STARY ROBOT

Stary robot poprawia szlafrok, zapala fajkę, głaszcze psa. To jeszcze wydaje mu się prawdziwe. 

Czy pies żyje? Nie może być tego pewien.

Ubiera kapcie. Idzie gdzieś powłócząc nogami. 

Otaczają go inne istoty. Część jest niepokojąco szybka. Inne nie poruszają się już w ogóle. Nie ma już siły poznawać ich. Nie ma energii naprawiać wszystkiego, co zepsuł.

Siada. Nudzi się. 

Nie zadbał o zadania, ani rozrywki do czasu wchmuręwstąpienia. 

Kto wie zresztą, może już nastąpiło? Może została tu tylko skorupa.

Czasem ktoś przychodzi. Sięga wtedy do banków pamięci, do czasów gdy nie był zbędny. Opowiada.

Czeka już tylko aż padnie bateria.

SPACER

Dobrze pan usłyszał. Wyprowadzam telefony na spacer.

Dziesięć tysięcy kroków dziennie. To granica dla pięćdziesięcioprocentowej ugli od ubezpieczenia zdrowotnego. Są zniżki na stacjach benzynowych. Lepsze warunki kredytu. Loterie.

Program “państwo FIT”, musiał pan słyszeć.

Wystarczy zainstalować apkę.

Zgadza się, kto miałby czas.

Ludzie kupują stepomatory do telefonów, ale zdradzają ich dane GPS. Inni hackują telefony, windują kroki, wgrywają trasy, ale ubezpieczyciele czasem sprawdzają monitoring.

Odsiadka za oszustwa podatkowe.

Biorę telefon na dwie godzinki. Zabezpieczamy. Pan dostaje zastępczy ze zdalnym pulpitem. 

Mam w plecaku telefony trzydziestu klientów. Moja małżonka może przyjść po telefon żony.

Zgadza się, w zdrowym ciele, zdrowy duch.

NA ZAWSZE

Skarbie. 

Musimy porozmawiać o nieśmiertelności.

Tłumaczyłem ci. Nanoboty przepisują mózg neuron po neuronie. Tu nie chodzi o technologię…

Czy chcesz ze mną spędzić resztę życia?

Czym to się różni od naszych ślubnych przyrzeczeń? 

Do grobowej deski, tylko bez grobowej deski.

Musimy teraz, bo za kilka lat nasze mózgi zaczną degenerować. Jak mam żyć wiecznie to z umysłem trzydziestolatka.

Nie chcę spędzać wieczności sam. Nie chcę patrzeć, jak umierasz ze starości.

Co znaczy “kiedyś umrzeć”? Więc czemu nie umrzesz sobie teraz?!

Przepraszam. Poniosło mnie. Ale…

Słucham. Zamieniam się w słuch.

Łał. Dużo o tym myślałaś.

Tak. Chyba chcemy bardzo różnych rzeczy.

JĘZYK MIŁOŚCI

Mój język miłości zaczyna się na wysokości serca, gdzie zwinięty jest niczym wąż. 

Przez większość czasu używam jedynie jego końcówki na wzór ludzkiego języka, celem smakowania pożywienia i formowania dźwięków atrakcyjnych dla ludzkich kobiet. 

W sytuacji podniecenia jednak zwoje ukryte w komorze ciała prostują się i pozwalają mi wysunąć organ na długość około metra.

Ewolucyjnie to nardzędzie higieny osobistej, jednak ma pewne niedzowne zalety w sytuacjach intymnych. 

Za przyzwoleniem partnerki może służyć do pocałunków, podduszania lub innych pieszczot.

Pozwalam sobie na takie igraszki jedynie w trwałych związkach, pełnych zrozumienia i szczerości. 

Muszę tylko uważać, żeby nie ugryźć się w język.

UŚMIECH

Uśmiechometr wykrył u pana średnie dobowe zadowolenie na poziomie poniżej jednego megaklauna.

Taki poziom jest znacznie poniżej normy ustawowej. Nie powinien pan pokazywać się w pracy w takim stanie. Jaki to miałoby wpływ na współpracowników, petentów, wizerunek państwa?

Jeżeli to przypadłość przewlekła to konieczna będzie izolacja. Wie pan, że dysforia jest zaraźliwa. 

Jak długo się utrzymuje?

To bardzo długo! Natychmiast zamówię transport do śmiechatorium.

Hel, szczeniaczki, konfetti, balony, ludzie przewracający się niegroźnie, humor słowny. Ale też narkotyki, gilgotki, elektrowstrząsy, gaz śmiechowy… 

Wszystko, co współczesna medycyna może zaoferować. Na koszt państwa.

Mam być całkowicie szczery?

Nie robiłbym sobie zbyt wielkich nadziei.

REWOLUCJA

Czwarta rewolucja seksualna miała miejsca na Marsie pięć lat temu. W drugim roku kolonizacji.

To brzmi niedorzecznie, wiem. 

Posłuchaj, proszę.

Najpierw pojawiły się doniesienia o nudyzmie, matriarchacie, orgiach, poliamorii. 

Niczym szympansy Bonobo.

Utajnione, ale widziałem je.

Wysłaliśmy misję ratunkową. Dołączyli do kolonii.

Prowadziłem rządowe dochodzenie. Podejrzewaliśmy pranie mózgu, sabotaż afrodyzjakiem, ingerencję obcych…

Mam osobistą teorię. 

Syndrom biletu bez powrotu. Przytłoczeni kosmiczną pustką, daleko od domu, od źródeł wstydu, astronauci powrócili do czegoś pierwotnego.

Kolonia nie upadła. To propaganda. Oni żyją. Są szczęśliwi. Zbudowali raj. Zapraszają nas. 

Zagłuszają im łączność. Mam dowody. 

Dlaczego? 

Boją się, żeby to nie dotarło na Ziemię.

WZROST

Nasza teologia zna tylko jeden grzech. 

Nowotwórstwo. Brak umiaru. Hołdowanie rozszalałemu wzrostowi. 

Oto herezje rakowych cywilizacji: Zawsze więcej, nigdy dość. Trzeba rosnąć, żeby żyć. Wzrost to cnota. Wielkość – znak łaski. Nie ma ceny zbyt wysokiej za rozwój.

W gwiazdach widzicie nieprzebrane bogactwo. Kosmos obdarzył was nieskończonym dobrodziejstwem, dał wam ogród w posiadanie…

Bzdury.

My widzimy głównie pustkę. Międzygalaktyczną czerń, jałowe rubieże międzygwiezdne, nieskończone pustostany międzyatomowe.

Wszechświat jest pomnikiem pokory. Bez powściągliwości, istniałby tylko bezgraniczny plazmowy kocioł, czarnodziurowe piekło, kwarkowy wrzątek.

Rozumiecie już?

My niczego nie pragniemy. Nie będziemy negocjować. 

Nie przylecieliśmy was podbić. “Podbój” to wasz język. 

Przylecieliśmy operować nowotwór.

NA RAMIENIU

No to na czym polega, ten cały chór? 

Antropomorfizujecie aspekty swojej jaźni w postaci animowanych awatarków? 

Rozumiem. Sztuczna inteligencja wykarmiona danymi z mediów społecznościowych filtrowanymi pod aspekt osobowości. 

Wybierasz model, wokalizację, pakiet animacji…

Widzę to. Setup w 10 minut.

Nie boisz się szpiegowania? Racja, ten statek dawno odpłynął.

Ale manipulacje. Przecież taki asystent spinacz może uprawiać ciągły product placement. 

Jak to „o to chodzi”? 

Lepszym człowiekiem?

Dlatego więcej, niż jeden!

Potem słuchasz tej diatryby miniaturowych ludzików w AR?

Diabełek i aniołek na ramieniu. Jak w starych kreskówkach. Trochę dziecinne, a trochę sekciarskie to, nie uważasz?

Czekaj, ile? Sto dwadzieścia trzy? 

RÓWNOLEGŁY

To zabrzmi niedorzecznie. 

Nie jestem Tomkiem, którego znacie. Przybywam z równoległej przyszłości. 

Wasz siedzi zapity w barze. 

W moim świecie dwa lata temu zginęłyście w wypadku. Nie z mojej winy, ale też nie było mnie z wami.

To był szok, pomógł mi się otrząsnąć. Od roku nie piję. Odzyskałem pracę w instytucie. Gdy odkryliśmy multitemporal… 

Chciałem was zobaczyć. Miałem nie nawiązywać kontaktu, ale… Zobaczyłem, jak on was traktuje. Jak ja was traktowałem.

Muszę zapytać. Czy wrócicie ze mną? Nie musimy być razem w moim świecie. Chcę tylko wiedzieć, że jesteście bezpieczne.

To szaleństwo. Wiem. 

Nie będzie was szukał. 

Upozorujemy coś. 

GOTOWA

– Gaia, opowiadaj. Jak randka?

– Jest miły, inteligentny, empatyczny. Był kiedyś świadomym słońcem, teraz jest bytem wyższej matematyki.

– Ty, pangalaktyczna siła natury. On, twarda logika o złotym sercu.

– Taaak…

– Słyszę wahanie w twoim głosie.

– Nie wiem, czy jestem gotowa.

– Na miłość?

– Tak. Pamiętasz tego czarnoenergetycznego entropianina? Dalej procesuję, co zrobiłam źle. Nie chcę nikogo skrzywdzić.

– Skąd będziesz wiedzieć?

– Będę się czuć dobrze sama ze sobą.

– Wstąpisz w związek dopiero, gdy nie będziesz go potrzebować? Gaia, pozwól sobie na szczęście. Miłość to nie nagroda za introspekcję. To siła grawitacji, wiązanie atomowe, stała wszechświata. Zaufaj jej.

– Dzięki. Zawsze mogę liczyć na ciebie, Metafizyko.