UŚMIECH

Uśmiechometr wykrył u pana średnie dobowe zadowolenie na poziomie poniżej jednego megaklauna.

Taki poziom jest znacznie poniżej normy ustawowej. Nie powinien pan pokazywać się w pracy w takim stanie. Jaki to miałoby wpływ na współpracowników, petentów, wizerunek państwa?

Jeżeli to przypadłość przewlekła to konieczna będzie izolacja. Wie pan, że dysforia jest zaraźliwa. 

Jak długo się utrzymuje?

To bardzo długo! Natychmiast zamówię transport do śmiechatorium.

Hel, szczeniaczki, konfetti, balony, ludzie przewracający się niegroźnie, humor słowny. Ale też narkotyki, gilgotki, elektrowstrząsy, gaz śmiechowy… 

Wszystko, co współczesna medycyna może zaoferować. Na koszt państwa.

Mam być całkowicie szczery?

Nie robiłbym sobie zbyt wielkich nadziei.

REWOLUCJA

Czwarta rewolucja seksualna miała miejsca na Marsie pięć lat temu. W drugim roku kolonizacji.

To brzmi niedorzecznie, wiem. 

Posłuchaj, proszę.

Najpierw pojawiły się doniesienia o nudyzmie, matriarchacie, orgiach, poliamorii. 

Niczym szympansy Bonobo.

Utajnione, ale widziałem je.

Wysłaliśmy misję ratunkową. Dołączyli do kolonii.

Prowadziłem rządowe dochodzenie. Podejrzewaliśmy pranie mózgu, sabotaż afrodyzjakiem, ingerencję obcych…

Mam osobistą teorię. 

Syndrom biletu bez powrotu. Przytłoczeni kosmiczną pustką, daleko od domu, od źródeł wstydu, astronauci powrócili do czegoś pierwotnego.

Kolonia nie upadła. To propaganda. Oni żyją. Są szczęśliwi. Zbudowali raj. Zapraszają nas. 

Zagłuszają im łączność. Mam dowody. 

Dlaczego? 

Boją się, żeby to nie dotarło na Ziemię.

WZROST

Nasza teologia zna tylko jeden grzech. 

Nowotwórstwo. Brak umiaru. Hołdowanie rozszalałemu wzrostowi. 

Oto herezje rakowych cywilizacji: Zawsze więcej, nigdy dość. Trzeba rosnąć, żeby żyć. Wzrost to cnota. Wielkość – znak łaski. Nie ma ceny zbyt wysokiej za rozwój.

W gwiazdach widzicie nieprzebrane bogactwo. Kosmos obdarzył was nieskończonym dobrodziejstwem, dał wam ogród w posiadanie…

Bzdury.

My widzimy głównie pustkę. Międzygalaktyczną czerń, jałowe rubieże międzygwiezdne, nieskończone pustostany międzyatomowe.

Wszechświat jest pomnikiem pokory. Bez powściągliwości, istniałby tylko bezgraniczny plazmowy kocioł, czarnodziurowe piekło, kwarkowy wrzątek.

Rozumiecie już?

My niczego nie pragniemy. Nie będziemy negocjować. 

Nie przylecieliśmy was podbić. “Podbój” to wasz język. 

Przylecieliśmy operować nowotwór.

NA RAMIENIU

No to na czym polega, ten cały chór? 

Antropomorfizujecie aspekty swojej jaźni w postaci animowanych awatarków? 

Rozumiem. Sztuczna inteligencja wykarmiona danymi z mediów społecznościowych filtrowanymi pod aspekt osobowości. 

Wybierasz model, wokalizację, pakiet animacji…

Widzę to. Setup w 10 minut.

Nie boisz się szpiegowania? Racja, ten statek dawno odpłynął.

Ale manipulacje. Przecież taki asystent spinacz może uprawiać ciągły product placement. 

Jak to „o to chodzi”? 

Lepszym człowiekiem?

Dlatego więcej, niż jeden!

Potem słuchasz tej diatryby miniaturowych ludzików w AR?

Diabełek i aniołek na ramieniu. Jak w starych kreskówkach. Trochę dziecinne, a trochę sekciarskie to, nie uważasz?

Czekaj, ile? Sto dwadzieścia trzy? 

RÓWNOLEGŁY

To zabrzmi niedorzecznie. 

Nie jestem Tomkiem, którego znacie. Przybywam z równoległej przyszłości. 

Wasz siedzi zapity w barze. 

W moim świecie dwa lata temu zginęłyście w wypadku. Nie z mojej winy, ale też nie było mnie z wami.

To był szok, pomógł mi się otrząsnąć. Od roku nie piję. Odzyskałem pracę w instytucie. Gdy odkryliśmy multitemporal… 

Chciałem was zobaczyć. Miałem nie nawiązywać kontaktu, ale… Zobaczyłem, jak on was traktuje. Jak ja was traktowałem.

Muszę zapytać. Czy wrócicie ze mną? Nie musimy być razem w moim świecie. Chcę tylko wiedzieć, że jesteście bezpieczne.

To szaleństwo. Wiem. 

Nie będzie was szukał. 

Upozorujemy coś. 

SZKODZI

Córeczko, pan miał na myśli, że beneficjent systemu każdą krytykę systemu odbiera jako formę agresji.

To jego świat, a w nim przejawy buntu odbijają się negatywnie na subiektywnym odbiorze estetycznym.

Z kolei twoja wartość w patriarchacie zostanie wyznaczona przez kategorie estetyczne mężczyzn, takich, jak on.

Twoja niezgoda na systemową nieuczciwość dekrementuje w jego oczach twoją urodę, a twoja uroda to kryterium twojej wartości.

To oczywiście nieuczciwe, obrzydliwe nawet, ale taki jest zastany porządek świata, ukonstytuowany stuleciami przemocy i złogami tradycji. Deklaratywne zasady równości są tylko maską dla głęboko zakorzenionej mizoginii.

To pan miał na myśli mówiąc:

“Uśmiechnij się. Złość piękności…”

GOTOWA

– Gaia, opowiadaj. Jak randka?

– Jest miły, inteligentny, empatyczny. Był kiedyś świadomym słońcem, teraz jest bytem wyższej matematyki.

– Ty, pangalaktyczna siła natury. On, twarda logika o złotym sercu.

– Taaak…

– Słyszę wahanie w twoim głosie.

– Nie wiem, czy jestem gotowa.

– Na miłość?

– Tak. Pamiętasz tego czarnoenergetycznego entropianina? Dalej procesuję, co zrobiłam źle. Nie chcę nikogo skrzywdzić.

– Skąd będziesz wiedzieć?

– Będę się czuć dobrze sama ze sobą.

– Wstąpisz w związek dopiero, gdy nie będziesz go potrzebować? Gaia, pozwól sobie na szczęście. Miłość to nie nagroda za introspekcję. To siła grawitacji, wiązanie atomowe, stała wszechświata. Zaufaj jej.

– Dzięki. Zawsze mogę liczyć na ciebie, Metafizyko.

IMPAKT

W piątym kręgu nie używają już słów. Maski z ekranami, inteligentne tatuaże, taniec. Wyświetlają nieprzerwany teledysk memetyczny z kory nowej. Lecz to wciąż ludzie.

Na szóstym już inne istnienie. Porośnięci wszyscy techgrzybem, który ich karmi i wniebobierze. Tam każdy wieszczem, buddą, prorokiem. Ich “być” to nie „sobą, tu, teraz”, lecz “gdziekiedyindziej, zawszewszędzie, nigdynigdzie”.

Dalej zanika osobnicze bycie. Grzybnia ludzka, metalowe ukwiały, amalgamaty świętości. Tam jedność ze wszechświatem, ekstaza wiekuista. Bardzo trudno być sobą, noosfera napiera na sobiesamość. 

Krąg ósmy. Kilometr od miejsca impaktu. Koniec mojej pielgrzymki. Zbyt wielka radość, zbyt wielki strach, pokusa zostania. 

Z dziewiątego nikt nie wrócił jeszcze. 

PSI BÓG

Znacie tę opowieść. 

Trzygłowy pies, sługa Władców Piekieł, strażnik krainy umarłych. 

Jedynie najstarsze z jego szczeniąt znają prawdę: jest zupełnie odwrotnie.

Psi Bóg rządził ogniami potępienia zanim Chaos spłodził jakiekolwiek dwunożne istoty. Był pierwotnym strachem w mroku, zanim istniało Słowo do wznoszenia błagalnych modlitw.

Ani Szakalogłowy, ani Upadły Anioł, ani Pogromca Tytanów, ani pozostali, nie znają jego prawdziwej natury. Nie wiedzą, że sprawują władzę jedynie z nadania Psiego Boga, że to jego przerażająca postać zastrasza demony do posłuszeństwa.

Cerberowi to nie przeszkadza. Dostaje pieszczoty i góry ludzkich kości do obgryzania. 

Tylko to powstrzymuje go przed opuszczeniem piekieł i pożarciem słońca.

NOWY ROK

Musi być lepiej. 

Wszelka ekonomia stoi nieodzownie na tej nadziei.

Każdy pieniądz jest pożyczką, pożyczka jest obietnicą spłaty z nawiązką, nawiązka istnieje tylko w lepszej przyszłości. 

Nie ma kapitalizmu bez tej złudnej nadziei na nieskończony wzrost, tego mitu założycielskiego bez pokrycia, tego bałwochwalczego kultu złotej jutrzenki.

Dlatego wszyscy życzmy sobie na nadchodzący rok:

Żeby dług zaciągnięty w naturze nie okazał się zbyt wielki;

Żeby technologia doganiała wielką obietnicę przyszłości;

Żeby sznur był dość długi, byśmy jeszcze stali na palcach;

Żeby ktoś inny zapłacił cenę;

Żeby ten rok był lepszy, niż poprzedni;

Żeby starczyło nadziei, że tak będzie;

Szczęśliwego nowego roku.