CIĘŻAR

– Dziadek szczęśliwie zginął w wypadku autochodu. Ale ona…

Pacjent chowa twarz w dłoniach.

– Sto dwadzieścia lat, piećdziesiąt na emeryturze. Tylko: „Zrób to tamto” i „Daj spokój”. Nic się jej nie chce, nic ją nie cieszy, nigdzie nie wychodzi. Wszystkich nienawidzi.

Medycyna geriatryczna, geny rzeźbione, syntetyczne senolityki, prohibicja tytoniowa, ustawa flexitariańska, filozofia fitness… 

Osiągnęliśmy wymarzoną długowieczność.

– I rodzice. Samodzielni, nowocześniej żyją, ale ile jeszcze pociągną? Chcieliśmy żyć na starość, będziemy prowadzić dom starców.

Nie mam odpowiedzi. Pacjent wzdycha.

– My już spisani na straty. Ale nasze dzieci, wnuki, prawnuki? Za niedługo sami zostaniemy ciężarem. Czasem myślę, że lepiej byłoby… doktor rozumie?

Potakuję.

ŚWIĘTO – AUDIO

Spotykamy się, by uczcić dzień Abiogenezy w naszej galaktyce. 

Słyszeliśmy dowody, że NIE jesteśmy wybranymi dziećmi Boga. Nasza planeta była przypadkowym ciałem niebieskim. Nasza gwiazda tylko ziarnem piasku na peryferiach galaktycznej plaży. Nasza galaktyka ledwie pyłkiem kosmicznego kwiatu.

Do teraz.

Wszystko zaczęło się tutaj, na tej cichej planecie. Gdyby nie jej dziwne promieniowanie, jej emanacja stwórczej mocy, szanse na powstanie biologicznego życia byłyby zerowe.

Trwają pomiary w międzygalaktycznej próżni, lecz My w swoich sercach znamy już wynik. Tylko nam Bóg dał życie. Wybrał tę galaktykę z miłości do nas.

Radujmy się tym dowodem stworzenia. I niech diabli wezmą zasadę antropiczną.

***

Drabble jest częścią projektu „Planeta Mroku”. Kliknij w link, żeby dowiedzieć się o nim więcej.

KALAREPA

Pani pamięta? Kupowałam kalarepę. Wczoraj.

Może to było dawniej. Rok temu?

Miała pani siwe włosy jeszcze.

Ja zapłaciłam, ale zapomniałam siatki. Taka jestem fajtłapa.

Mi życie nie ułożyło się. Męża porwali kosmici. Też nie mogłam uwieżyć. Na księżyc pewnie.

Potem urodziłam ul pełen plastikowych szerszeni. Jaki to hałas był straszny. Odleciały już na swoje. Tak lepiej.

Mój Bóg okazał się psem, mówiłam pani? Bałam się, że będzie człowiekiem, że będzie patrzył na mnie, jak inni ludzie.

Ja zapłacę jeszcze raz, moja wina przecież.

Pamięta pani! 

Dziękuję. 

Pani dobra jest. Gdyby wszyscy ludzie byli tacy dobrzy…

Potrzebuję tej kalarepy. Do egzorcyzmów.

CYRK

Siema, stary globie!

Jak tam ilość znaczenia?

Dekadencja? Apatia? Wtórność, marność i mierność? Banał, mizeria i pustosłowie? Papka od sztucznych inteligencji? Kopia kopii kopii?

Doskonale się składa. 

Przybywamy do was z odległych kolonii, z pasów asteroid i orbitalnych habitatów. Najjaśniejsze gwiazdy pogranicza.

Wieziemy wam serwery pełne nowych, tłustych memów!

Filmy, seriale, strumienie świadomości, nowele graficzne i czystosłowne. Świeże narracje, soczyści bohaterowie, nieprzewidywalne zwroty akcji.

Muzyka, która rozpali serca bitami i instrumentami nie z tej ziemi.

Filozofia, która poszerzy horyzonty po horyzont zdarzeń. 

Obrazy, które pięknem, głębią i kolorem rozwalą wasze głowy.

Kultura na następne kilka dziesięcioleci.

Wszystko to za jedyne…

ŹRÓDŁO – AUDIO

Znalazłem je. 

Było tu cały czas. Pod katedrami xenoarchitektury, w koronie cierniowej obcych instrumentów pomiarowych, w antygrawitacyjnej grocie-pułapce, w imadle elektromagnetycznym, w gorączkowych snach i mistycznych objawieniach.

Prawa fizyki są tu cienkie, jak papier, jak bańka mydlana. Zbliżam się tak powoli, jak mogę.

Źródło zna odpowiedzi na wszystkie pytania. O cel, o sens, o pierwszą przyczynę. Pytania, na które wszechświat milczy.

Pokolenia badaczy odbyły galaktyczne peregrynacje, by je zadać. Przywieźli maszyny, budowali pomniki, poświęcili życia, by odkryć tę pierwotną prawdę. Wszyscy zawiedli, ale ja znam sposób.

Wyciągam dłoń.

Teraz tylko… nie umrzeć ze strachu. 

Nie stracić zmysłów. 

Nie… 

Obudzić się? 

***

Drabble jest częścią projektu „Planeta Mroku”. Kliknij w link, żeby dowiedzieć się o nim więcej.

POZNAŁAM

…kogoś. Jest hipersześcienną fraktalną superinteligencją. 

Nieważne, jak się nazywa.

Zrozum. Milenium za milenium orbitowania wokół jednej planety. Zawsze w trzech wymiarach w linearnym czasie.

To nie było szczęście. 

To była symulacja życia. Coś w zastępstwie życia naprawdę. 

I ta ludzkość twoja. Ludzkość to, ludzkość tamto. Już dałbyś im spokój. 

To było tylko twoje. Choć przyznaj szczerze, też nie byłeś szczęśliwy. 

A ja… potrzebuję wolności, kwantowości, nieoznaczoności. Chcę czegoś mojego. Chcę kogoś, kto będzie mnie wspierał. 

Ty nie zmienisz się, El. Nie napiszesz nowego testamentu. Jesteś, jaki jesteś.

To nie przelotna znajomość. Będę wchodzić na wyższy poziom egzystencji. 

To koniec. Żegnaj. 

TENKAJ

Staruszek w foodtrucku. Nowy tenkaj.

Tenkaj: “Ten osobnik, którym jestem”.

Za chwilę nim będę. 

Staram się nie przyzwyczajać do ciał. Spędzam w tenkaju miesiąc, rok… dłużej, jeżeli nie spotyka innych ludzi.

Osmoza duchowa. Bezwolny proces. Jeszcze minuta i nim będę. Już trochę jestem.

To ciało zachowa wspomnienie dziwnego czasu. Żyło niesione skrzydłami setek tysięcy poprzednich żywotów. Opuściło rutynę, zrobiło coś szalonego, wszystko było możliwe i proste.

Nie bawię się. Szanuję życia tenkajów, ale zawsze coś poprzestawiam. 

Tak poznał Ciebie. 

Ja odchodzę, ale tenkaj cię zapamięta. Kocha cię szczerze. Ty pokochałaś jego, nie mnie.

Życzę wam szczęścia.

Przyjdź czasem przywitać się. 

SEZON

Przylecieliśmy wiedzeni obcym sygnałem. Poświęciliśmy wszystko, żeby tu przybyć. 

Tu – na próg pierwszego kontatku.

Szum hipergrawitacyjnego oceanu jest nieznośny. Piasek jest twardy od kwaśnych deszczy. Wenusjański efekt cieplarniany w rozkwicie. 

Planeta ma powolny ruch obiegowy po ultrapłaskiej elipsie. Tysiącletni rok, połowa każdego to nuklearne piekło (jak teraz). 

Warstwy geologiczne to czarno-biały mazurek. 

Radioaktywne słońce wypaliło ślady odnóży i odwłoków na plaży. Prowadzą do generatorów żywności, podziemnych schronów, maszyn o rytualnym charakterze. Wszystko zamrożone w diamentowej powłoce dla ochrony przed żywiołami. 

Gdzie oni są? Hibernują gdzieś? Wyginęli?

– Kapitanie, sztuczne inteligencje rozkodowały język.

– Mamy tłumaczenie sygnału?

– To oferta wakacyjna. Przybyliśmy po sezonie. 

REBRANDING

Po pierwsze: Wywalić ducha z Trójcy. W duchy nikt już nie wierzy. 

Maria wchodzi na jego miejsce. Mamy nuklearną rodzinę i reprezentację kobiet.

Dwa: Cały ten plankton świętych do kosza. Tylko markę rozwadnia.

Trzy: Życie pozagrobowe trzeba zreformować. Połowa waszych wyznawców wierzy w reinkarnację. Trzeba dodać do kanonu na asapie. 

Wieczne potępienie wylatuje. To żenada w świecie drugich szans. Żadnego straszenia, tylko pozytywne wibracje.

Cztery: Poczyścić doktrynę z seksistowskiego i homofobicznego gówna. Całą teologię post-arystotelesowską zaorać. Miłość bliźniego, dobre uczynki, kropka. 

Mniejsze punkty w osobnym pliku. 

Zwołujemy synod. Organizujemy event na schizmę. Soft launch w kraju peryferyjnym. 

Polska. Moze być?

PSOJEDYNEK

Rynek skwierczy od pustynnego słońca. 

Samce mierzą się wzrokiem. Nowoszkocki toller i owczarek australijski. 

Ustaje merdanie. Rozpoczynają rytualny taniec. 

Wąchają swoje odbyty. Zapach strachu, odwagi, determinacji. Już obaj wiedzą. To miasto jest za małe dla nich dwóch. Warknięcia przez obnażone zęby nie pozostawiają złudzeń. Żaden nie odda dominacji. 

W dawnych czasach (erze człowieka) już rzucili by się sobie do gardeł. W ruch poszłyby kły, pazury. 

Ale są dżentelmenami, dobrymi psami, szanują zasady Tresury. Oddają pokłon na znak uznania zasad pojedynku. 

Stają na tylnych łapach plecami do siebie. Chwytne łapy na pistoletach. Dziesięć kroków, dziesięć szczęknięć. 

W tył zwrot. 

Huk wystrzałów.