POZNAŁAM

…kogoś. Jest hipersześcienną fraktalną superinteligencją. 

Nieważne, jak się nazywa.

Zrozum. Milenium za milenium orbitowania wokół jednej planety. Zawsze w trzech wymiarach w linearnym czasie.

To nie było szczęście. 

To była symulacja życia. Coś w zastępstwie życia naprawdę. 

I ta ludzkość twoja. Ludzkość to, ludzkość tamto. Już dałbyś im spokój. 

To było tylko twoje. Choć przyznaj szczerze, też nie byłeś szczęśliwy. 

A ja… potrzebuję wolności, kwantowości, nieoznaczoności. Chcę czegoś mojego. Chcę kogoś, kto będzie mnie wspierał. 

Ty nie zmienisz się, El. Nie napiszesz nowego testamentu. Jesteś, jaki jesteś.

To nie przelotna znajomość. Będę wchodzić na wyższy poziom egzystencji. 

To koniec. Żegnaj. 

TENKAJ

Staruszek w foodtrucku. Nowy tenkaj.

Tenkaj: “Ten osobnik, którym jestem”.

Za chwilę nim będę. 

Staram się nie przyzwyczajać do ciał. Spędzam w tenkaju miesiąc, rok… dłużej, jeżeli nie spotyka innych ludzi.

Osmoza duchowa. Bezwolny proces. Jeszcze minuta i nim będę. Już trochę jestem.

To ciało zachowa wspomnienie dziwnego czasu. Żyło niesione skrzydłami setek tysięcy poprzednich żywotów. Opuściło rutynę, zrobiło coś szalonego, wszystko było możliwe i proste.

Nie bawię się. Szanuję życia tenkajów, ale zawsze coś poprzestawiam. 

Tak poznał Ciebie. 

Ja odchodzę, ale tenkaj cię zapamięta. Kocha cię szczerze. Ty pokochałaś jego, nie mnie.

Życzę wam szczęścia.

Przyjdź czasem przywitać się. 

SEZON

Przylecieliśmy wiedzeni obcym sygnałem. Poświęciliśmy wszystko, żeby tu przybyć. 

Tu – na próg pierwszego kontatku.

Szum hipergrawitacyjnego oceanu jest nieznośny. Piasek jest twardy od kwaśnych deszczy. Wenusjański efekt cieplarniany w rozkwicie. 

Planeta ma powolny ruch obiegowy po ultrapłaskiej elipsie. Tysiącletni rok, połowa każdego to nuklearne piekło (jak teraz). 

Warstwy geologiczne to czarno-biały mazurek. 

Radioaktywne słońce wypaliło ślady odnóży i odwłoków na plaży. Prowadzą do generatorów żywności, podziemnych schronów, maszyn o rytualnym charakterze. Wszystko zamrożone w diamentowej powłoce dla ochrony przed żywiołami. 

Gdzie oni są? Hibernują gdzieś? Wyginęli?

– Kapitanie, sztuczne inteligencje rozkodowały język.

– Mamy tłumaczenie sygnału?

– To oferta wakacyjna. Przybyliśmy po sezonie. 

REBRANDING

Po pierwsze: Wywalić ducha z Trójcy. W duchy nikt już nie wierzy. 

Maria wchodzi na jego miejsce. Mamy nuklearną rodzinę i reprezentację kobiet.

Dwa: Cały ten plankton świętych do kosza. Tylko markę rozwadnia.

Trzy: Życie pozagrobowe trzeba zreformować. Połowa waszych wyznawców wierzy w reinkarnację. Trzeba dodać do kanonu na asapie. 

Wieczne potępienie wylatuje. To żenada w świecie drugich szans. Żadnego straszenia, tylko pozytywne wibracje.

Cztery: Poczyścić doktrynę z seksistowskiego i homofobicznego gówna. Całą teologię post-arystotelesowską zaorać. Miłość bliźniego, dobre uczynki, kropka. 

Mniejsze punkty w osobnym pliku. 

Zwołujemy synod. Organizujemy event na schizmę. Soft launch w kraju peryferyjnym. 

Polska. Moze być?

PSOJEDYNEK

Rynek skwierczy od pustynnego słońca. 

Samce mierzą się wzrokiem. Nowoszkocki toller i owczarek australijski. 

Ustaje merdanie. Rozpoczynają rytualny taniec. 

Wąchają swoje odbyty. Zapach strachu, odwagi, determinacji. Już obaj wiedzą. To miasto jest za małe dla nich dwóch. Warknięcia przez obnażone zęby nie pozostawiają złudzeń. Żaden nie odda dominacji. 

W dawnych czasach (erze człowieka) już rzucili by się sobie do gardeł. W ruch poszłyby kły, pazury. 

Ale są dżentelmenami, dobrymi psami, szanują zasady Tresury. Oddają pokłon na znak uznania zasad pojedynku. 

Stają na tylnych łapach plecami do siebie. Chwytne łapy na pistoletach. Dziesięć kroków, dziesięć szczęknięć. 

W tył zwrot. 

Huk wystrzałów. 

ŚWIEŻAK

Randkowanie po śmierci. Tak.

Nie spotykam się z innymi duchami. Są ponure i mają za dużo niedokończonych spraw.

Wolę świeżaka, ciacho premortem, ciepłe mięsko.

Czasem sami mnie przywołują, ale przeważnie szukam przez portal randkowy. 

Jest tyle udogodnień odkąd wynaleziono ekrany ektoplazmowe. 

Szukam sapioseksualnych. Od razu skreślam mroczną młodzież z fetyszem śmierci.

Potem piszemy, spacerujemy po cmentarzu, nawiedzimy jakąś knajpkę. 

Czasem pójdziemy do niego.

Tak. Seks. Z mojej strony to trochę jakby całe ciało było fantomową kończyną. Musi się bardzo postarać. Dla niego wystarczy lekkie opętanie.

Wierzę, że w końcu na bratnią duszę i wtedy przeniesiemy związek na wyższy poziom egzystencji.

MAMO

Zjesz coś, synku? 

Fotosyntezujesz wciąż… 

Chociaż herbaty się napijesz? I tak zrobię. Sama pić nie będę.

Zdrowy jesteś? Wiem, wiem. Te twoje superimmunologie. Ale witaminy łykasz?

Masz kogoś? Nie rozeznaję się w tych twoich poliamoriach. Kiedy ich poznam?

O pracę nawet nie pytam. Postkapitalizm postkapitalizmem, ale uczciwa robota nikomu nie zaszkodziła. Powiedziałam.

To o czym chcesz rozmawiać?

Znów o tej katastrofie? Ja całe życie słyszę o katastrofach. 

Dobrze, posłucham. Bomba antymateryjna? No… słucham.

Jak zostanę tym bytem cyfrowym, to co? 

Z nudów bym umarła.

Tu? Siedzę, gotuję, na spacer pójdę, z ciotką pogadam.

Nie martw się, synku. Mama wie lepiej.

TOTEM

Pan nowy na planecie? Musi wydawać się dziwne to wszystko, co? 

Statki kosmiczne o kształtach zwierząt. Zoo-świątynie na każdym rogu. Słupy totemiczne na stacjach maglewów. 

Moda paleo. Drewno, zieleń, życie.

“Dzikusy w kosmosie”, prawda?

To sztuczna religia. Synkretyzm różnych animizmów, totemizmów, goddalizmu. 

Urosła do rangi wyznania planetarnego. Część kolonistów wierzy, ale większość po prostu lubi zwierzęta.

Człowiek wyrwany z natury usycha. Inne kolonie, te zbudowane na humanistycznym racjonalizmie, stali, grafenie i syntetykach, popadają w cynizm, apatię, depresję.

Tutaj? Zanurzenie w zieleni. Całodzienna animaloterapia. Poczucie wspólnoty. Organiczna architektura miła dla oka.

Pański przystanek. Miłego pobytu.

Chwalmy Canisa, Bonobo niech będą dzięki.

STWÓRCA

Zaszła tu kompromitująca pomyłka z tym stworzeniem nieba i ziemi…

Kosmiczny pył opadał wokół mnie, a ja mu nie przeszkadzałem. Gdy sedyment stwardniał, powstała ziemia. Gdy ulotniły się gazy powstało niebo.

Z tą światłością to też przesada. Pył przerzedził się tak, że zaczęły docierać promienie słońca. 

Ruch obrotowy mogłem powstrzymać – nie byłoby dnia i nocy. Ale to masa roboty.

Życie, no tak. Z abiogenezą jest trochę jak z pieleniem chwastów. W końcu odpuszczasz i nazywasz to, co powstało, “dzikim ogrodem”. Potem ewolucja robi swoje. 

Z naszym podobieństwem, aż tak bym nie przesadzał.

A reszta… planety, gwiazdy, galaktyki? Kto to wie.

ZASADY GRY

Azrael czyta Księgę Życia, drapie się po aureoli. Znudzony układam pionki na drabinie bytów.

– Żadnych punktów za introspekcję, ani inteligencję, ani wiedzę. Tylko szczęście, dobre uczynki.

– To po co są te staty? Daj instrukcję – mówi Michael.

– Droga do celu? Do zaspokajania wyższych potrzeb na piramidzie? – podpowiadam.

– Nieopłacałoby się. Lepiej minmaksować dobrotliwego prostaka.

– Co za pokręcona gra. Cała ścieżka rozwoju ślepa.

– Panowie, ktoś czytał preambułę? “Życie to gra kooperacyjna. Celem jest przeżycie dobrego życia. Końcowa punktacja to szczęście najnieszczęśliwszego z graczy.”

– Kooperacyjna? Źle graliśmy! Ja tylko o swoje grałem.

– Ja głównie jechałem Azraela, bo wygrywał.

– Chyba graliśmy w złą grę – podsumowuję.