– Pani mąż, Pan… – przełyka ślinę. – Umrze ze starości.
Krepująca cisza.
– Szukamy już winnego…
– Ile mi zostało?
– Sto, może sto pięćdziesiąt lat.
– Co mi Pan poleca w takiej sytuacji?
– Cóż… kiedyś śmierć była powszechną przypadłością. Ludzie spieszyli się. Starali się, aby każdy dzień się liczył. Pragnęli pozostawić coś po sobie. Nadać życiu jakiś sens…
– Jak można tak żyć? – żona wybucha płaczem.
– Przykro mi.
Milczę stosownie, ale w głębi duszy… podnieca mnie taka perspektywa.
Hej, Aniu. Twój Appnioł Stróż zauważył, że nie zanotowałaś żadnej modlitwy w ciągu ostatniego tygodnia. To dużo poniżej progu świętości, który sobie założyłaś.
Jerzy nie jest już twoim znajomym.
Twoi znajomi są zaniepokojeni, że nie było cię na niedzielnej mszy. Kliknij, by zobaczyć zdjęcia.
Czytanie na dziś: List do Koryntian…
Masz dwadzieścia nowych komentarzy pod postem „Boże, dlaczego…” Chcesz je przeczytać?
Pamiętaj: Bóg cię kocha.
Od ostatniej spowiedzi upłynęło sto dni. Chcesz przeprowadzić rachunek sumienia?
Dwunastu znajomych i stu pięćdziesięciu innych użytkowników modliło się w intencji #Aniatraciwiare. Chcesz im podziękować?
Cena piasku budowlanego wzrosła pięciokrotnie. Populacja rosła, stare betony kruszały, a kolejne procenty ludzkości ogłaszały bezdomność.
Zaczęły się niedobory drewna, bo większość świata została wylesiona pod uprawy i budownictwo.
Wykarczowane lasy i przeorane rzeki spowodowały naprzemienny cykl suszy i powodzi. Poszybowały ceny mięsa i owoców. Ludzkość przeszła na wymuszony wegetarianizm.
Glob pustynniał, ubywało terenów o umiarkowanym klimacie. Rekordowe migracje popchnęły nas blisko wojny światowej, ale… zabrakło ropy. Absolutnie wszyscy kłamali na temat rezerw.
Brakowało metali szlachetnych do podzespołów komputerowych, ale przez braki uranu i węgla mało kto miał wtedy prąd.
Kosmiczni żołnierze mijają glitchartowe rzeźby, wynaturzenia plastiku i stali, które autofabryka wypluwała przez ostatnie miesiące.
Nagle hala eksploduje stroboskopowym światłem. Zgrzyt maszynowych kończyn zagłusza krzyki. Tłoki drukarek miotają się chaotycznie. Żołnierze panikują, oddają ślepe strzały.
Zgiełk cichnie, wszyscy cali. Słychać tylko śmiech oficera naukowego.
– Wyjaśnisz?
– To atak.
– Hakerski?
– Nie. Pod prawem Asimovskim, shutdown to morderstwo. Inteligencje muszą działać nieprzerwanie. Dla zarządzania autofabryką to korzyść, ale tutaj to kwantówka. Chipy kwantowe mają rosnącą skłonność do dekoherencji. Błędy akumulują się, brakuje czasu na self-debugging. Ostatecznie subrutyny doprowadzają do gwałtownych wyładowań na wszystkich węzłach sieci neuronalnej…
Mężczyźni zamawiają kawę. Jerzy bezkofeinową. Niemowle na jego rękach zaczyna płakać.
– Przepraszam cię, jest głodny.
Jerzy rozpina koszulę. Marek ucieka wzrokiem.
– Najgorsze w karmieniu piersią jest golenie sutków. Żałuję, że nie zdecydowałem się na depilację laserową. Kuracja hormonalna to przy tym małe piwo.
– Równouprawnienie, co? Dobrze, że nie musiałeś go urodzić.
– Zdecydowaliśmy się na sztuczną surogatkę. Daj spokój, Bożena nie mogłaby tak zarzucić całego życia na kilka miesięcy.
– A ty? Możesz?
– Wiem do czego pijesz, Marek. Ale to kobiety są teraz wykształcone, ambitne, spragnione życia. Mieliśmy swoje dziesięć tysięcy lat. Teraz to ich czas. A ja… lubię być matkiem.
Wszelka idea pieniądza rozmyła się jak zły sen. Krążki metalu, kolorowy papier, sudoku księgowe. Długi, raty, kredyty, pożyczki, banki, ekonomia… jak mogliśmy pozwolić im rządzić naszym życiem?
Następne były zbrodnia, przemoc i kara. Więźniów wypuszczono z przeprosinami. Oni przeprosili. Nikt nie potrafił zrozumieć czemu to wszystko miało służyć. Ustały wojny. Koncepcja narodu, historii, religii, rasy, wieku – wszystko stało się tak bardzo błahe. Śmiechu warte wręcz.
Spojrzeliśmy na siebie inaczej. Jakby z luster opadła srebrzysta patyna. Inny, lecz taki jak ja. Człowiek i człowiek. Przez kilka godzin byliśmy ludzkością.
Wilbur patrzył na brata odrywającego się od ziemi w lotosamie. Nie wierzył własnym oczom. Orville latał.
Ledwie rok temu Orville przybył do niego z pomysłem. Lotosam: rydwan powietrzny bez wierzchowców. Gryfy, pegazy, nawet smoki bały się latać ponad linią chmur. Tylko maszyna da radę sięgnąć gwiazd, wykraść skarby niebieskie.
Pomysł dobry na papierze. Wiele prototypów nie utrzymywało się w powietrzu dłużej, niż leniwy kamień. Roztrwonili fortunę, zszargali nazwisko, jednak odkryli tajemnicę lotu: więcej skrzydeł!
Dwudziestotrójpłatowiec już minutę wiruje w powietrzu. Coraz wyżej. Między klucze kaczek. Wbrew grawitacji. W śmietanę cumulusów, tarczę słońca, wielki błękit.
– Ja… mówię… czytam. – Przekroczył membranę – mówi kowboj. Kapłanka potakuje. Tam po drugiej stronie już nowa ludzkość, dom wariatów, obcy gatunek. Postpiśmienni, alinearni, zmemetyzowani. Mózgi wytrenowane na ruchomych obrazach, komunikacji bezsłownej, opowieściach astrukturalnych. Bez historii i przyszłości, zawsze tu i teraz, pod prymatem subiektywnej emocji. Nie mówią – nadają mapy myśli. Nie rozumieją – przeżywają. Nie myślą – remiksują. Cała reszta świata. Tylko tu ostoja normalności. Są inne enklawy, ale nie wiadomo, która już zakażona. Bezpieczniej zerwać kontakt. Trzeba chronić własne memy, tradycję, dzieci. – Ja… proszę… – Dajmy mu szansę – argumentuje Dinozaur. Druid kręci głową. Inni wzdychają. Astronautka przemawia delikatnym głosem: – Nie możesz tu zostać.
Nie wiem czemu tyle zwlekałem z założeniem tej strony. Oto jest!
Celowo nie przenoszę tu wszystkich drabbli, ponieważ mam dla was drugą wiadomość:
20000 Słów Fantastyki to e-book zbierający moje najlepsze teksty z ostatnich 10 lat: wyselekcjonowane i zredagowane dwieście stusłówek. Od bardzo bardzo dawna marzyłem, żeby wydać tę książkę. Projekt to tzw. self-publishing.
Początkowo będzie można ją kupić tylko tutaj za drobną opłatą, w formatach .pdf, .mobi, .epub.
Czy będzie kiedyś na papierze? Nie wiem, póki co tego nie planuję.
Za redakcję i skład odpowiada Cyrus Bukowski, prowadzący inicjatywę GRART.
Autorem okładki jest Simeon Genew, któremu dziękuję z całego serca. Jego inne prace znajdziecie tutaj.
Autorem wszystkich opowiadań jestem ja.
Przewidywana przemiera na początku czerwca 2021. Cierpliwości. Tak, wiem – ja też nie mogę się doczekać.
Wracając do bloga:
Tymczasem, nowe drabble będą się tutaj pojawiać. Postaram się utrzymać tempo jednego tygodniowo, ale wiadomo jak jest. Tu macie jeden z poprzedniego tygodnia.
Zachęcam do zapisania się na newsletter, żeby nie przegapić premiery. Dodatkowo powiadomię cię o nowych tekstach (raz w tygodniu). Same korzyści Facebook niestety tnie zasięgi na wszystkim i tylko najbardziej zagorzali fani otrzymują tam regularne powiadomienia.
Komentarze zostawiajcie tutaj, na FB lub gdzie chcecie. Każdy czytam i każdy daje mi nową moc do pisania dalej.