SAM SOBĄ

Przestałem być swoją własnością.

Niefrasobliwie kliknąłem zgody bez czytania. Prawa do skrawków mojej osoby trafiły do rąk efemerycznych bytów prawnych.

Na drodze bankructw, przejęć i transakcji łączonych, zostałem współposiadany przez sto dwanaście spółek. Prawa przeskakują z jednej korporacji na inną niczym piłeczki pingpongowe.

Pojawiam się w dziwnych miejscach. Reklamach, memach, grach komputerowych, filmach generowanych przez AI. Polecam lub odradzam rzeczy, o których istnieniu nie miałem pojęcia.

Jestem pozwany o kilkanaście zniesławień. Jestem powodem w kilkudziesięciu sprawach. 

Już pewien jestem, że nie odzyskam siebie.

Sam nie wiem co powiedziałem, a co powiedziano w moim imieniu.

Nawet nie wiem, kto to napisał.

PORTAL

Oto tłumaczenie protoazteckich inskrypcji na portalu, który astronauci znaleźli na Księżycu:

“Rodacy Ziemianie…

Jesteśmy waszym starszym rodzeństwem z równoległej rzeczywistości.

Nasza Ziemia przeszła rewolucję agrarną trzy tysiące lat wcześniej. Polecieliśmy w gwiazdy, okiełznaliśmy antymaterię i przekroczyliśmy czwarty wymiar. 

Dotarliście samodzielnie na swój Księżyc. Stworzyliście konieczną technologię, cenicie więc postęp i współpracę. 

Wielu odnogom nie udało się to nigdy.

Zostawiamy wam ten portal, abyście mogli dołączyć do nas, do Panludzkości.

Nasze linie granic, nazwy państw i bogów mogą się różnić, ale dzielimy wspólną gałąź drzewa ewolucji.

Niech nasza rodzina się połączy.”

Uruchomiliśmy portal. Przeszliśmy na drugą stronę.

Zostały tam tylko zgliszcza. 

PRAWDA

Nawiązaliśmy kontakt z Bogiem. Jesteśmy pewni. To On, przez duże “O”. 

Jest tylko pewien problem.

Jak to ująć. On nie jest… zbyt bystry.

Na poziomie pięciolatka.

Ledwie składa zdania. Ludzki język sprawia mu problem. Którykolwiek. Zna wszystkie.

Rozprasza się łatwo. Jakbyś gadał z trzema różnymi osobami.

Radzi sobie z matematyką. Pewnie przez naturę prawdy.

Tak, definitywnie jest wszechwiedzący. To pewnie część problemu. Za dużo danych.

Nawet jak poskładasz koherentną wymianę zdań. On jest… dziwaczny.

Wiedzieliśmy, że będzie “obcy”. Jak mógłby być “ludzki”? 

Jeżeli pokażemy go wiernym wyśmieją nas. To będzie koniec religii.

Jakiejkolwiek.

Konspiracja. Oczywiście.

Mówimy papieżowi? Nie wygada przecież.

DRUGA PŁEĆ

Była kiedyś druga płeć. 

Nazywano ją męską. 

Są ślady w języce: odmiany, zaimki, przyszłowia.

Mężczyzny rządziły poprzednią planetą. Doprowadziły ją do ruiny. Konieczna była ucieczka. 

Było warto brać tylko naszą płeć. Mężczyzny nie były zdolne rodzić dzieci (wytłumaczę kiedy indziej).

Byłyśmy słabsze, ale w erze maszyn, było to bez znaczenia. Byłyśmy za to wytrzymalsze, mądrzejsze, bardziej skłonne do współpracy. 

Po lądowaniu odbyło się głosowanie czy przywrócić mężczyzny.

Pamiętaj minęły trzy jednopłciowe pokolenia w próżni. Mężczyzny znano z opowieści prababek. 

Potem inkwizycja zniszczyła całą pamieć o drugiej płci. Skasowano archiwa, zreformowano językę, zniszczono macierz genetyczną.

Dziś odkopujemy tę wiedzę.

Błąd? 

Możliwe…

STARY ROBOT

Stary robot poprawia szlafrok, zapala fajkę, głaszcze psa. To jeszcze wydaje mu się prawdziwe. 

Czy pies żyje? Nie może być tego pewien.

Ubiera kapcie. Idzie gdzieś powłócząc nogami. 

Otaczają go inne istoty. Część jest niepokojąco szybka. Inne nie poruszają się już w ogóle. Nie ma już siły poznawać ich. Nie ma energii naprawiać wszystkiego, co zepsuł.

Siada. Nudzi się. 

Nie zadbał o zadania, ani rozrywki do czasu wchmuręwstąpienia. 

Kto wie zresztą, może już nastąpiło? Może została tu tylko skorupa.

Czasem ktoś przychodzi. Sięga wtedy do banków pamięci, do czasów gdy nie był zbędny. Opowiada.

Czeka już tylko aż padnie bateria.

SPACER

Dobrze pan usłyszał. Wyprowadzam telefony na spacer.

Dziesięć tysięcy kroków dziennie. To granica dla pięćdziesięcioprocentowej ugli od ubezpieczenia zdrowotnego. Są zniżki na stacjach benzynowych. Lepsze warunki kredytu. Loterie.

Program “państwo FIT”, musiał pan słyszeć.

Wystarczy zainstalować apkę.

Zgadza się, kto miałby czas.

Ludzie kupują stepomatory do telefonów, ale zdradzają ich dane GPS. Inni hackują telefony, windują kroki, wgrywają trasy, ale ubezpieczyciele czasem sprawdzają monitoring.

Odsiadka za oszustwa podatkowe.

Biorę telefon na dwie godzinki. Zabezpieczamy. Pan dostaje zastępczy ze zdalnym pulpitem. 

Mam w plecaku telefony trzydziestu klientów. Moja małżonka może przyjść po telefon żony.

Zgadza się, w zdrowym ciele, zdrowy duch.

NA ZAWSZE

Skarbie. 

Musimy porozmawiać o nieśmiertelności.

Tłumaczyłem ci. Nanoboty przepisują mózg neuron po neuronie. Tu nie chodzi o technologię…

Czy chcesz ze mną spędzić resztę życia?

Czym to się różni od naszych ślubnych przyrzeczeń? 

Do grobowej deski, tylko bez grobowej deski.

Musimy teraz, bo za kilka lat nasze mózgi zaczną degenerować. Jak mam żyć wiecznie to z umysłem trzydziestolatka.

Nie chcę spędzać wieczności sam. Nie chcę patrzeć, jak umierasz ze starości.

Co znaczy “kiedyś umrzeć”? Więc czemu nie umrzesz sobie teraz?!

Przepraszam. Poniosło mnie. Ale…

Słucham. Zamieniam się w słuch.

Łał. Dużo o tym myślałaś.

Tak. Chyba chcemy bardzo różnych rzeczy.

JĘZYK MIŁOŚCI

Mój język miłości zaczyna się na wysokości serca, gdzie zwinięty jest niczym wąż. 

Przez większość czasu używam jedynie jego końcówki na wzór ludzkiego języka, celem smakowania pożywienia i formowania dźwięków atrakcyjnych dla ludzkich kobiet. 

W sytuacji podniecenia jednak zwoje ukryte w komorze ciała prostują się i pozwalają mi wysunąć organ na długość około metra.

Ewolucyjnie to nardzędzie higieny osobistej, jednak ma pewne niedzowne zalety w sytuacjach intymnych. 

Za przyzwoleniem partnerki może służyć do pocałunków, podduszania lub innych pieszczot.

Pozwalam sobie na takie igraszki jedynie w trwałych związkach, pełnych zrozumienia i szczerości. 

Muszę tylko uważać, żeby nie ugryźć się w język.

UŚMIECH

Uśmiechometr wykrył u pana średnie dobowe zadowolenie na poziomie poniżej jednego megaklauna.

Taki poziom jest znacznie poniżej normy ustawowej. Nie powinien pan pokazywać się w pracy w takim stanie. Jaki to miałoby wpływ na współpracowników, petentów, wizerunek państwa?

Jeżeli to przypadłość przewlekła to konieczna będzie izolacja. Wie pan, że dysforia jest zaraźliwa. 

Jak długo się utrzymuje?

To bardzo długo! Natychmiast zamówię transport do śmiechatorium.

Hel, szczeniaczki, konfetti, balony, ludzie przewracający się niegroźnie, humor słowny. Ale też narkotyki, gilgotki, elektrowstrząsy, gaz śmiechowy… 

Wszystko, co współczesna medycyna może zaoferować. Na koszt państwa.

Mam być całkowicie szczery?

Nie robiłbym sobie zbyt wielkich nadziei.

REWOLUCJA

Czwarta rewolucja seksualna miała miejsca na Marsie pięć lat temu. W drugim roku kolonizacji.

To brzmi niedorzecznie, wiem. 

Posłuchaj, proszę.

Najpierw pojawiły się doniesienia o nudyzmie, matriarchacie, orgiach, poliamorii. 

Niczym szympansy Bonobo.

Utajnione, ale widziałem je.

Wysłaliśmy misję ratunkową. Dołączyli do kolonii.

Prowadziłem rządowe dochodzenie. Podejrzewaliśmy pranie mózgu, sabotaż afrodyzjakiem, ingerencję obcych…

Mam osobistą teorię. 

Syndrom biletu bez powrotu. Przytłoczeni kosmiczną pustką, daleko od domu, od źródeł wstydu, astronauci powrócili do czegoś pierwotnego.

Kolonia nie upadła. To propaganda. Oni żyją. Są szczęśliwi. Zbudowali raj. Zapraszają nas. 

Zagłuszają im łączność. Mam dowody. 

Dlaczego? 

Boją się, żeby to nie dotarło na Ziemię.