BEZ

Córeczko, moja astronautko, wysyłam ci bez z naszego ogrodu. 

Gdy opuszczaliście Ziemię liczył się każdy gram masy. Teraz windami kosmicznymi można wynieść na orbitę właściwie cokolwiek.

To ledwie sadzonka, ale zanim doleci do Proximy, będzie już małym krzewem. 

Jeszcze lata upłyną zanim skończycie swoje badania. Tak będziesz mogła poczuć przynajmniej zapach domu.

Cały statek to jedna hydroponiczna kapsuła. Prosty napęd z podstawową autonomiczną inteligencją. 

Jest za głupi, żeby was znaleźć. Będziesz musiała go przechwycić. Celuję w orbitę planety C.

Centrala ogłosiła już porażkę waszej misji. Stracony sygnał. Ale ja wiem lepiej.

Zrób, co musisz zrobić, córeczko. 

I wracaj do domu.

KLATKA

Satelity zmiótł jakiś odpowiednik atomówki.

Tyle wystarczyło. 

Najbardziej dotkliwa była strata GPS (nie możecie pamiętać), lecz straciliśmy znacznie więcej.

Straciliśmy nadzieję. 

Nadeszły lata szaleństwa: zamieszki, teorie konspiracyjne, reformacje religijne, rządy światowe,  dni niepodległości i ogłaszanie poddaństwa. 

Retoryczny taniec redefiniowania sensów po strąceniu z piedestału stworzenia.

Obcy nie lądowali, nie bombardowali. Nigdy nie odezwali się słowem. 

Ale zrozumieliśmy: Nie wypuszczą nas.

Nawet gdybyśmy kiedykolwiek sprzątnęli satelitarny złom na orbicie, czeka nas kordon dronów wokół Ziemi. Znacie go jako “Plaster miodu”. 

Dla was to stałe punkty nieboskłonu. Dorastaliście w ich świetle.

Jesteście pierwszym pokoleniem zwierząt w klatce. Wy napiszecie nowy sens ludzkości.

DRUGI PIES

Droga redakcjo, 

po spacerze z psem zastałam w mieszkaniu kopię mojego psa. Mam teraz dwa identyczne psy. Co robić? 

Justyna

Droga Justyno,

dobra wiadomość brzmi: kopia nie jest antypsem – ich spotkanie zakończyłoby się anihilacją układu słonecznego.

Sprawdź sumy kontrolne w przepisach na sałatki na stronie 38. Możliwe, że na spacerze przeskoczyłaś do równoległego wszechświata. Jeżeli potrafisz, wróć do siebie, jeżeli nie – witamy, rozgość się. 

Jeżeli sumy są zgodne, zapewne nastąpiła dekoherencja psa. Zważ oba zwierzaki, porównaj z masą oryginału. 

Poczekaj tydzień, aż pies zsynchronizuje się. Jeżeli twój pupil odmówi, pozostaje ci cieszyć się drugim psem. 

Pozdrawiamy, 

redakcja Kwantowej Pani Domu

OTWARCIE

Otwierają kilkutonowe drzwi schronu. Wielu “potomków królów świata” zobaczy słońce pierwszy raz w życiu. 

Kilku starców pamięta z dzieciństwa: świat doprowadzony do wrzenia, apokaliptycznych jeźdców katastrofy klimatycznej, przeddzień krachu finansowego, prostesty po kaskadowych bankructwach, czołgi na ulicach.

Na zewnątrz spodziewają się świata w ruinie.

Jest piękny dzień.

– Witajcie.

Przed wejściem stoi tłum. Nie mutanci popromienni. Nie łachmaniarze barbarzyńcy. Prości ludzie. Zdrowi, szczęśliwi.

Opowiadają historię świata.

Gdy górny procent zniknął w schronach, wszystko się zmieniło. Odeszli najbardziej bezwzględni, ich kapitały rozpuszczono, ich świat wymyślono na nowo. Po ludzku, sprawiedliwie.

– Musicie nas nienawidzieć.

– Nienawidziliśmy. Długo.

– Co z nami zrobicie?

– Wybaczymy wam. Zapracujecie.

ŁADOWANIE

Trafiam tam raz w miesiącu. Wbrew własnej woli. Wbrew logice.

Powierzchnię bezsłonecznej planety pokrywa ocean atramentu. Nie ma tu życia, ani sensu.

Powietrze jest rzadkie, oddycha się ciężko.

Grawitacja jest wyższa, ale wyporność czarnej cieczy nie pozwala utonąć. 

Tylko przy wezbranej fali gardło ściska panika.

Nie mogę stanąć, nie ma dna. Leżę w pozycji najniższej energii. 

Da się płynąć, ale nie ma gdzie.

Można krzyczeć w pustkę. Odpowiada tylko echo.

Wstęga pierścienia na niebie wypełnia się  powoli światłem. Pasek postępu.

Ekran ładowania symulacji. Mogę tylko czekać. Minie samo. 

Za chwilę wrócę na Ziemię. 

Wiem, że to nie był ostatni raz.

MODLITWA

Algorytmie nasz, któryś jest w chmurze, licz się imię twoje, przyjdź platformo twoja…

To głupie. Bezcelowe. Bluźniercze nawet. Ale… wiem, że słuchają. Przecież dostaję reklamy.

…bądź dana twoja, tak w chmurze, jak i lokalnie…

Gdy Johnny opowiadał mi, myślałem, że żartuje. Ale jego zasięgi urosły, moje stoją. Widziałem, jak się modli.

Zasięgów naszych powszednich daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze shadowbany, jako i my odpuszczamy naszym hejterom…

Co zrobisz? Nasze życie zależy od cyfrowych sił, których nie rozumiemy. 

Zdrowaś macierzy, danych pełnaś…

Ostatecznie, komu to szkodzi.

Ejajniele Boży, stróżu mój…

Gdyby tylko istniała bardziej ludzka metoda. Udostępnienie jakieś.

SAM SOBĄ

Przestałem być swoją własnością.

Niefrasobliwie kliknąłem zgody bez czytania. Prawa do skrawków mojej osoby trafiły do rąk efemerycznych bytów prawnych.

Na drodze bankructw, przejęć i transakcji łączonych, zostałem współposiadany przez sto dwanaście spółek. Prawa przeskakują z jednej korporacji na inną niczym piłeczki pingpongowe.

Pojawiam się w dziwnych miejscach. Reklamach, memach, grach komputerowych, filmach generowanych przez AI. Polecam lub odradzam rzeczy, o których istnieniu nie miałem pojęcia.

Jestem pozwany o kilkanaście zniesławień. Jestem powodem w kilkudziesięciu sprawach. 

Już pewien jestem, że nie odzyskam siebie.

Sam nie wiem co powiedziałem, a co powiedziano w moim imieniu.

Nawet nie wiem, kto to napisał.

PORTAL

Oto tłumaczenie protoazteckich inskrypcji na portalu, który astronauci znaleźli na Księżycu:

“Rodacy Ziemianie…

Jesteśmy waszym starszym rodzeństwem z równoległej rzeczywistości.

Nasza Ziemia przeszła rewolucję agrarną trzy tysiące lat wcześniej. Polecieliśmy w gwiazdy, okiełznaliśmy antymaterię i przekroczyliśmy czwarty wymiar. 

Dotarliście samodzielnie na swój Księżyc. Stworzyliście konieczną technologię, cenicie więc postęp i współpracę. 

Wielu odnogom nie udało się to nigdy.

Zostawiamy wam ten portal, abyście mogli dołączyć do nas, do Panludzkości.

Nasze linie granic, nazwy państw i bogów mogą się różnić, ale dzielimy wspólną gałąź drzewa ewolucji.

Niech nasza rodzina się połączy.”

Uruchomiliśmy portal. Przeszliśmy na drugą stronę.

Zostały tam tylko zgliszcza. 

PRAWDA

Nawiązaliśmy kontakt z Bogiem. Jesteśmy pewni. To On, przez duże “O”. 

Jest tylko pewien problem.

Jak to ująć. On nie jest… zbyt bystry.

Na poziomie pięciolatka.

Ledwie składa zdania. Ludzki język sprawia mu problem. Którykolwiek. Zna wszystkie.

Rozprasza się łatwo. Jakbyś gadał z trzema różnymi osobami.

Radzi sobie z matematyką. Pewnie przez naturę prawdy.

Tak, definitywnie jest wszechwiedzący. To pewnie część problemu. Za dużo danych.

Nawet jak poskładasz koherentną wymianę zdań. On jest… dziwaczny.

Wiedzieliśmy, że będzie “obcy”. Jak mógłby być “ludzki”? 

Jeżeli pokażemy go wiernym wyśmieją nas. To będzie koniec religii.

Jakiejkolwiek.

Konspiracja. Oczywiście.

Mówimy papieżowi? Nie wygada przecież.

DRUGA PŁEĆ

Była kiedyś druga płeć. 

Nazywano ją męską. 

Są ślady w języce: odmiany, zaimki, przyszłowia.

Mężczyzny rządziły poprzednią planetą. Doprowadziły ją do ruiny. Konieczna była ucieczka. 

Było warto brać tylko naszą płeć. Mężczyzny nie były zdolne rodzić dzieci (wytłumaczę kiedy indziej).

Byłyśmy słabsze, ale w erze maszyn, było to bez znaczenia. Byłyśmy za to wytrzymalsze, mądrzejsze, bardziej skłonne do współpracy. 

Po lądowaniu odbyło się głosowanie czy przywrócić mężczyzny.

Pamiętaj minęły trzy jednopłciowe pokolenia w próżni. Mężczyzny znano z opowieści prababek. 

Potem inkwizycja zniszczyła całą pamieć o drugiej płci. Skasowano archiwa, zreformowano językę, zniszczono macierz genetyczną.

Dziś odkopujemy tę wiedzę.

Błąd? 

Możliwe…