deski, tylko bez grobowej deski.

Musimy teraz, bo za kilka lat nasze mózgi zaczną degenerować. Jak mam żyć wiecznie to z umysłem trzydziestolatka.

Nie chcę spędzać wieczności sam. Nie chcę patrzeć, jak umierasz ze starości.

Co znaczy “kiedyś umrzeć”? Więc czemu nie umrzesz sobie teraz?!

Przepraszam. Poniosło mnie. Ale…

Słucham. Zamieniam się w słuch.

Łał. Dużo o tym myślałaś.

Tak. Chyba chcemy bardzo różnych rzeczy.

JĘZYK MIŁOŚCI

Mój język miłości zaczyna się na wysokości serca, gdzie zwinięty jest niczym wąż. 

Przez większość czasu używam jedynie jego końcówki na wzór ludzkiego języka, celem smakowania pożywienia i formowania dźwięków atrakcyjnych dla ludzkich kobiet. 

W sytuacji podniecenia jednak zwoje ukryte w komorze ciała prostują się i pozwalają mi wysunąć organ na długość około metra.

Ewolucyjnie to nardzędzie higieny osobistej, jednak ma pewne niedzowne zalety w sytuacjach intymnych. 

Za przyzwoleniem partnerki może służyć do pocałunków, podduszania lub innych pieszczot.

Pozwalam sobie na takie igraszki jedynie w trwałych związkach, pełnych zrozumienia i szczerości. 

Muszę tylko uważać, żeby nie ugryźć się w język.

ROŚNIE

To zabrzmi niedorzecznie. W twoim brzuchu rośnie dziecko.

Posiadacie wbudowaną zdolność reprodukcji płciowej. Narząd działający trochę jak bańki klonacyjne.

Temu służyło kiedyś spółkowanie.

Od wielu pokoleń zakazane jest rozmnażanie tą drogą. 

Sterylizujemy chłopców. To powoduje mniej problemów zdrowotnych.

Jedno z dwóch: 

Któryś z twoich partnerów zaniedbał obowiązek wazektomiczny albo dokonał rewazektomii.

To czarnorynkowa procedura. Są męskie kulty religijne postulujące powrót do naturalnej reprodukcji.

Czyn karany wygnaniem z raju. Rozpoczniemy postępowanie. Będziemy potrzebować listę twoich partnerów seksualnych.

Los dziecka zależy od ciebie. 

Dziewięć miesięcy poza rajem. 

Jeżeli urodzisz przejmiemy obowiązek wychowawczy. Jak bańkowe.

Nie będziesz mogła go zachować. 

Też karane wygnaniem.

UŚMIECH

Uśmiechometr wykrył u pana średnie dobowe zadowolenie na poziomie poniżej jednego megaklauna.

Taki poziom jest znacznie poniżej normy ustawowej. Nie powinien pan pokazywać się w pracy w takim stanie. Jaki to miałoby wpływ na współpracowników, petentów, wizerunek państwa?

Jeżeli to przypadłość przewlekła to konieczna będzie izolacja. Wie pan, że dysforia jest zaraźliwa. 

Jak długo się utrzymuje?

To bardzo długo! Natychmiast zamówię transport do śmiechatorium.

Hel, szczeniaczki, konfetti, balony, ludzie przewracający się niegroźnie, humor słowny. Ale też narkotyki, gilgotki, elektrowstrząsy, gaz śmiechowy… 

Wszystko, co współczesna medycyna może zaoferować. Na koszt państwa.

Mam być całkowicie szczery?

Nie robiłbym sobie zbyt wielkich nadziei.

REWOLUCJA

Czwarta rewolucja seksualna miała miejsca na Marsie pięć lat temu. W drugim roku kolonizacji.

To brzmi niedorzecznie, wiem. 

Posłuchaj, proszę.

Najpierw pojawiły się doniesienia o nudyzmie, matriarchacie, orgiach, poliamorii. 

Niczym szympansy Bonobo.

Utajnione, ale widziałem je.

Wysłaliśmy misję ratunkową. Dołączyli do kolonii.

Prowadziłem rządowe dochodzenie. Podejrzewaliśmy pranie mózgu, sabotaż afrodyzjakiem, ingerencję obcych…

Mam osobistą teorię. 

Syndrom biletu bez powrotu. Przytłoczeni kosmiczną pustką, daleko od domu, od źródeł wstydu, astronauci powrócili do czegoś pierwotnego.

Kolonia nie upadła. To propaganda. Oni żyją. Są szczęśliwi. Zbudowali raj. Zapraszają nas. 

Zagłuszają im łączność. Mam dowody. 

Dlaczego? 

Boją się, żeby to nie dotarło na Ziemię.