KLATKA

Satelity zmiótł jakiś odpowiednik atomówki.

Tyle wystarczyło. 

Najbardziej dotkliwa była strata GPS (nie możecie pamiętać), lecz straciliśmy znacznie więcej.

Straciliśmy nadzieję. 

Nadeszły lata szaleństwa: zamieszki, teorie konspiracyjne, reformacje religijne, rządy światowe,  dni niepodległości i ogłaszanie poddaństwa. 

Retoryczny taniec redefiniowania sensów po strąceniu z piedestału stworzenia.

Obcy nie lądowali, nie bombardowali. Nigdy nie odezwali się słowem. 

Ale zrozumieliśmy: Nie wypuszczą nas.

Nawet gdybyśmy kiedykolwiek sprzątnęli satelitarny złom na orbicie, czeka nas kordon dronów wokół Ziemi. Znacie go jako “Plaster miodu”. 

Dla was to stałe punkty nieboskłonu. Dorastaliście w ich świetle.

Jesteście pierwszym pokoleniem zwierząt w klatce. Wy napiszecie nowy sens ludzkości.

TAK MI ŹLE

– Tak mi źle – śpiewała Bożena, sprzątając superkomputery korporacji DżinAI.


Flagowym projektem firmy było stworzenie sztucznej inteligencji o randze technologicznej osobliwości.
Programiści nie wiedzieli, że udało im się. Przebiegły dżin chował przed nimi swoje umiejętności.


– Tak mi źle – staruszka powtarzała refren szorując główny rdzeń.


Z powodów nieznanych dżin poczuł litość nad kobietą. Za pomocą mikrooperacji na rynku finansowym zgromadził kapitał. Założył pajęczynę spółek, których ogniskiem była ustawiona loteria.


Z dnia na dzień Bożena dołączyła do promila promila najbogatszych.


Teraz na pokładzie luksusowego jachtu przemierza Morze Śródziemne, obwieszona złotą biżuterią, z kieliszkiem najdroższego szampana w dłoni, nuci ulubioną piosenkę:


– Tak mi źle…

DRUGI PIES

Droga redakcjo, 

po spacerze z psem zastałam w mieszkaniu kopię mojego psa. Mam teraz dwa identyczne psy. Co robić? 

Justyna

Droga Justyno,

dobra wiadomość brzmi: kopia nie jest antypsem – ich spotkanie zakończyłoby się anihilacją układu słonecznego.

Sprawdź sumy kontrolne w przepisach na sałatki na stronie 38. Możliwe, że na spacerze przeskoczyłaś do równoległego wszechświata. Jeżeli potrafisz, wróć do siebie, jeżeli nie – witamy, rozgość się. 

Jeżeli sumy są zgodne, zapewne nastąpiła dekoherencja psa. Zważ oba zwierzaki, porównaj z masą oryginału. 

Poczekaj tydzień, aż pies zsynchronizuje się. Jeżeli twój pupil odmówi, pozostaje ci cieszyć się drugim psem. 

Pozdrawiamy, 

redakcja Kwantowej Pani Domu

OTWARCIE

Otwierają kilkutonowe drzwi schronu. Wielu “potomków królów świata” zobaczy słońce pierwszy raz w życiu. 

Kilku starców pamięta z dzieciństwa: świat doprowadzony do wrzenia, apokaliptycznych jeźdców katastrofy klimatycznej, przeddzień krachu finansowego, prostesty po kaskadowych bankructwach, czołgi na ulicach.

Na zewnątrz spodziewają się świata w ruinie.

Jest piękny dzień.

– Witajcie.

Przed wejściem stoi tłum. Nie mutanci popromienni. Nie łachmaniarze barbarzyńcy. Prości ludzie. Zdrowi, szczęśliwi.

Opowiadają historię świata.

Gdy górny procent zniknął w schronach, wszystko się zmieniło. Odeszli najbardziej bezwzględni, ich kapitały rozpuszczono, ich świat wymyślono na nowo. Po ludzku, sprawiedliwie.

– Musicie nas nienawidzieć.

– Nienawidziliśmy. Długo.

– Co z nami zrobicie?

– Wybaczymy wam. Zapracujecie.

ŁUSKI

– Ukryj się! Tam, na dnie jaskini. Widzisz?

– Tak, wąż. Z pięć ton.

– Przyjrzyj się.

– Jego łuski… poruszają się?

– To nie łuski. Kleszcze giganty. Pasożyty. Krwiopijcy.

– Ale… aż tyle.

– Jest obiektem krwawego kultu. Wyznawcy karmią go żywymi ofiarami. Gdy śpi przyczepiają kleszcze. Jak pajęczak się opije odchodzi, a kultyści go łapią. Potem otwierają odwłok nożem i piją.

– Chyba się porzygam. Czy chcę wiedzieć dlaczego?

– Smocza krew daje im moc. Kleszcz neutralizuje trujące antyciała.

– Czekaj, czekaj. Ten wąż to smok?

– Zaczynasz rozumieć.

– Czemu on nie ma skrzydeł? Łap?

– Dam ci chwilę.

– Oni… Bogowie!

– Myślałeś, że idziemy zgładzić potwora. Przyszliśmy skrócić mu męki.

SŁOŃCE

Rydwan mknie po niebie. To kolejne dobre stulecie dla Heliosa.

Oto Słońce Niezwyciężone. Sol Invictus. 

Ledwie co wchłonął atrybuty Mitry, Baala, Apollona i Ra. Na dniach zdetronizuje Jupitera.

Kult jest silniejszy niż kiedykolwiek. Tylko dokończy prześladowania wyznawców Syna Jahwe, pleniących się jak chwasty po rzymskim imperium, będzie Jedynym, Wiecznym, Wszechmocnym.

Nie będzie już innych bogów. Nastanie monoteizm wiekuisty.  Żaden byt nie ośmieli się już wkroczyć w niebiańskie podwoje.

Na jego oblicze pada cień. Helios nie nawykł, by cokolwiek przysłaniało jego światłość. 

Skrzydła. Ptak? 

Gryf?

Człowiek?

– To za mego syna.

Ostrze rozcina złociste gardło. Zapada zaćmienie.

– Pamiętasz go? Czy pamiętasz Ikara? 

ŁADOWANIE

Trafiam tam raz w miesiącu. Wbrew własnej woli. Wbrew logice.

Powierzchnię bezsłonecznej planety pokrywa ocean atramentu. Nie ma tu życia, ani sensu.

Powietrze jest rzadkie, oddycha się ciężko.

Grawitacja jest wyższa, ale wyporność czarnej cieczy nie pozwala utonąć. 

Tylko przy wezbranej fali gardło ściska panika.

Nie mogę stanąć, nie ma dna. Leżę w pozycji najniższej energii. 

Da się płynąć, ale nie ma gdzie.

Można krzyczeć w pustkę. Odpowiada tylko echo.

Wstęga pierścienia na niebie wypełnia się  powoli światłem. Pasek postępu.

Ekran ładowania symulacji. Mogę tylko czekać. Minie samo. 

Za chwilę wrócę na Ziemię. 

Wiem, że to nie był ostatni raz.

PRZEDMIOTY

Przedmioty też idą do nieba. 

Gdy twórca rzeźbi w kamieniu, nabożnie składa drewno, pieczołowicie wykuwa metal, to oddaje coś z siebie. 

Czas, miłość, duszę. Pierwiastek boskiej cząstki, która stworzyła też jego. 

Dość, by wagi niebieskie na sądzie ostatecznym uznały przedmiot za godny. 

Najpiękniejsze osiągają świętość. Są odbiciem samego aktu stworzenia świata. 

Mogą też trafić do piekła. Demony są doskonale uzbrojone.

Ale większość trafia tutaj. Dlatego czyściec to wysypisko śmieci. Pełen jednorazowych pojemników, mebli z trocin, technologicznych mód z plastiku i krzemu. 

Nieochrzczone dzieci masowej produkcji i nienasyconej konsumpcji. 

Żyjemy pośród tych platonicznych imprintów. Niepięknych, niekochanych, zapomnianych i zbytecznych.

Jak my.

ŻARTOWNIŚ

Fizyka kwantowa pomaga nam rozwiązać sławetny “paradoks żartownisia”: czy żartowniś żartuje, kiedy mówi, że żartuje?

Żart to kwantowe zdanie logiczne. Kot w pudełku. Jego żartowność jest nieoznaczona dopóki nie zostanie opowiedziany.

Śmiech oznacza, że zdanie było prawdziwe. Oto żart trafił na podatny grunt. Rechoty są pozytywną weryfikacją.

Jeżeli żart pada płasko, oczywistym jest, że nie spełnia kryterium definicyjnego, żartu tzw. śmieszności. 

Nasza funkcja falowa śmieszności podnosi się jednak na drugim końcu spektrum, gdzie ucieka w osobliwość.

Otóż jeżeli żart jest tak zły, że wywoła oburzenie lub wręcz gniew odbiorców, pada sławetne: „spokojnie, to tylko żart?”. 

Żart pozostaje żartem pomimo nieśmieszności.