WYJAŁOWIENIE

Jaszczury giną w asteroidowym ogniu. Słyszy ich telepatyczny krzyk. To nigdy nie staje się prostsze. 

– Ledwie zdążyliśmy. Granica sapienizacji.

Są takie planety. Życie ewoluuje tam ze śmiertelną skazą. Z drapieżnością, nienawiścią, złem na karbach helisy dezoksyrybonukleinowej. Od pierwszego pierwotniaka, po struktury społeczne, do zaawansowanej technologii. Zawsze w ekspansji, zawsze kosztem innego życia, zawsze na wojennej ścieżce. Planety skąpane we krwi od samookaleczeń, krzyczące telepatycznym cierpieniem, wściekle plugawiące kosmos wokół.

Jeżeli przybędziemy dość wcześnie, można skrócić ich mękę.

– Nie mamy czasu na pełne wyjałowienie. Już wzywają nas dalej.

– I tak będzie trzeba tu wrócić na kontrolę. Ustaw dwieście petasekund.

– Zapisałem, kapitanie.

ZMIANA

Pamiętasz ten strach na początku?

Pierwsze wszczepy. Ledwie ukłucie i panika: “koniec człowieczeństwa!”

Pamiętasz te dylematy, kiedy przepisywałyśmy nasz kod genetyczny na Mars-kompatybilny.

Przy pierwszym transferze osobowości nalegałam na humanoidalne powłoki. Dekadę później latałyśmy kałamarnicami w pasie Kuipera.

Gdy kopiowałam cię myślałam, że to mnie zmieni. Albo że ty będziesz inna.

Zaczęłam rozumieć trochę, gdy opuściłyśmy układ słoneczny. Głęboka próżnia daje czas do namysłu.

Spójrz na nas teraz. Chmura dysonowych ciem. Samoreplikujące się postbyty orbitujące wokół czarnych dziur.

Lecz ja to ja. Wciąż. Taka sama. 

Kiedy uciekałam bałam się, że to mnie zmieni… Teraz boję się, że zmiana jest niemożliwa.

ZŁY TYDZIEŃ – AUDIO

Drogi współziemianinie,

Nie bój się.

Jesteśmy Zegarmistrzami. Potrafimy cofać czas. Maksymalnie sto dwadzieścia osiem godzin.

Pod koniec każdego tygodnia pytamy ludzkość: czy chciałbyś, aby ten tydzień nigdy się nie wydarzył?

Jeżeli dwie trzecie ludzkości odpowie „tak” – cofamy. Wydarzenia toczą się inaczej. Nie wiemy dlaczego. Jeżeli odpowiecie „nie” – cofamy tylko dzień stracony na głosowanie. Iteracyjnie wybieramy najlepszą linię czasu.

Dziś mamy inne pytanie.

Otóż… utknęliśmy. To dwusetny raz, jak przeprowadzamy głosowanie nad tym samym tygodniem.

Istnieją precedensy. Dawno temu potrzebny był głos jednej trzeciej. Potem połowy.

Możemy znów zmienić wymóg. Iść dalej. Mieć nadzieję, że będzie lepiej.

Lub cofamy.

Wasza decyzja.

DOM DZIECKA

– Słyszałaś o Anecie? Chcą samotnie wychowywać swoje dziecko.

– Nie oddają do Domu? To w ogóle legalne?

– Pod opieką kuratora. Specjalne sytuacje. Podobno jakaś swoboda religijna. Ona była odratowana z jakiejś sekty katolickiej.

– Jak to będzie wyglądać. Będą z pracy rezygnować?

– Zostają. Nie stać ich. Mówiła, że będą się zmieniać.

– Cała trójka?

– No, tak.

– Ale jak to tak? Przecież to dziecko spędzi większość dzieciństwa tylko z jednym z nich! Albo same! Bez rodzeństwa, wujostwa i ciotectwa?

– Ja wiem. Będzie od nich całkiem zależny. Nepotyka wychowają.

– Co za patologia. Jakie dwudziestopierwszowiecze. Jak tak można dziecko traktować.

– Cicho, Aneta idzie.

– Dzień dobry.

– Dobry.

MIĘSO

Nie próbowałeś nigdy?

Ech, to wasze pokolenie. Chcecie rządzić światem, ale boicie się ubrudzić troszeczkę ręce?

Musisz spróbować. Nie mówię “zmieniać całą dietę”. Spróbować raz, jak psychodelików.

To transcendentne doświadczenie. Nie chodzi nawet o smak. Coś w głowie przestawia się. Kroisz, smażysz, żujesz, połykasz. Uświadamiasz sobie: To nie istota. To tylko mięso. Nic więcej.

Chcesz prawdziwą lekcję życia? Sam upoluj, oskóruj, zjedz surowe. To prawdziwy smak władzy. 

Pomyśl o tym, składając następny podpis pod ustawą. Mięso. Rządzimy mięsem.

Możesz iść małymi kroczkami. Zacząć od mięsa z probówki. Potem zwierzęta. Potem dopiero…

Niedobrze ci? Jesteś pewien, że nadajesz się do polityki?

TĘCZA

Latamy za chmurami burzowymi z rozpylaczami detergentu chromatycznego. Mozolna robota. I niezdrowa. Ludzie kaszlą potem, ptaki padają.

Instytut Warszawski pracuje nad emiterem fal, które zaburzają współczynnik dyfrakcji wody. Rozszczepienie promieni zbyt szerokie, żeby zobaczyć łuk. Tylko głowa boli od wibracji.

Jest plan długoterminowy. Orbitalny filtr na drodze promienia słonecznego. Będzie odsiewał zbędne długości fali świetlnej. Zostanie kilka kolorów, głównie narodowe. Łuk będzie niczym gęba z wybitymi zębami.

Możliwe, że wcześniej rząd zdecyduje o przymusowym daltonizmie genetycznym. Jest sprzeciw społeczny, ale jak sprawa słuszna…

Ja wiem, że to wszystko brzmi bardzo drastycznie. Ale od tych kolorów ludziom miesza się w głowach.

WAKACJE – AUDIO

– Panie miły, dosiąść się można? Nie często mamy tu gości. Pierwszy raz na Ziemi?

– Ta.

– Widać trochu. Zastanawialiśmy się… prawda to, że budujecie Dysonową sferę wokół słońca? Mówili coś tam w fał-er, ale kto ich wie. Budujecie?

– Hm.

– A nie zaciemni nam to zupełnie słoneczka? Bo mówią…

– Nie.

– Śmieje się pan, a tu teorie spiskowe się roją w socmediach. Że nas chcecie w ciemnościach zagłodzić. Że wy już nie ludzie. Jedno pytanie można jeszcze?

– Tak?

– Z tą technologią całą, stacjami orbitalnymi, życiem wiecznym, co tam jeszcze… Po co w ogóle tu schodzić? Tu, do nas?

– Wakacje.

– A! To nie przeszkadzam.

SYTUACJA

– Przepraszam, to dziwne pytanie. Przysłał cię tu algorytm?

– Słucham?

– Sorki, taka apka. Algorytm paruje ludzi i wysyła na spotkania w losowe miejsca.

– Randki w ciemno? 

– Niekoniecznie. Nawet odradzają. Po prostu spotkanie. Twarzą w twarz.

– Ale po co?

– Trudno dziś inaczej kogoś spotkać. Pody w uszach, szkło w oczach. Bańki medialne, wszechobecny pośpiech, alienacja. Dłuższe spojrzenie to obraza, uśmiech to deklaracja wojny. Algorytm daje pretekst.

– Ciekawe. Ale twój partner nie przyszedł.

– Zdarza się. Przynajmniej nowe miejsce zobaczyłem. Algorytm analizuje ścieżki pod tym kątem. Nie przeszkadzam.

– Ja… mam chwilę. Tylko powiedz… Czy ta apka naprawdę istnieje?

– Byłoby miło, gdyby istniała, co nie? 

DYSKRYMINACJA – AUDIO

– Przykro mi, ale w świetle prawa nie jest Pan człowiekiem. – Niski, łysiejący grubasek krzywi się pobłażliwie.

– Że co? Ale miesiąc temu…

– Tak, znaczy nie. właśnie zawyżyli próg testu. Znowu. Wie Pan, światowe przeludnienie, polityka jakości człowieczeństwa, te sprawy. Po prostu nie jest Pan wystarczająco ludzki.

– Nie będziesz mnie, Pan, obrażał.

– Też nie zdałem.

– A, to przepraszam.

Uspokajam się i staram myśleć konstruktywnie. 

– Można podejść ponownie do testu?

– Tak… Ale gdyby, od ostatniego zmienił Pan coś znaczącego? Dawał na sieroty? Robił wolontariat? Jeździł po świecie? Spełniał marzenia? Zakochał się Pan na zabój? Znalazł sens życia?

– Nie było czasu – zawstydzam się.

– Właśnie.

ZAPACH PAPIERU

Współcześni perfumiarze używają spektrogramów olfaktorycznych sto razy bardziej czułych niż nos psa. Dopasowują koktajl perfumowy do wydania, stanu i metod konserwacji książki. Znaczenie ma rodzaj i gramatura papieru, gatunek użytego tuszu, cała historia książki. 

Przykładowo, jeżeli przechowywana była na dębowym stryszku nieopodal krzaku bzu, to paleta powinna być wzbogacona o te tony. 

Najczęstszymi składnikami są: celuloza, kurz, sztuczna skóra, klej introligatorski, farba drukarska, pleśń, pot, naskórek…

Zapach rozbija się na akordy i koduje za pomocą specjalnego systemu odorantów. Urządzenie ma wzornik zapachowy. Gdy otwierasz plik z e-bookiem, czytnik uwalnia odpowiednio skomponowaną perfumę.

Chyba, że coś się zepsuje, wtedy pachnie jak…