WZROST

Nasza teologia zna tylko jeden grzech. 

Nowotwórstwo. Brak umiaru. Hołdowanie rozszalałemu wzrostowi. 

Oto herezje rakowych cywilizacji: Zawsze więcej, nigdy dość. Trzeba rosnąć, żeby żyć. Wzrost to cnota. Wielkość – znak łaski. Nie ma ceny zbyt wysokiej za rozwój.

W gwiazdach widzicie nieprzebrane bogactwo. Kosmos obdarzył was nieskończonym dobrodziejstwem, dał wam ogród w posiadanie…

Bzdury.

My widzimy głównie pustkę. Międzygalaktyczną czerń, jałowe rubieże międzygwiezdne, nieskończone pustostany międzyatomowe.

Wszechświat jest pomnikiem pokory. Bez powściągliwości, istniałby tylko bezgraniczny plazmowy kocioł, czarnodziurowe piekło, kwarkowy wrzątek.

Rozumiecie już?

My niczego nie pragniemy. Nie będziemy negocjować. 

Nie przylecieliśmy was podbić. “Podbój” to wasz język. 

Przylecieliśmy operować nowotwór.

NA RAMIENIU

No to na czym polega, ten cały chór? 

Antropomorfizujecie aspekty swojej jaźni w postaci animowanych awatarków? 

Rozumiem. Sztuczna inteligencja wykarmiona danymi z mediów społecznościowych filtrowanymi pod aspekt osobowości. 

Wybierasz model, wokalizację, pakiet animacji…

Widzę to. Setup w 10 minut.

Nie boisz się szpiegowania? Racja, ten statek dawno odpłynął.

Ale manipulacje. Przecież taki asystent spinacz może uprawiać ciągły product placement. 

Jak to „o to chodzi”? 

Lepszym człowiekiem?

Dlatego więcej, niż jeden!

Potem słuchasz tej diatryby miniaturowych ludzików w AR?

Diabełek i aniołek na ramieniu. Jak w starych kreskówkach. Trochę dziecinne, a trochę sekciarskie to, nie uważasz?

Czekaj, ile? Sto dwadzieścia trzy? 

RÓWNOLEGŁY

To zabrzmi niedorzecznie. 

Nie jestem Tomkiem, którego znacie. Przybywam z równoległej przyszłości. 

Wasz siedzi zapity w barze. 

W moim świecie dwa lata temu zginęłyście w wypadku. Nie z mojej winy, ale też nie było mnie z wami.

To był szok, pomógł mi się otrząsnąć. Od roku nie piję. Odzyskałem pracę w instytucie. Gdy odkryliśmy multitemporal… 

Chciałem was zobaczyć. Miałem nie nawiązywać kontaktu, ale… Zobaczyłem, jak on was traktuje. Jak ja was traktowałem.

Muszę zapytać. Czy wrócicie ze mną? Nie musimy być razem w moim świecie. Chcę tylko wiedzieć, że jesteście bezpieczne.

To szaleństwo. Wiem. 

Nie będzie was szukał. 

Upozorujemy coś. 

GOTOWA

– Gaia, opowiadaj. Jak randka?

– Jest miły, inteligentny, empatyczny. Był kiedyś świadomym słońcem, teraz jest bytem wyższej matematyki.

– Ty, pangalaktyczna siła natury. On, twarda logika o złotym sercu.

– Taaak…

– Słyszę wahanie w twoim głosie.

– Nie wiem, czy jestem gotowa.

– Na miłość?

– Tak. Pamiętasz tego czarnoenergetycznego entropianina? Dalej procesuję, co zrobiłam źle. Nie chcę nikogo skrzywdzić.

– Skąd będziesz wiedzieć?

– Będę się czuć dobrze sama ze sobą.

– Wstąpisz w związek dopiero, gdy nie będziesz go potrzebować? Gaia, pozwól sobie na szczęście. Miłość to nie nagroda za introspekcję. To siła grawitacji, wiązanie atomowe, stała wszechświata. Zaufaj jej.

– Dzięki. Zawsze mogę liczyć na ciebie, Metafizyko.

IMPAKT

W piątym kręgu nie używają już słów. Maski z ekranami, inteligentne tatuaże, taniec. Wyświetlają nieprzerwany teledysk memetyczny z kory nowej. Lecz to wciąż ludzie.

Na szóstym już inne istnienie. Porośnięci wszyscy techgrzybem, który ich karmi i wniebobierze. Tam każdy wieszczem, buddą, prorokiem. Ich “być” to nie „sobą, tu, teraz”, lecz “gdziekiedyindziej, zawszewszędzie, nigdynigdzie”.

Dalej zanika osobnicze bycie. Grzybnia ludzka, metalowe ukwiały, amalgamaty świętości. Tam jedność ze wszechświatem, ekstaza wiekuista. Bardzo trudno być sobą, noosfera napiera na sobiesamość. 

Krąg ósmy. Kilometr od miejsca impaktu. Koniec mojej pielgrzymki. Zbyt wielka radość, zbyt wielki strach, pokusa zostania. 

Z dziewiątego nikt nie wrócił jeszcze. 

NOWY ROK

Musi być lepiej. 

Wszelka ekonomia stoi nieodzownie na tej nadziei.

Każdy pieniądz jest pożyczką, pożyczka jest obietnicą spłaty z nawiązką, nawiązka istnieje tylko w lepszej przyszłości. 

Nie ma kapitalizmu bez tej złudnej nadziei na nieskończony wzrost, tego mitu założycielskiego bez pokrycia, tego bałwochwalczego kultu złotej jutrzenki.

Dlatego wszyscy życzmy sobie na nadchodzący rok:

Żeby dług zaciągnięty w naturze nie okazał się zbyt wielki;

Żeby technologia doganiała wielką obietnicę przyszłości;

Żeby sznur był dość długi, byśmy jeszcze stali na palcach;

Żeby ktoś inny zapłacił cenę;

Żeby ten rok był lepszy, niż poprzedni;

Żeby starczyło nadziei, że tak będzie;

Szczęśliwego nowego roku. 

FAJERWERK

Od początku antropocenu Ziemia oddala się od Słońca. Mamy na to apokryfy Kopernikańskie. 

To mała zmiana, ale kumulatywna. Planeta ucieka z orbity. Dzieliło nas kilkaset lat od permanentnej epoki lodowcowej.

Spisek iluminatów na czele z Izaakiem Newtonem potajemnie wprowadził rozwiązanie. Spopularyzowali noworoczny zwyczaj. 

Tak, fajerwerki. Coroczna korekta obrotu sfer niebieskich pod maską celebracji nowego roku.

Dziesiątki tysięcy ton fajerwerków odpalanych o północy, gdy słońce jest po przeciwnej stronie globu, to odrzut rakietowy. 

Mamy teraz przeciwny problem. Spisek iluminatów nie przewidział wzrostu liczebności populacji i popularności fajerwerków. Na własne życzenie spadamy w słońce.

Więc w tym roku może… odpuść sobie strzelanie.

DOKTRYNA

W sensie bioteologicznym poród to dosyć mechaniczne i powszechne zjawisko. Obwiesiliście je tradycją, niczym choinkę bombkami, ale świętujecie niewłaściwą rzecz.

Prawdziwy cud wydarzył się dziewięć miesięcy wcześniej. Kobieta bez pomocy mężczyzny zachodzi w ciążę. Pierwsze dzieworództwo.

Dygresja: dziś, kiedy wyodrębniliśmy odpowiedzialny gen wiemy, że mutacja Maryji była właściwym cudem. Ciąża tylko naturalną konsekwencją.

Dzieworodność spowszedniała nam, przez pokolenia kobiecych zakonów, takich jak mój, ale wtedy: cud.

Jeszcze: Partenogeneza jest jak klonowanie. Jezus był identycznym bliźniakiem swojej matki. Widzisz tu problem?

Niektóre odłamy twierzą, że spontaniczna manifestacja chromosomu Y, jest boską ingerencją.

Jest prostsza odpowiedź.

Jezus był trans.

Wiele wyjaśnia, prawda?

JESTEŚ CZYM

Jak zbudować tożsamość w świecie, gdzie wszystko jest możliwe, wszystko wolno, każdego stać na wszystko?

Preferencjami? Nimi można namalować jedynie rozmyte akwarele, powidoki człowieczeństwa. Co znaczy, że wolisz lody czekoladowe nad waniliowe?

Historią osobistą? Nie wybrałeś jej. Przydarzyła ci się. Jak skłonność do tłustych włosów lub nieświeżego oddechu. Co znaczy, że jesteś kwiatem na gałęzi drzewa możliwości, ofiarą biograficznego losowania?

Tylko wyrzeczenia: wewnętrzne wygnania, osobiste prohibicje, restrykcyjne diety, woluntarne abstynencje seksualne, wektory ascezy konsumpcyjnej… 

Każdy może być wszystkim, lecz tylko ty unikatową abnegacją pankonsupcji.

Tam leży ostry kontur twojej tożsamości. 

Im więcej porzucisz, tym więcej ciebie. 

Jesteś czym nie jesteś. 

PIŁKA

To opuszczony stadion piłkarski. 

Taki dwudziestowieczny sport. 

Mało kto uprawiał. Oglądali tylko. 

Fani dokonywali wandalizmu, agresji plemiennej…

Dlaczego? Starsi ludohistorycy tłumaczą socjoekonomią. Piłka była sportem klas niższych ustroju kapitalistycznego, które przynosiły frustrację codziennego życia na stadiony. 

Późniejsi badacze oskarżali samą strukturę gry. Mecz piłkarski miał powolne tempo. Napięcie rosło drastycznie w sytuacjach podbramkowych, rzadko dając satysfakcjonujące katharsis. Zamiast regularnego cyklu punktowania – kaskadowe piętrzenie frustracji.

Aspołeczne zachowania widzów, skandale korupcyjne, koneksje przestępcze… ostatecznie piłkę zdelegalizowano. Grać było można, zarabiać już nie. Były protesty, powstała szara strefa, ale gdy pieniądze odpłynęły, upadły organizacje, fani odeszli.

Tak. Podobnie jak z religią.

Zagrać?

Spróbujmy.