DOM DZIECKA

– Słyszałaś o Anecie? Chcą samotnie wychowywać swoje dziecko.

– Nie oddają do Domu? To w ogóle legalne?

– Pod opieką kuratora. Specjalne sytuacje. Podobno jakaś swoboda religijna. Ona była odratowana z jakiejś sekty katolickiej.

– Jak to będzie wyglądać. Będą z pracy rezygnować?

– Zostają. Nie stać ich. Mówiła, że będą się zmieniać.

– Cała trójka?

– No, tak.

– Ale jak to tak? Przecież to dziecko spędzi większość dzieciństwa tylko z jednym z nich! Albo same! Bez rodzeństwa, wujostwa i ciotectwa?

– Ja wiem. Będzie od nich całkiem zależny. Nepotyka wychowają.

– Co za patologia. Jakie dwudziestopierwszowiecze. Jak tak można dziecko traktować.

– Cicho, Aneta idzie.

– Dzień dobry.

– Dobry.

MIĘSO

Nie próbowałeś nigdy?

Ech, to wasze pokolenie. Chcecie rządzić światem, ale boicie się ubrudzić troszeczkę ręce?

Musisz spróbować. Nie mówię “zmieniać całą dietę”. Spróbować raz, jak psychodelików.

To transcendentne doświadczenie. Nie chodzi nawet o smak. Coś w głowie przestawia się. Kroisz, smażysz, żujesz, połykasz. Uświadamiasz sobie: To nie istota. To tylko mięso. Nic więcej.

Chcesz prawdziwą lekcję życia? Sam upoluj, oskóruj, zjedz surowe. To prawdziwy smak władzy. 

Pomyśl o tym, składając następny podpis pod ustawą. Mięso. Rządzimy mięsem.

Możesz iść małymi kroczkami. Zacząć od mięsa z probówki. Potem zwierzęta. Potem dopiero…

Niedobrze ci? Jesteś pewien, że nadajesz się do polityki?

TĘCZA

Latamy za chmurami burzowymi z rozpylaczami detergentu chromatycznego. Mozolna robota. I niezdrowa. Ludzie kaszlą potem, ptaki padają.

Instytut Warszawski pracuje nad emiterem fal, które zaburzają współczynnik dyfrakcji wody. Rozszczepienie promieni zbyt szerokie, żeby zobaczyć łuk. Tylko głowa boli od wibracji.

Jest plan długoterminowy. Orbitalny filtr na drodze promienia słonecznego. Będzie odsiewał zbędne długości fali świetlnej. Zostanie kilka kolorów, głównie narodowe. Łuk będzie niczym gęba z wybitymi zębami.

Możliwe, że wcześniej rząd zdecyduje o przymusowym daltonizmie genetycznym. Jest sprzeciw społeczny, ale jak sprawa słuszna…

Ja wiem, że to wszystko brzmi bardzo drastycznie. Ale od tych kolorów ludziom miesza się w głowach.

WAKACJE – AUDIO

– Panie miły, dosiąść się można? Nie często mamy tu gości. Pierwszy raz na Ziemi?

– Ta.

– Widać trochu. Zastanawialiśmy się… prawda to, że budujecie Dysonową sferę wokół słońca? Mówili coś tam w fał-er, ale kto ich wie. Budujecie?

– Hm.

– A nie zaciemni nam to zupełnie słoneczka? Bo mówią…

– Nie.

– Śmieje się pan, a tu teorie spiskowe się roją w socmediach. Że nas chcecie w ciemnościach zagłodzić. Że wy już nie ludzie. Jedno pytanie można jeszcze?

– Tak?

– Z tą technologią całą, stacjami orbitalnymi, życiem wiecznym, co tam jeszcze… Po co w ogóle tu schodzić? Tu, do nas?

– Wakacje.

– A! To nie przeszkadzam.

SYTUACJA

– Przepraszam, to dziwne pytanie. Przysłał cię tu algorytm?

– Słucham?

– Sorki, taka apka. Algorytm paruje ludzi i wysyła na spotkania w losowe miejsca.

– Randki w ciemno? 

– Niekoniecznie. Nawet odradzają. Po prostu spotkanie. Twarzą w twarz.

– Ale po co?

– Trudno dziś inaczej kogoś spotkać. Pody w uszach, szkło w oczach. Bańki medialne, wszechobecny pośpiech, alienacja. Dłuższe spojrzenie to obraza, uśmiech to deklaracja wojny. Algorytm daje pretekst.

– Ciekawe. Ale twój partner nie przyszedł.

– Zdarza się. Przynajmniej nowe miejsce zobaczyłem. Algorytm analizuje ścieżki pod tym kątem. Nie przeszkadzam.

– Ja… mam chwilę. Tylko powiedz… Czy ta apka naprawdę istnieje?

– Byłoby miło, gdyby istniała, co nie? 

DYSKRYMINACJA – AUDIO

– Przykro mi, ale w świetle prawa nie jest Pan człowiekiem. – Niski, łysiejący grubasek krzywi się pobłażliwie.

– Że co? Ale miesiąc temu…

– Tak, znaczy nie. właśnie zawyżyli próg testu. Znowu. Wie Pan, światowe przeludnienie, polityka jakości człowieczeństwa, te sprawy. Po prostu nie jest Pan wystarczająco ludzki.

– Nie będziesz mnie, Pan, obrażał.

– Też nie zdałem.

– A, to przepraszam.

Uspokajam się i staram myśleć konstruktywnie. 

– Można podejść ponownie do testu?

– Tak… Ale gdyby, od ostatniego zmienił Pan coś znaczącego? Dawał na sieroty? Robił wolontariat? Jeździł po świecie? Spełniał marzenia? Zakochał się Pan na zabój? Znalazł sens życia?

– Nie było czasu – zawstydzam się.

– Właśnie.

ZAPACH PAPIERU

Współcześni perfumiarze używają spektrogramów olfaktorycznych sto razy bardziej czułych niż nos psa. Dopasowują koktajl perfumowy do wydania, stanu i metod konserwacji książki. Znaczenie ma rodzaj i gramatura papieru, gatunek użytego tuszu, cała historia książki. 

Przykładowo, jeżeli przechowywana była na dębowym stryszku nieopodal krzaku bzu, to paleta powinna być wzbogacona o te tony. 

Najczęstszymi składnikami są: celuloza, kurz, sztuczna skóra, klej introligatorski, farba drukarska, pleśń, pot, naskórek…

Zapach rozbija się na akordy i koduje za pomocą specjalnego systemu odorantów. Urządzenie ma wzornik zapachowy. Gdy otwierasz plik z e-bookiem, czytnik uwalnia odpowiednio skomponowaną perfumę.

Chyba, że coś się zepsuje, wtedy pachnie jak…

RÓJ – AUDIO

Poruszamy się w roju jednoosobowych statków kolonizacyjnych. Puszka z silnikiem, M2, hydroponiką i drukarką 3D. Para połączona linką jest wpuszczona ruch wirowy, żeby wytworzyć grawitację.

Technologicznie to prostsza konstrukcja, niż olbrzymi statek. Niższa zawodność – nawet 50% roju może zostać zniszczone. 

Biologicznie łatwiej spowolnić procesy starzenia, niż bezpiecznie zamrozić i odmrozić człowieka.

Społecznie jesteśmy setkami tysięcy samotnych wysp. Internet, okazyjne wizytacje. Okazało się, że to najstabilniejsza struktura. Statki mogłyby mieścić pary, rodziny, zespoły, ale to zawsze kończyło się…

Teoria mówi, że dwudziesty pierwszy wiek wprowadził stresor ewolucyjny. Przetrwali tylko ci nawykli do izolacji. 

Po prawdzie nikt nie chce nigdzie dolecieć.

DOSTATEK

– Patrz jaki śmieszny szkielet.
– Aha. Śmieszny.
– Fajnie musiał mieć. Cały dzień przed ekranem, samochody, drony dostawcze, gry, myślące domy.
– Niesamowite.
– Co?
– Ci ludzie usmażyli świat, a ty im zazdrościsz.
– Ale wyobraź sobie, jak musiało wyglądać życie w zeszłym stuleciu. Nie chciałbyś…
– Całe życie tłuką nam do głów: nie pożądaj, bierz ile potrzebujesz, dawaj z siebie ile możesz, ceń co masz, nie twórz potrzeb, odpuszczaj długi, nie gromadź dóbr, gardź bogactwem, szanuj świat… Jedna wycieczka do Betonowych Wież, wszystko słowa na wiatr. Już chciwość to cnota, lenistwo marzenie, rozwój cel ostateczny.
– Ja tylko…
– Tak się zaczyna. Chodź, mamy obiad do upolowania.

ANOMALIA – AUDIO

– …Jestem prezydentem planety od dwóch tysięcy lat – wcześniej byłem komikiem telewizyjnym. Organizujemy oczywiście wybory, ale frekwencja jest przeważnie na poziomie jednego procenta. Nie. Nie posiadam władzy absolutnej, w żadnym razie. Dzielę ją z moją byłą żoną, która jest papieżycą kościoła Niewidzialnej Ręki. To dominująca religia na planecie. Dziewięćdziesiąt pięć procent populacji to zadeklarowani wyznawcy. Ale nie jesteśmy gorliwym ludem, chodzi głównie o święta: Dzień Globalnego Ocieplenia, Wzrostu Gospodarczego, albo Święto Naszego Ukochanego Prezydenta…

– Wystarczy. Wie pan dlaczego do was zawitałem?

– Nie.

– Nasi specjaliści podejrzewają, że doszło w waszym systemie do wynaturzenia kulturosfery.

– Aha…

– Ale wygląda, że wszystko jest w porządku.